Wisła 2018 – fakty i ciekawostki, czyli dlaczego Simon Ammann nie lubi Wisły

W drugiej połowie listopada, kiedy pogoda za oknem nie zachęca do aktywnego spędzania wolnego czasu, rozpoczyna się wielkie święto każdego kibica skoków narciarskich. Najwcześniej w historii rozgrywania zawodów Pucharu Świata wchodzimy w kolejny, tym razem jubileuszowy, 40. sezon zmagań o Kryształową Kulę. Zobaczmy, jak przebiegała rywalizacja na skoczni w Wiśle-Malince.

 

Piątek: Sezonu początek. Czterdzieści lat minęło…

Kibice na skoczni w Wiśle (fot. Julia Piątkowska)
Kibice na skoczni w Wiśle (fot. Julia Piątkowska)

Inauguracja sezonu przeszła do historii. Czekają nas długie jesienno-zimowe wieczory pełne emocji na najwyższym poziomie, spędzone pod skocznią lub przed telewizorem. Będziemy świadkami cotygodniowej walki międzynarodowej elity, toczonej bardzo często na granicy ryzyka, z siłami natury, stanem ekwipunku, czy długością nart.

Przed całą narciarską „rodziną” bardzo długi i intensywny sezon zimowy, którego głównym punktem będą Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym w Seefeld (19 lutego – 03 marca 2019 r.). Ponadto w okresie świąteczno-noworocznym, skoczkowie staną do walki o Złotego Orła – główną nagrodę 67. edycji prestiżowego Turnieju Czterech Skoczni, a pod koniec startów na  obiektach pokrytych białym puchem – wystartują w zawodach z cyklu Raw Air. Niech wygra najlepszy! Emocji z pewnością nie zabraknie.

Evgeniy Klimov (fot. Julia Piątkowska)
Evgeniy Klimov (fot. Julia Piątkowska)

„Czterdzieści lat minęło …”, a skoki narciarskie nadal przyciągają niezliczone tłumy kibiców z całego świata. Warto zaznaczyć, że na przestrzeni ostatnich dekad obserwujemy stale postępujący proces ewolucji tej dyscypliny. Zaczynając od zmian dotyczących ogólnych zasad punktowania i rozgrywania konkursów, zmiany techniki skoku czy prowadzenia nart w locie, dochodzimy aż do czasów współczesnych. Obecnie, głównie za sprawą postępu technologicznego, obserwujemy sportowe zmagania narciarzy klasycznych, które stają się coraz bardziej ekstremalne. Zawodnicy łamią kolejne bariery odległości, a my – kibice, z jeszcze większą ciekawością czekamy na początek zimowej rywalizacji.

Piątek na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle-Malince (K-120 / HS-134) upłynął pod znakiem treningów i kwalifikacji. Warto zaznaczyć, że inauguracja była dla wielu pierwszą tej zimy okazją do odbicia się z progu obiektu pokrytego białym puchem. Już na samym początku weekendu dyspozycję prezentowaną podczas cyklu Letniego Grand Prix potwierdził reprezentant Rosji – Evgeniy Klimov. Triumfator zmagań na igelicie wygrał zarówno pierwszą serię treningową, jak i rundę kwalifikacyjną. Powody do zadowolenia mieli także Stephan Leyhe, Dawid Kubacki czy Ryoyu Kobayashi, którzy plasowali się w ścisłej czołówce podczas piątkowych skoków w Wiśle.

 

Sobota: Mistrzowskie otwarcie Polaków, tylko Norwegów żal

Polscy skoczkowie (od lewej: K.Stoch, D.Kubacki. J.Wolny, P.Żyła), fot. Julia Piątkowska
Polscy skoczkowie (od lewej: K.Stoch, D.Kubacki. J.Wolny, P.Żyła), fot. Julia Piątkowska

Dwie serie treningowe i kwalifikacje rozegrane w piątek, stanowiły jedynie przystawkę dla kibica głodnego sportowych wrażeń na najwyższym poziomie. Były emocje do samego końca oraz biało-czerwone święto pod skocznią im. Adama Małysza.

W napięciu czekaliśmy na skoki Richarda Freitaga i Kamila Stocha, bowiem to właśnie Ci dwaj stoczyli decydujący bój o zwycięstwo w sobotnich zawodach. Ostatecznie biało-czerwoni okazali się mało gościnni i na własnej ziemi, dopingowani i oklaskiwani przez patrona obiektu w Wiśle, odnieśli czwarte zwycięstwo (22. podium) w historii konkursów Pucharu Świata. Drużyna w składzie: Piotr Żyła, Jakub Wolny, Dawid Kubacki i Kamil Stoch, zgromadziła na swoim koncie 1026,6 pkt, wyprzedzając reprezentację Niemiec (1015,5 pkt) oraz austriackich podopiecznych Andreasa Feldera (972,0 pkt).

Warto podkreślić, że ubiegłoroczni norwescy triumfatorzy w tym roku dość sensacyjnie zakończyli zmagania już na pierwszej serii. Wszystko za sprawą dyskwalifikacji Roberta Johanssona za nieprzepisowy kombinezon.

 

Niedziela: Szczęśliwa „siódemka” Klimova, zaskakujące rozstrzygnięcia?

Ryoyu Kobayashi (fot. Julia Piątkowska)
Ryoyu Kobayashi (fot. Julia Piątkowska)

Podobno apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc sobotni konkurs drużynowy mógł rozbudzić nasze nadzieje na biało-czerwone podium w Wiśle. Ostatni dzień zmagań na obiekcie im. Adama Małysza, rozgrywany w prawdziwie zimowej scenerii, był siódmą w historii rywalizacją indywidualną w Beskidach. W walce o jak najlepszą odległość liczyły się nie tylko umiejętności poszczególnych zawodników, ale także szczęście do warunków wietrznych aktualnie panujących na skoczni. W końcu los sprzyja odważnym.

Odważnie poszybował Ryoyu Kobayashi, który podczas pierwszej serii niedzielnych zmagań oddał najdłuższą próbę, osiągając aż 137,5 metra. Niestety, reprezentant Japonii miał bardzo duże problemy przy lądowaniu i podparł swój skok, co znalazło odzwierciedlenie w notach sędziowskich. Na półmetku konkursu na pierwszej pozycji plasował się Evgeniy Klimov, wyprzedzając Kamila Stocha oraz wspomnianego podopiecznego Hideharu Miyahiry.

Kamil Stoch (fot. Julia Piątkowska)
Kamil Stoch (fot. Julia Piątkowska)

W ostatecznym rozrachunku, „wiślańska siódemka” okazała się szczęśliwa dla Evgeniya Klimova, który potwierdził bardzo dobrą formę prezentowaną na przestrzeni całego cyklu LGP. Sensacyjny triumfator niedzielnych zmagań, zapisał się w annałach skoków narciarskich zostając 155. zwycięzcą zawodów elity oraz pierwszym skoczkiem Sbornej, który zajął pierwsze miejsce podczas konkursu Pucharu Świata. Co więcej, podopieczny Evgeniya Plekhova jest czwartym skoczkiem, któremu po zwycięstwie w klasyfikacji generalnej LGP udało się odnieść sukces podczas konkursu inaugurującego sezon zimowy. Za plecami 24-letniego Rosjanina został sklasyfikowany Stephan Leyhe, dla którego był to najlepszy występ w dotychczasowej karierze. Skład podium uzupełnił Ryoyu Kobayashi, dla którego także była to premierowa lokata w czołowej trójce. Czapki z głów przed tymi, którzy w taki sposób obstawiali trzy pierwsze miejsca! 

Tabela wszechczasów zwycięzców konkursów Pucharu Świata >>>

Simon Ammann (fot. Julia Piątkowska)
Simon Ammann (fot. Julia Piątkowska)

Najwyżej z podopiecznych Stefana Horngachera uplasował się Kamil Stoch, który zakończył zmagania tuż za podium. Szóste miejsce zajął Piotr Żyła, a dwa „oczka” niżej sklasyfikowany został Dawid Kubacki. Punkty do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata zdobyli ponadto Jakub Wolny (23. pozycja) oraz Maciej Kot (29. pozycja). Niestety, udział w konkursie już na pierwszej serii zakończył Stefan Hula (38. lokata). 

Warto odnotować, że Wisłę w bardzo dobrych nastrojach opuścili ponadto: Timi Zajc (5. miejsce), Antti Aalto (7. miejsce), Viktor Polasek (12. miejsce) i David Siegel (13. miejsce), którzy uzyskali najlepsze wyniki w historii startów w zawodach elity. Inauguracja sezonu była udana także dla Killiana Peiera, który wyrównał dotychczasową „życiówkę” kończąc zmagania na 17. pozycji.

 

Skok do sieci – czyli przegląd mediów społecznościowych

  • Junshiro Kobayashi z repliką trofeum za zwycięstwo w 2017 r.

Z pewnością skocznia w Wiśle-Malince jest tym obiektem w kalendarzu zmagań elity, który bardzo dobrze będzie kojarzył się braciom Kobayashi. Niestety, w wyniku wrześniowego trzęsienia ziemi w Japonii, Junshiro stracił trofeum za zwycięstwo podczas ubiegłorocznej inauguracji sezonu. Starszy ze skaczących braci, znów będzie mógł jednak postawić pamiątkę w swojej gablocie trofeów, bowiem podczas minionego weekendu otrzymał od organizatorów PŚ w Wiśle replikę nagrody sprzed roku.

 

  • Złość Simona Ammanna po nieudanej inauguracji sezonu

Każdy sportowiec chciałby zaliczyć spokojne, ale udane wejście w sezon. Skocznia w Wiśle nie była jednak łaskawa dla czterokrotnego mistrza olimpijskiego i skutecznie zweryfikowała jego aktualną dyspozycję. Doświadczony Szwajcar nie potrafił przyjąć 46. miejsca tak, jak na czempiona przystało. Zamiast skupić się na sobie i swoich rezultatach, zamieścił ostry wpis na jednym z portali społecznościowych.

Szwajcarski „Harry Potter” formy nie wyczarował nawet poprzez ćwiczenia imitacji skoków z wykorzystaniem rusztowania.

 

  • Finlandia oszalała na punkcie Aalto

Przeglądając media społecznościowe po weekendzie w Wiśle można odnieść wrażenie, że za sprawą Aalto, Finlandia po raz kolejny „oszalała” na punkcie skoków narciarskich. Oby Antti zagościł w czołówce Pucharu Świata na dłuższy czas, bo ma potencjał, który w przyszłości może sprawić sympatykom Suomi wiele radości.

 

  • Każdy oceniać może …

Sędziowanie, czyli temat rzeka, w którym na dodatek każdy uważa się za eksperta. Ile ludzi, tyle opinii, a  protokole zawodów dostrzec można duże rozbieżności. Owszem, może zeskok nie zachęcał do perfekcyjnego lądowania z telemarkiem, jednak arbitrzy powinni rozróżniać próby podparte od tych wyładowanych w nieco gorszym stylu…   

 

  • Powrót do korzeni, czyli kiedy byłem przedskoczkiem

Piątkowych kwalifikacji do konkursu głównego nie przebrnął m.in. Halvor Egner Granerud, co oznaczało także brak nominacji do norweskiej „czwórki” na konkurs drużynowy. Wbrew pozorom nie był to weekend spisany na straty przez 22-latka z Oslo, który w Wiśle mógł powrócić do korzeni. Pełnił rolę przedskoczka.

 

  • Z miłości do sportu

Nie od dzisiaj wiadomo, że skoki narciarskie z zainteresowaniem śledzą nie tylko osoby bezpośrednio związane z narciarstwem. Wśród kibiców zgromadzonych pod skocznią w Wiśle-Malince znalazła się nasza lekkoatletka i olimpijka, wicemistrzyni Europy w biegu na 1500m (Berlin 2018 r.), Sofia Ennaoui. 23-latka spełniła jedno ze swoich marzeń, co więcej – poprawnie wytypowała 66% składu konkursowego podium.

 

źródła: informacja własna / Instagram / Twitter

 

658 total views, 4 views today

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram