Ruka 2018 w liczbach – fakty i ciekawostki (podsumowanie)

Wiatr, Święty Mikołaj i dalekie skoki – jednym słowem: Ruka. Karawana Pucharu Świata w sezonie 2018/2019 pokonała już drugi przystanek i podąża w stronę Rosji, gdzie już w najbliższy weekend czekają nas kolejne emocje. Zanim jednak to nastąpi, prześledźmy jak wyglądała rywalizacja elity na Rukatunturi (K-120 / HS-142).

 

Piątek: Wiatr pokrzyżował plany. Czy dowiemy się czegoś o faworytach sezonu?

Ośrodek narciarski w fińskiej Ruce, miejscowości położonej na północ od Kuusamo, od zawsze uchodził za swego rodzaju specyficzne miejsce. W latach ubiegłych, rywalizacji w dalekiej Laponii towarzyszyła prawdziwa zimowa sceneria oraz obecność Świętego Mikołaja. Podczas rozgrywania zawodów częstym gościem był także porywisty wiatr, który niejednokrotnie torpedował plany organizatorów. Aura ponownie pokazała swoje prawdziwe oblicze.

Warto wspomnieć, że problemy z pogodą  pojawiły się już kilkanaście dni przed przyjazdem światowej czołówki do Ruki. Wówczas, ze względu na zbyt wysokie temperatury, które uniemożliwiały odpowiednie przygotowanie obiektu, Rukatunturi (K-120 / HS-142), który został zamknięty aż do czasu oficjalnych treningów kombinatorów norweskich i skoczków.

Niestety zgodnie z obowiązującą „tradycją” – im bliżej planowanej rywalizacji w skokach narciarskich, tym częściej przypominał o sobie wiatr. Co prawda, mimo głosów zapewniających o skuteczności siatek zainstalowanych, aby chronić obiekt przed siłami natury, prognozy pogody nie napawały zbytnio optymizmem. Przewidywania meteorologów sprawdziły się, więc o rozegraniu treningów i kwalifikacji zgodnie z planem (piątek) można było zapomnieć.

Nie było skoków, był za to czas na rozważania. Odnoszę wrażenie, że miłośnicy skoków narciarskich dzielą się przynajmniej na dwie grupy – kibiców świadomych, a także kibiców niecierpliwych. Pierwsi – wiedzą, że znajdujemy się dopiero na starcie sezonu i niektórzy zawodnicy nie są jeszcze w optymalnej formie, jednak z czasem ich wyniki będą coraz lepsze. Drudzy – już od dnia inauguracji Pucharu Świata szukają odpowiedzi na nurtujące, spędzające sen z powiek pytanie: kto jest głównym faworytem tej całej zabawy? Ponadto, pod wpływem emocji, przekazywanych za pośrednictwem telewizji, będą oni skłonni przekreślić szanse kilku zawodników tylko dlatego, iż plasują się na odległych pozycjach. Spieszę więc z odpowiedzią, może nieco subiektywną i uprzedzającą przebieg wydarzeń w Finlandii.

Jeszcze w dniu inauguracji Pucharu Świata byłem skłonny powiedzieć, że przybliżony obraz aktualnego układu sił w międzynarodowej elicie poznamy po konkursach w Wiśle i w Ruce. Obserwując jednak zmagania z wiatrem na Rukatunturi oraz mając w pamięci rywalizację w Wiśle Malince nie podejmuję się wskazania jednego, głównego faworyta sezonu 2018/2019. Pamiętajmy, że przed nami bardzo długa zima, a szczyt formy wielu skoczków przypadnie najpewniej na mistrzostwa świata w Seefeld. Trzeba jednak przyznać, że sport bywa nieprzewidywalny, co potwierdziły dotychczasowe wyniki. Zachwycamy się  odważnymi próbami Ryoyu Kobayashiego, patrzyliśmy z lekkim niedowierzaniem na wynik Evgeniya Klimova, ale poczekajmy z konkretnymi deklaracjami. Sercem jestem za biało-czerwonymi, jednak rozum podpowiada, że liderzy poszczególnych reprezentacji dopiero się rozkręcają. Czekają nas weekendy pełne sportowych emocji – do ostatniego zawodnika na liście startowej.

 

Sobota: W oczekiwaniu na skoki. „Co się odwlecze …”

W myśl znanej mądrości ludowej, odwołanie kwalifikacji w późne piątkowe popołudnie, wcale nie oznaczało końca emocji związanych ze skokami nieopodal Kuusamo. Organizatorzy bardzo szybko wprowadzili korekty w programie zawodów, a zawodnicy z samego rana pojawili się na Rukatunturi. Najpierw oficjalny trening, który padł łupem Markusa Eisenbichlera, następnie przeniesiona i ostatecznie anulowana runda kwalifikacyjna oraz kilkukrotnie przekładane rozpoczęcie pierwszej (jedynej tego dnia) serii konkursowej – to był długi dzień. Z happyendem.

Zwycięzcą czwartego w historii jednoseryjnego konkursu indywidualnego na skoczni w Ruce został reprezentant Kraju Kwitnącej Wiśni, Ryoyu Kobayashi. Tym samym, 22-latek poprawił osiągnięcie z ubiegłego tygodnia i zanotował najlepszy wynik w dotychczasowej karierze. Młodszy z braci, został także trzecim japońskim zawodnikiem, który wygrywał zmagania na Rukatunturi – wcześniej dokonali tego Takanobu Okabe (1996 r.) oraz Noriaki Kasai (2014 r.).

Ku uciesze polskich kibiców, sobotnie podium zostało zdominowane przez biało-czerwone barwy. Za plecami „Latającego Samuraja” zostali sklasyfikowani bowiem dwaj podopieczni Stefana Horngachera. Kamil Stoch zajął drugie, a Piotr Żyła trzecie miejsce. Co więcej, powróciliśmy do ścisłej czołówki konkursów w Ruce po raz pierwszy od 2003 roku, kiedy to Adam Małysz, dwukrotnie musiał uznać wyższość swoich rywali. Odczucia?

Ze zmiennym szczęściem na Rukatunturi prezentowali się pozostali podopieczni Stefana Horngachera. Jakub Wolny został sklasyfikowany na 11. miejscu, Stefan Hula zajął 20. pozycję, a Dawid Kubacki i Maciej Kot zakończyli zmagania poza czołową „30”. Weekend ze skokami w dalekiej Laponii, za sprawą sprzyjających warunków, obfitował w dalekie loty oraz najlepsze wyniki w karierze. Podczas sobotniego konkursu „życiówki” poprawili: Vladimir Zografski (6. pozycja), Jakub Wolny (11. pozycja) oraz Zak Mogel (24. pozycja). Odnotujmy, że do grona zdyskwalifikowanych dołączył reprezentant gospodarzy, Niko Loytainen, którego kombinezon nie spełniał wymogów regulaminu.

 

Niedziela: Latający Samuraj z rekordem skoczni, Stoch ponownie na podium!

Dopiero podczas ostatniego dnia zmagań aura okazała się łaskawsza dla organizatorów, a korzystne podmuchy wiatru pozwoliły na rozegranie kwalifikacji oraz dwóch serii konkursowych. Rundę eliminacyjną wygrał Stefan Kraft, wyprzedzając Domena Prevca i Roberta Johanssona. Do głównych zawodów awansowało pięciu biało-czerwonych, bowiem Maciej Kot notujący bardzo słaby start sezonu, lub jak kto woli bardzo spokojne wejście w sezon, został sklasyfikowany na 60. miejscu wśród 65 startujących.

A konkurs? Co to były za emocje! Szczególnie, kiedy na spokojnie obejrzymy powtórki serii finałowej. Właśnie dla takich chwil, dla  tak zaciętej walki na metry aż chce się oglądać skoki narciarskie.

Ostatecznie, szybując aż 147,5 metra i wyrównując tym samym oficjalny rekord obiektu, w niedzielnym konkursie ponownie wygrał Ryoyu Kobayashi. Wcześniej sztuka podwójnego triumfu udała się tylko Janne Ahonenowi (2004 r.), a także czterokrotnemu mistrzowi olimpijskiemu, Simonowi Ammannowi (2014 r.). Dla „Latającego Samuraja” było to drugie zwycięstwo w zawodach elity, czym wyprzedził swojego trenera Hideharu Myiahirę, który w swojej karierze tylko raz stanął na najwyższym stopniu podium. Młodszy z braci Kobayashi, notuje bez wątpienia najlepszy start sezonu w całej dotychczasowej karierze. Ciekawe tylko, jak będzie się spisywał podczas zawodów, gdzie warunki nie będą aż tak sprzyjały?

Drugie miejsce podczas niedzielnych zmagań zajął reprezentant Niemiec, Andreas Wellinger. Mistrz olimpijski z PyeongChang dopisał do swojego sportowego CV 25. podium w zawodach najwyższej rangi FIS. Na najniższym stopniu podium, w swoim 290. występie w konkursie Pucharu Świata, stanął Kamil Stoch. Dla „Orła z Zębu” było to już 59. miejsce w ścisłej czołówce zmagań międzynarodowej elity.  

W czołowej „10” znaleźli się także Piotr Żyła (6. miejsce) oraz Dawid Kubacki (10. miejsce). Nieco niżej sklasyfikowany został Jakub Wolny, który zakończył zmagania na 17. pozycji, a Stefan Hula zajął odległą 44. lokatę.

Warto odnotować, że podczas drugiego dnia zmagań na Rukatunturi najlepszy wynik w historii startów (3) w zawodach elity osiągnął Estończyk, Artti Aigro zajmując 19. lokatę. Swoją „życiówkę” poprawili ponadto Zak Mogel (20. pozycja), a także Naoki Nakamura (23. pozycja).

 

Skok do sieci – czyli przegląd mediów społecznościowych

  • Ruka – daleko jak stąd do …

Lata treningów, przestrzeganie diety, przebywanie poza domem czy ciągłe życie na walizkach to tylko niektóre z wyrzeczeń w życiu każdego zawodowego sportowca. Karuzela Pucharu Świata co tydzień przenosi się w inne miejsca globu, więc skoczkowie przywykli do częstych podróży. Szczególnie Amerykanie, dla których bazą w sezonie zimowym jest Słowenia. Jednak droga na konkursy w Finlandii wcale nie należała do najkrótszych! Co więcej, o mały włos Kevin Bickner spóźniłby się na kwalifikacje. Na szczęście skoki w piątek zostały odwołane.

 

  • Idzie nowe w szwajcarskiej drużynie, czyli wyjść z cienia Ammanna

Dla czterokrotnego mistrza olimpijskiego znów znalazło się miejsce w podsumowaniu weekendu, jednak, podobnie jak przed tygodniem, nie ze względu na oszałamiające wyniki na skoczni. Simon Ammann jest jak na razie w takiej dyspozycji, że przepadł w kwalifikacjach przed niedzielnym konkursem. Zmagania bez Helwetów – tak byśmy mogli podsumować występ „Simiego”. Nic bardziej mylnego, do zawodów awansowali Gregor Deschwanden, Killian Peier oraz Andreas Schuler. Jakiś czas temu to było nie do pomyślenia.

 

  • Gabriel – człowiek, który przepowiada przyszłość

Internet wśród wszystkich swoich zalet ma tę jedną, za którą go wszyscy kochamy. Nie, wbrew pozorom nie chodzi o to, że w domu Wi-Fi łączy się automatycznie. W sieci po prostu nic nie ginie. I takim oto sposobem cała narciarska „rodzina” dowiedziała się o istnieniu jasnowidza. Panie i Panowie – poznajcie Gabriela Karlena.

 

  • Spotkanie ze Świętym Mikołajem, czyli Kamila Stocha wspomnienia z Ruki

Okazuje się, że Święty Mikołaj jednak istnieje. Podczas weekendu spędzonego nieopodal Kuusamo spotkał go nasz „Orzeł z Zębu”, czego dowodem jest zdjęcie zamieszczone na jednym z portali społecznościowych. „Pan Mikołaj uznał, że byłem całkiem grzeczny. A Wy?” – a my kibice liczymy na worek prezentów (medali) od Kamila na mistrzostwach świata w Seefeld!

 

  • Ludzie o wielkich sercach – skoczkowie wspierają Tomasza Golloba

O sportowcach bardzo często mówi się „gwiazdy” lub „mistrzowie”, a tak naprawdę są to zwykli, normalni ludzie. Co więcej, ludzie o wielkich sercach. Polscy skoczkowie, a także członkowie sztabu szkoleniowego, przekazując na licytację podpisany plastron Kamila Stocha włączyli się w akcję wspierania byłego żużlowca Tomasza Golloba, który w 2017 roku podczas treningu motocrossowego uległ poważnemu wypadkowi. Mistrzowie dla Mistrza.

 

  • Robert is back! – Maciej Kot i Stefan Hula o powrocie Roberta Kubicy

Nie od dziś wiadomo, że każdy człowiek ma jakąś pasję. Jedni skaczą na nartach, drudzy kochają ogromne prędkości i szybkie samochody. Niektórzy, jak m.in. Adam Małysz, Maciej Kot czy Piotr Żyła potrafią to połączyć. Dlatego też, na portalach społecznościowych młodszego z rodziny Kotów czy Stefana Huli, nie mogło zabraknąć informacji na temat powrotu Roberta Kubicy do ścigania w F1. Wszyscy wspieramy i gorąco kibicujemy!

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Robert is back! 👏🏻😀 Wow! #forzakubica #supportkubica #robert #brawo #legend #motivation

Post udostępniony przez Maciej Kot (@maciejkot)

 

  • Stacja trzecia – Niżny Tagił, czyli zadanie dla Kamila Stocha

Kamil Stoch, jak na prawdziwego Mistrza przystało, zawsze stara się szukać rozwiązań, aby stać się jeszcze lepszym w tym, co i tak wychodzi mu bardzo dobrze. W wielu wywiadach pojawiała się kwestia „dobrze wykonanej pracy” czy stawiania sobie kolejnych wyzwań. „Orzeł z Zębu” tak naprawdę już nic nie musi, ale stawał na podium na wszystkich arenach tegorocznego Pucharu Świata za wyjątkiem Niżnego Tagiłu. Zawody w Rosji już w najbliższy weekend!

 

Oskar Szechnicki
źródła: informacja własna / Twitter / Instagram

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram