Ernest Prišlič dla SP: „Do życia podchodzę z optymizmem”

prislic_ernest_fc-szczyrk-2014_fot-julia-piatkowska

Miał być skoczkiem bezpośredniego zaplecza kadry Gorana Janusa, wystarczyła jednak chwila, aby dalsza kariera Ernesta Prišliča stanęła pod znakiem zapytania. Wypadek, walka o życie i długa rehabilitacja nie złamały jednak Słoweńca. Dziś, niespełna półtora roku od tych feralnych wydarzeń, 24-latek czuje się dobrze i w niedługim czasie powróci na skocznię.

 

Ernest Prišlič, fot. Julia Piątkowska
Ernest Prišlič, fot. Julia Piątkowska

Był 4 grudnia 2016 roku, zgrupowanie słoweńskiej kadry B w centrum sportów zimowych w Planicy. Z pewnością nikt nie spodziewał się, że rutynowa rozgrzewka przed treningiem zakończy się poważnym wypadkiem Ernesta Prišliča. Skoczek został potrącony przez samochód, którego kierowcą miał być jeden z pracowników Planica Nordic Center. Kilkanaście następnych dni Prišlič walczył o życie. 

Dziś, niespełna półtora roku od tych feralnych wydarzeń, 24-latek zapewnia, że czuje się dobrze i w niedługim czasie powróci do skoków. Co czuje, gdy wspomina tamten, niedzielny poranek?

Ernest Prišlič, fot. Julia Piątkowska
Ernest Prišlič, fot. Julia Piątkowska

– Prawdę mówiąc, czuję się nietypowo. Kompletnie nie pamiętam tego, co wydarzyło się 4 grudnia 2016 roku. Nie pamiętam dnia przed wypadkiem, ani wszystkich kolejnych aż do świąt Bożego Narodzenia. Dzięki rodzinie, przyjaciołom i lekarzom wiem, co się stało. Z jednej strony bolało mnie to, jednak cieszę się, że ten wypadek nie pozostawił żadnych poważniejszych konsekwencji. Dzięki Bogu czuję się dobrze – przyznał drużynowy złoty medalista mistrzostw świata juniorów z 2013 roku.

Zgrupowanie słoweńskiej kadry B miało miejsce w pierwszych tygodniach sezonu zimowego 2016/2017, w którym Ernest Prislic został nominowany do składu bezpośredniego zaplecza kadry prowadzonej przez Gorana Janusa. Po wybudzeniu ze śpiączki farmakologicznej, reprezentant klubu SK Zagorje, był rozczarowany. Miał za sobą dobre starty na igelicie – miejsca w czołowej „10” podczas Pucharu Kontynentalnego we Frenštacie i punktowy debiut w zawodach Letniego Grand Prix w Czajkowskim. Wszystko mogło się zdarzyć, a w jednej chwili dalsza sportowa kariera Słoweńca stanęła pod dużym znakiem zapytania. Czy kiedykolwiek obawiał się o to, że może nie wrócić na skocznię?

Oczywiście. Nie przewidywałem takiego scenariusza, jaki mi się przytrafił. Bolało mnie to, bo w końcu zdobyłem bardzo ważne punkty Letniego Grand Prix, które pozwalały mi na starty na najwyższym światowym poziomie. Do życia podchodzę z optymizmem i w każdej sytuacji szukam pozytywów, bo tylko wtedy można poradzić sobie z przeciwnościami losu i walczyć ze słabościami. Nigdy nie myślałem o tym, że nie wrócę do skoków – powiedział.

Wypadek, walka o życie i powrót do pełnej sprawności, nie załamały skoczka urodzonego w Trbovljach. Ciężka praca opłaciła się, bowiem kilka tygodni temu, Ernest Prislić, otrzymał pozwolenie od lekarzy na powrót do skoków.

Jak sam przyznał – nie stawia sobie żadnych konkretnych celów do osiągnięcia, chce po prostu skakać, co mimo „zielonego światła” od medyków nie jest jeszcze możliwe. Jak przebiegała rehabilitacja?

Gdy się obudziłem, przez pierwsze dwa dni przechodziłem kryzys. Nie chciałem słyszeć o czymkolwiek, nie chciałem jeść, rozmawiać z nikim. Wszystko było bez znaczenia. Kiedy w końcu przyjąłem do siebie to, co się wydarzyło, mogłem zacząć wracać do zdrowia. Po miesiącu pobytu w Uniwersyteckim Centrum Medycznym w Lublanie zostałem wypisany do domu i ledwo co przywykłem do domowego jedzenia, musiałem udać się do Centrum Rehabilitacyjnego w mieście Soca, gdzie spędziłem kolejne 30 dni. Cały czas byłem otoczony opieką rodziny i przyjaciół, za co jestem im wdzięczny – z ich wsparciem było znacznie łatwiej. Później, czekały mnie jeszcze dwa tygodnie rehabilitacji w Terme Catez. Kiedy cały ten proces się zakończył, natychmiast poszedłem na trening sprawnościowy dla skoczków, który w Global Sport Clinic w Lublanie, odbyłem pod okiem doktora Mitji Bracicia – powiedział Prislic, przedstawiając swoją drogę powrotu do pełni sprawności.

Zwykło się mawiać, że człowiek zmienia się pod wpływem pewnych wydarzeń życiowych. Czy w skutek doświadczeń z ostatnich miesięcy, 24-latek dostrzega w sobie jakąś przemianę?

Trudno mi odpowiedzieć czy się zmieniłem, trzeba zapytać kogoś innego. Ale tak, to prawda. Człowiek po takim wydarzeniu skupia się na każdej chwili i stara cieszyć się życiem. Zacząłem sobie zdawać sprawę z tego, jakie znaczenie ma każdy moment w moim życiu, przecież wszystko może bardzo szybko się zmienić – zakończył skoczek, który w marcu 2016 roku poszybował 246 metrów, co jest jednym z najlepszych wyników długości lotu narciarskiego w Słowenii.

 

Rozmawiał Oskar Szechnicki

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram