Stefan Kraft jak feniks z popiołów: „Czuję się jakbym wygrał”

Stefan Kraft z kolegami z austriackiej kadry (fot. Julia Piątkowska)

Stefan Kraft z kolegami z austriackiej kadry (fot. Julia Piątkowska)

Kolejne podium w 67. Turnieju Czterech Skoczni wywalczył dziś Stefan Kraft. Po trzeciej lokacie zdobytej w niemieckim Oberstdorfie, dziś przed własną publicznością w Innsbrucku Austriak wyskakał drugie miejsce. Mistrz świata wciąż byłby poważnym kandydatem do zajęcia miejsca w czołowej trójce cyklu, gdyby nie feralna wpadka w noworocznym konkursie w Garmisch-Partenkirchen…

 

Tuż przed rozpoczęciem Turnieju, Stefan Kraft wydawał się być w coraz lepszej dyspozycji. Sam Austriak odważnie zapowiadał, że stać go nawet na podium klasyfikacji generalnej. Słowa zamienił w czyny już podczas zmagań w Oberstdorfie. Najpierw na niemieckiej Schattenbergschanze wygrał kwalifikacje, a później w konkursie wywalczył trzecie miejsce, ustępując tylko fenomenalnemu Ryoyu Kobayashiemu oraz Niemcowi Markusowi Eisenbichlerowi, który wyjątkowo dobrze czuł się na ojczystej ziemi. Wówczas wydawało się, że zdobywca Złotego Orła z sezonu 2014/2015 rzeczywiście dobrze ocenił własne możliwości.

Misternie budowany plan rozsypał się jednak w ułamku sekundy podczas noworocznego konkursu w Garmisch-Partenkirchen, gdzie Kraft popełnił błąd na progu i mając duże problemy w locie uzyskał zaledwie 114 metrów, co w ostateczności spowodowało porażkę z młodym Niemcem Constantinem Schmidem i dopiero 49. lokatę. Brak awansu do finału pozbawił go jednocześnie szans na walkę o końcowe turniejowe podium. – Niestety w Garmisch nic nie działało tak, jak powinno – przyznał 25-latek z salzburskiego Goldegg.

Podopieczny trenera Andreasa Feldera już w Innsbrucku udowodnił jednak, jak szybko potrafi się odrodzić, i że koszmarna sytuacja na Bergisel była wyłącznie wypadkiem przy pracy. Podczas piątkowego konkursu przed rodzimą publicznością Kraft skakał jak nakręcony. Dodajmy, że dzień wcześniej, podczas treningów i kwalifikacji nie był w czołówce (12., 40. i 9. miejsce). W najważniejszym chwilach, podobnie jak w Oberstdorfie, zachował jednak pełną koncentrację i dzięki skokom na 129,5 i 130,5 metra (drugie wyniki w obu rundach), zajął drugie miejsce (46. podium PŚ w karierze), ustępując tylko szybującemu we „własnej lidze” Japończykowi. – Zajmując drugie miejsce, czuję się jakbym wygrał. Bycie na podium „w domu” jest czymś wyjątkowym. W drugiej serii starałem się skoczyć nie zbytnio agresywnie i to mi się udało. Jestem bardzo szczęśliwy, było dziś dużo frajdy. Poprawiałem swój poziom ze skoku na skok. Już nie mogę się doczekać „domowych” zawodów w Bischofshofen. Tamtejszą skocznię znam naprawdę bardzo dobrze – mówił tuż po zawodach.

O poprzeczce, którą niezwykle wysoko zawiesił Ryoyu Kobayashi wspomniał też trener austriackiej kadry, Andreas Felder. Jak przyznał, porażka Stefana Krafta w Ga-Pa wywołała w nim brakujące do tej pory rozluźnienie. – Stefan zrobił wszystko co w jego mocy, jednak w tej chwili to nie jest wystarczające na Kobayashiego – ocenił. Sam austriacki skoczek zapytany o niebotyczny poziom, który prezentuje aktualnie lider Pucharu Świata i Turnieju Czterech Skoczni, odparł: – Oczywiście oglądam skoki Ryoyu, który teraz prezentuje się naprawdę świetnie i jest prawdziwym mistrzem. Można się od niego wiele nauczyć.

 

źródło: informacja własna / sport.orf.at

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram