Maciej Kot po nieudanych kwalifikacjach: Skok był tragiczny. Nie zaprzyjaźniłem się ze skocznią

Maciej Kot Raw Air Oslo 2018 2 fot. Julia Piątkowska

Niemiłą niespodziankę polskim kibicom sprawił w piątkowych kwalifikacjach do niedzielnego konkursu indywidualnego Maciej Kot. Członek „brązowej” drużyny z igrzysk w Korei nie uzyskał awansu do konkursu głównego, co praktycznie eliminuje go z walki o dobrą pozycję w tegorocznym turnieju Raw Air. Zakopiańczyk przyznał, że „nie zaprzyjaźnił się” ze skocznią w Oslo.

 

Maciej Kot Raw Air Oslo 2018 fot. Julia Piątkowska
Maciej Kot po kwalifikacyjnym skoku, fot. Julia Piątkowska

Maciejowi Kotowi odpadnięcie z rywalizacji w Pucharze Świata po rundzie kwalifikacyjnej przytrafiło się pierwszy raz od ponad dwóch lat (ostatni taki przypadek miał miejsce w grudniu 2015 roku w szwajcarskim Engelbergu). Do swojego piątkowego występu na Holmenkollen polski zawodnik odniósł się bardzo krytycznie. – Skok był tragiczny. Mocno mnie skręciło. Zaryzykowałem, ale ryzyko się nie opłaciło. Cóż, mam teraz wolne – powiedział drużynowy mistrz świata z 2017 roku.

Skocznia na wzgórzu Holmenkollen, fot. Stefan Piwowar
Skocznia na wzgórzu Holmenkollen, fot. Stefan Piwowar

Skoczek zakopiańskiego AZS-u stwierdził, że skocznia Holmenkollbakken nie należy do jego ulubionych. – Nigdy jej nie lubiłem, nie pasuje mi. Trochę zmieniono tory na rozbiegu, dzięki czemu łatwiej było mi przyjąć właściwą pozycję najazdową. Ale wciąż jest to skocznia bardzo wrażliwa na to, co dzieje się zaraz za progiem. Mam tam problem z tym, żeby lecieć prosto i to potęguje mój problem, dlatego nie zaprzyjaźniłem się z tym obiektem – przyznał.

Choć sezon wkracza już w ostatnią fazę, Kot stwierdził, że nie czuje zmęczenia rywalizacją w ramach karuzeli Pucharu Świata. – Nie czuję zmęczenia. W Lahti miałem lekki kryzys, ale teraz czuję się zregenerowany i gotowy do walki – powiedział.

Ze zbliżających się norweskich konkursów PŚ Maciej Kot liczy na dobry występ przede wszystkim w jednym miejscu. – Ze skoczni Raw Air najlepiej czuję się na tej w Lillehammer. Trondheim nigdy nie było dla mnie szczęśliwe. Z kolei Vikersund to największy „mamut” na świecie i jeśli jesteś w dobrej formie, to można odczuwać wielką radość latania. Wystarczy jednak, że pojawią się drobne błędy, wtedy robi się bardzo trudno – tłumaczył. 

Popularny „Kocur” odniósł się także do pomysłu „Planica 7”, nowego turnieju, który ma zamknąć obecny sezon. – Każda nowa idea jest dobra. Skoków jest tyle samo, a my tak czy siak musimy brać w nich udział, nie możemy odpuszczać kwalifikacji. Skoro więc jest dodatkowa nagroda, to nie widzę w tym minusów, wyłącznie plusy – zakończył.

 

Korespondencja z Oslo, Magdalena Janeczko

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram