Eisenbichler i Leyhe wychodzą z cienia, Niemcy mają nowych liderów

Markus Eisenbichler i Stephan Leyhe (fot. Julia Piątkowska)

Markus Eisenbichler i Stephan Leyhe (fot. Julia Piątkowska)

Niedzielny konkurs rozegrany w Bischofshofen był idealnym potwierdzeniem fenomenalnej dyspozycji Ryoyu Kobayashiego. Jego wygrana w ostatnich zawodach 67. Turnieju Czterech Skoczni nie miala prawa nikogo zdziwić. Japończyk znajdował się poza zasięgiem innych zawodników. W przypadku dwóch pozostałych miejsc na podium sytuacja wyglądała odrobinę inaczej.

 

Eisenbichler: „Cieszyłem się każdym dniem”

Skoczkowie z czołówki Pucharu Świata do końca walczyli o uzyskanie jak najdłuższych skoków, które pozwoliłyby na osiągnięcie sukcesu w austriacko-niemieckim tournée. Ostatecznie na podium oprócz Kobayashiego uplasowali się zawodnicy niemieckiej kadry – Markus Eisenbichler oraz Stephan Leyhe, zajmujący kolejno drugie i trzecie miejsce. Zakończenie Turnieju Czterech Skoczni na podium było dla Leyhe życiowym sukcesem, a także… spóźnionym o jeden dzień prezentem urodzinowym. W dniu kwalifikacji w Bischofshofen, zawodnik z Willingen świętował 27. urodziny. Dotychczas, zarówno on, jak i niespełna 28-letni Eisenbichler odgrywali w swojej reprezentacji zazwyczaj drugoplanową rolę, pozostając nieco w cieniu mistrza świata Severina Freunda, czy mistrza olimpijskiego Andreasa Wellingera. Trener Werner Schuster nie krył zadowolenia z postawy swoich podopiecznych. – Często musieli robić krok do tyłu. Teraz to wielki sukces dla obu skoczków – mówi.

Markus Eisenbichler w przekroju całego turnieju prezentował znacznie wyższą formę niż na samym początku sezonu, stąd jego końcowy rezultat mógł być pewnym zaskoczeniem. W Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen tylko nieznacznie ustępował Ryoyu Kobayashiemu, tracąc do niego łącznie zaledwie 2,3 punktu. Nieco mniej udana była dla skoczka z Siegsdorfu austriacka część imprezy – w Innsbrucku był 13., a w Bischofshofen, mimo iż po pierwszej serii prowadził, finalnie zajął 5. miejsce. – Wiedziałem, że Kobayashi jest liderem, powtarzałem sobie: „zrobisz to, zrobisz to”. To wywołało u mnie zdenerwowanie – przyznał.

Finałowe nerwy nie pozwoliły mu na odniesienie pierwszego pucharowego zwycięstwa i nawiązanie walki z niesamowitym Kobayashim, jednak solidna zdobycz punktowa umożliwiła na pewne zachowanie znakomitej drugiej pozycji. – Ten Turniej Czterech Skoczni był niesamowity. W drugiej rundzie w Bischofshofen byłem trochę zdenerwowany. Moje wyjście z progu było znacznie spóźnione, dlatego zająłem piąte miejsce. Drugie miejsce w klasyfikacji generalnej jest świetne, to był mój najlepszy turniej w karierze. Cieszę się z tak dobrych wyników, ponieważ cały narciarski świat ogląda Turniej Czterech Skoczni. Cieszyłem się każdym jego dniem. Ryoyu Kobayashi jest jednak zasłużonym zwycięzcą – podsumował.

 

Leyhe: „Nie jechałem do Bischofshofen z myślami o podium”

Walka o trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej całego turnieju trwała do samego końca. Kandydatów do stanięcia na najniższym stopniu podium było wielu, ostatecznie szczęśliwcem został Stephan Leyhe. Mimo iż w żadnym z konkursów nie stawał on na podium, nie odebrało mu to szansy na pokonanie m.in. Dawida Kubackiego, Romana Koudelki, Kamila Stocha oraz Andreasa Stjernena i zdobycie największego osiągnięcia w dotychczasowej karierze. – Trudno mi teraz cokolwiek powiedzieć. Zdaję sobie sprawę z tego sukcesu, ale jednocześnie nie mogę w to uwierzyć. Do Bischofshofen jechałem tylko z myślami o dobrych skokach, nie o podium – komentował wzruszony. – Podczas tego Turnieju dwukrotnie byłem tuż za konkursowym podium, a teraz jestem na nim w klasyfikacji generalnej. Jestem z tego powodu bardzo, bardzo szczęśliwy. Drugi skok był naprawdę dobry. Zawsze trudno jest powtarzać tak dobre skoki, ale spróbuję to w sobie zachować i skakać z taką radością w przyszłości – zapowiedział. Dodajmy, że po niemieckiej części 67. TCS, w której Leyhe zajmował odpowiednio 13. i 7. miejsce, nic nie zwiastowało jego sukcesu. Niemiec zaatakował jednak w Austrii, gdzie dwa 4. miejsca wywalczone w Innsbrucku i Bischofshofen, pozwoliły mu na przesunięcie się z 9. na 3. pozycję w turniejowej „generalce”.

Sukces Markusa Eisenbichlera i Stephana Leyhe stanowią potwierdzenie wysokiej dyspozycji części zawodników Wernera Schustera. Z osiągnięć skoczków cieszyła się cała drużyna, co idealnie obrazuje świetną atmosferą panującą pomiędzy zawodnikami. – Tego co jest w naszej drużynie nie nazwałbym rywalizacją, ale raczej wspólnotą – powiedział Eisenbichler. Leyhe również podkreślił jedność całego zespołu: – Możemy się nawzajem podnosić i wspierać.

A tego wsparcia z pewnością potrzebują obecnie pozostali podopieczni trenera Wernera Schustera. Na zdecydowanie więcej w Turnieju Czterech Skoczni liczył z pewnością triumfator z Engelbergu, Karl Geiger (11. miejsce), o porażce mogą mówić z kolei najbardziej utytułowani – Severin Freund (49. miejsce), który wycofał się z TCS po niemieckiej części zmagań, a także Andreas Wellinger (31. miejsce), który w finałowej serii zagościł tylko raz, w Bischofshofen.

 

Kinga Pędzińska, Bartosz Leja
źródło: fis-ski.com / t-online.de / informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram