Kot przyjmuje słaby wynik „na klatę”, Żyła o oczekiwaniach: „No i tu był problem”

Piotr Żyła, Maciej Kot i trener Stefan Horngacher (fot. Julia Piątkowska)

Piotr Żyła, Maciej Kot i trener Stefan Horngacher (fot. Julia Piątkowska)

67. Turniej Czterech Skoczni dobiegł końca i z pewnością przejdzie do historii, głownie za sprawą rewelacyjnego  Japończyka Royou Kobayashiego. Jak niemiecko-austriackie zmagania wspominać będzie dwóch przyjaciół ze skoczni, czyli Piotr Żyła i Maciej Kot? Z pewnością dla obu nie był to turniej marzeń. Ten pierwszy liczył na początku na zdecydowanie więcej. Drugi z kolei, odrzucił cele wynikowe, jednak to nie przyniosło znaczącej poprawy w skokach.

 

Żyła o oczekiwaniach na turniejowy sukces: „No i tu był problem”

Piotr Żyła, który wciąż jest wiceliderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata na gorąco podsumował zawody w Bischofshofen, w których zajął 13. miejsce. – Czuję się świetnie. Do zawodów w Bischofshofen podszedłem jak do każdych innych pucharowych zawodów, więc z samego podejścia mogę być zadowolony – powiedział. Z dalszych lakonicznych wypowiedzi skoczka klubu WSS Wisła wywnioskować można było, że turniejową rozgrywkę potraktował z dystansem, szczególnie po niepowodzeniu w Innsbrucku, gdzie zajął odległe 42. miejsce i wypadł z walki o czołową lokatę (podczas zawodów w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen był 6. i 11.). Wcześniej, jeszcze przed startem Turnieju Czterech Skoczni, Żyła wiązał z tymi zawodami niemałe nadzieje. Zapytany o to, czy rzeczywiście liczył na więcej, odparł: – No i tu był problem.

O tym czy chciałby jeszcze poskakać w turniejowej formule, czy raczej cieszy się, że zmagania w Niemczech i Austrii dobiegły końca powiedział w swoim niepowtarzalnym stylu. – Turniej skończył się, bo się skończył. Ale jakby trwał, bo by trwał.

Dodajmy, że Żyła zakończył 67. Turniej Czterech Skoczni na 19. pozycji.

 

Kot po słabym Turnieju: „Przyjmuję to na klatę”

Maciej Kot do swoich występów podszedł bardziej krytycznie. 27-latek w dobitny sposób stwierdził, że o całym turnieju będzie chciał jak najszybciej zapomnieć. Warto podkreślić, że zmagania w Bischofshofen były najlepszymi ze wszystkich czterech w wykonaniu naszego reprezentanta, były też jedynymi w TCS, w których zdołał awansować do konkursu głównego. To może dawać cień nadziei na lepsze wyniki w kolejnych tygodniach. – To jest paradoks, że w złych warunkach, na skoczni, którą najmniej lubię udało mi się w jakimś sensie przełamać. Myślę, że jest to przede wszystkim przełamanie psychiczne, gdyż ze skoku na skok skakałem coraz lepiej mimo wzrastającej stawki. Udało mi się wyczyścić głowę. Było mi jednak ciężko, skakać w trudnych warunkach na trudnej skoczni, bo ten płaski rozbieg nie ułatwia zadania… po prostu sobie z tym nie poradziłem – skwitował z mieszanymi odczuciami. Dodajmy, że młodszy z braci Kotów zakończył prestiżowe narciarskie tournee na 61. lokacie z dorobkiem zaledwie 95 punktów.

Dla Macieja Kota był to już dziewiąty start w Turnieju Czterech Skoczni w karierze. Okazuje się, że do tej pory jeszcze nigdy nie zajął tak odległej pozycji. Jak sam przyznaje, w swojej dotychczasowej karierze miał gorsze momenty, a obecne podejście zawdzięcza sporej mentalnej przemianie. – Zeszły rok był dla mnie dużo trudniejszy. Skakałem na wyższym poziomie, ale dla mnie wtedy niska pozycja była jak totalna porażka i przegrana. Tutaj oczekiwania nie były tak wysokie, byłem teraz w zupełnie innym miejscu. Miałem dużo więcej cierpliwości i konsekwencji w realizacji planu. Dzięki pracy, którą wykonałem w lecie, łatwiej było mi to przyjąć na klatę. Wiadomo jednak, że miło tego Turnieju nie będę wspominał, wyciągnę wnioski i raczej o nim zapomnę – stwierdził, po czym dodał z nieco większym optymizmem: – Po dwóch Turniejach, które wygraliśmy jako drużyna, a właściwie wygrał Kamil, jeden słabszy to nie jest powód do wstydu. Najważniejsze skoki wciąż przed nami.

Jedna z kilku najważniejszych imprez w sezonie dobiegła końca. Polskich skoczków czekają jednak teraz kolejne wyzwania, a a najbliższym czasie powrót do rywalizacji w Pucharze Świata. – Plan jest taki, że jedziemy w takiej samej grupie do Włoch, nie zmieniamy planu i konsekwentnie go realizujemy. Nie będzie czasu, żeby skoczyć, ale lepiej zadziała reset, regeneracja, pobycie parę dni w domu. Do Predazzo pojadę z wyciągniętymi wnioskami – podsumował Kot. Tym samym, dzięki informacjom podanym przez reprezentanta Polski, wiemy, że w zawodach PŚ we Włoszech, weźmie udział „żelazna szóstka” trenera Stefana Horngachera. Poza Kotem, będą to oczywiście Piotr Żyła, Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Jakub Wolny i Stefan Hula.

 

Damian Bogucki, Bartosz Leja
informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram