Kamil Stoch po Ruce: „Nie budźmy się z tego snu”

Trzeci indywidualny start w tym sezonie był jednocześnie trzecim, w którym Kamil Stoch uplasował się w ścisłej światowej czołówce. Po raz drugi tej zimy wskoczył też na podium umacniając się tym samym na pozycji wicelidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. – Nie budźmy się z tego snu. To pozytywny weekend. Nie zabrakło jednak ani szczęścia, ani emocji, ani dobrego poziomu – komentował.

 

Stoch lekko zaskoczony lotami rywali

31-letni reprezentant Polski w niedzielnym konkursie w fińskiej Ruce skakał 136,5 oraz 144 metry i po obu konkursowych próbach mógł się cieszyć z trzeciego miejsca na podium. Dalej od Stocha w finale skakali tylko Andreas Wellinger (145,5 m) oraz pucharowy lider Ryoyu Kobayashi (147,5 m). – Poziom był wysoki. Cieszę się, że sędziowie pozwolili na takie dalekie skoki, bo skakaliśmy ponad 140 metrów przy mocnym wietrze pod narty… a tu brak, reakcji, obniżania belki… nic tylko się cieszyć – mówił w biurze prasowym, a zapytany o to czy spodziewał się tak mocnej riposty wyżej klasyfikowanych rywali z Niemiec i Japonii, odparł: – Może trochę byłem zaskoczony. Wiedziałem, że skoczyłem dobrze na ten moment, w którym jestem. Uważam, że lepiej się nie dało. Wiedziałem też, że miałem mocny wiatr pod narty, bo czułem od samego początku, że trzyma mnie mocno w powietrzu. To, że inni skakali dalej, to pokazuje jaki jest teraz poziom w skokach.

Przypomnijmy, że we wczorajszych zmaganiach w Ruce, najmocniejszy z podopiecznych trenera Stefana Horngachera zajął drugą lokatę. Po dzisiejszej trzeciej pozycji (będącą 59. podium w karierze) ma już 190 punktów w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, a przed nim znajduje się wyłącznie rewelacyjnie spisujący się od początku zimy młodszy z braci Kobayashi. – Cieszę się, że dwa konkursy doszły do skutku. Wiadomo było, że tutaj mogą się dziać różne rzeczy. Nie zabrakło jednak ani szczęścia, ani emocji, ani dobrego poziomu – ocenił Stoch.

 

Najlepszy początek sezonu? „Patrząc na cyferki, pewnie tak”

Dla utytułowanego narciarza z Zębu, jest to póki co najlepszy start sezonu w karierze. Jak do tej pory jeszcze nigdy w trzech pierwszych konkursach nie zdołał za każdym razem mieścić się w czołowej dziesiątce, ani dwukrotnie wskakiwać na podium. Tej zimy przełamał tę passę. – Jakby popatrzeć na cyferki i tabelki, to pewnie tak, ale z drugiej strony ja czuję się teraz inaczej. Mam więcej doświadczenia, bardzo solidnie przepracowałem lato, a nawet dwa lata bez przerwy. Wiem na czym stoję i spokojnie robię to, co umiem najlepiej. Nie wiem co będzie za miesiąc czy dwa, ale z drugiej strony nie mam powodu żeby się bać. Powinienem się cieszyć z tego co jest – stwierdził.

Zapytany o pomysły na budowanie wzrostu formy wraz z trwaniem sezonu, odparł: – Kluczem jest dalej harować, żeby dyspozycja była jeszcze lepsza. Z doświadczenia wiem, że jeżeli nie pracuje się nad niczym, to człowiek popada w rutynę, a to może zgubić. Jeżeli będę szukał, nawet nie na siłę, ale czegoś co może być lepiej zrobione i będę szedł za tym rozumowaniem, to w ten sposób mogę się rozwijać.

 

Misja „Niżny Tagił”: rozpracować skocznię

Teraz polskich skoczków czeka powrót do kraju, krótki odpoczynek a następnie daleka podróż do rosyjskiego Niżnego Tagilu. Na tamtejszym obiekcie o nazwie „Bocian” (Tramplin Aist HS-134), Stochowi jeszcze nigdy nie udao się wskoczyć na podium. Najwyżej był w grudniu 2017 roku, kiedy zajął 5. miejsce. – Pod względem wiatru ta skocznia jest podobna do tej w Ruce. Obiekt w Niżnym Tagile jest nowoczesny i jeszcze nie do końca rozpracowałem, jak najlepiej technicznie oddać tam skok. Wydaje mi się, że im mniej kombinowania i im prostsze rozwiązania, tym lepsze efekty. Nie ma się co napalać na wyniki, ale na dobre skakanie jak najbardziej – podsumował.

 

korespondencja z Ruki,
Julia Piątkowska

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram