Dawid Kubacki czwarty w TCS: „Są mieszane uczucia, będzie niedosyt” (WIDEO)

Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Dawid Kubacki podczas 67. Turnieju Czterech Skoczni okazał się najmocniejszym reprezentantem polskiej kadry skoczków. Zawodnik, który do tej pory określany był tym trzecim w biało-czerwonej ekipie, w trakcie niemiecko-austriackiego tournee, do końca walczył o podium klasyfikacji generalnej. Dwukrotnie mieścił się też w konkursowej trójce – w Garmisch-Partenkirchen i Bischofshofen. Ostatecznie w „generalce” wylądował tuż za podium.

 

Niedziela była popisem Dawida Kubackiego na skoczni im. Paula Ausserleitnera (HS-142). W kwalifikacjach Polak poszybował aż 145 metrów i o pół metra poprawił dwuletni rekord skoczni Andreasa Wellingera, a później w konkursie ustąpił tylko skaczącemu w innej lidze Ryoyu Kobayashiemu. Piąte pucharowe podium w karierze zapewniły 28-letniemu zawodnikowi z Szaflar skoki na odległość 138 i 130 metrów. – To były dobre skoki… choć nie wszystkie. Drugi skok nie był trafiony tak, jakbym chciał. Przez to są mieszane uczucia jeśli chodzi o dzisiejszy konkurs. Podium to jednak pozytywny akcent na koniec Turnieju. Cieszę się i z rekordu i z miejsca, bo to jest efekt dobrych skoków – komentował po zawodach, a zapytany o to, czy w Bischofshofen da się polecieć jeszcze dalej, odparł: – Ja w tym skoku ciągnąłem ile się dało. To był jednak skok do spokojnego wylądowania.

Po pierwszej serii finałowego konkursu w Bischofshofen, podopieczny trenera Stefana Horngachera zajmował nawet trzeci stopień „wirtualnego” jeszcze wówczas podium. Czy przed finałową rundą zerknął na klasyfikację? – Podczas konkursu nie ma czasu na liczenie punktów. My po prostu idziemy i robimy swoje. Dla nas istotną informacją jest to, na którym się jest miejscu po pierwszej serii, żeby wiedzieć, kiedy się trzeba zbierać do góry. Jakie będą wyniki, to widzi się dopiero na koniec. Nie ma sensu tego kalkulować, bo nawet gdybym znał wyniki takich kalkulacji, to nie skoczę dwa metry dalej, bo zawsze staram się skoczyć jak najdalej – zapewnił.

W ostatecznym rozrachunku, po ośmiu turniejowych skokach, Kubacki uplasował się tuż za podium, zaledwie o 3,3 punktu za trzecim w stawce, Niemcem Stephanem Leyhe. – Oczywiście niedosyt będzie, że do trzeciego miejsca zabrakło tak naprawdę niewiele. Mam jednak świadomość tego, że to jest konsekwencja moich błędów na skoczni, które popełniałem. Tak naprawdę każdy skok mógł być troszeczkę lepszy, a znajdą się i takie, które mogły być dużo lepsze. Nie mam do nikogo pretensji i żalu o to miejsce – przyznał reprezentant Polski. Dodajmy, że najsłabszą próbą w całym tournee, był z pewnością drugi skok w Innsbrucku, po którym w konkursie zajął dopiero 18. miejsce. – To co stało się na Bergisel to był wypadek przy pracy. Dzisiaj pokazałem, że to co robię, daje pozytywne efekty i mogłem się dzisiaj cieszyć z całkiem fajnych skoków. Wiem, że mogło być jeszcze lepiej, ale jestem zadowolony z wykonanej pracy, z tego co pokazywałem podczas tego Turnieju. Zrobiłem parę małych kroczków do przodu – podsumował.

W całym 67. Turnieju Czterech Skoczni triumfował w wielkim stylu 22-letni Ryoyu Kobayashi, który okazał się najlepszy w każdym z konkursów. Polski bohater z niemieckich i austriackich skoczni stwierdził, że Japończyk jest do pokonania. – Niejedne skoki pokazywały, że to nie jest maszyna i da się z nim walczyć jak równy z równym. Na tym Turnieju pokazał jednak, że jest w bardzo dobrej dyspozycji i wydaje mi się, że on popełniał jak najmniej błędów.

 

 

źródło: notowała w Bischofshofen, Julia Piątkowska
wideo: Łukasz Szymura / Styl V – YouTube

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram