Maciej Kot: „Gdybym nie miał nadziei, to byłby moment, żeby oddać narty”

Maciej Kot (fot. Julia Piątkowska)

Maciej Kot (fot. Julia Piątkowska)

Maciej Kot, którego nominację do udziału w sobotnim konkursie drużynowym szeroko komentowano, wczoraj nie zawiódł i zaprezentował solidne skoki. W dzisiejszym konkursie indywidualnym w Zakopanem nie było już tak dobrze. 27-latek zdobył jeden pucharowy punkt za zajęcie 30. pozycji. Mimo długiego poszukiwania dobrej formy, podopieczny trenera Hornagchera nie zamierza się poddawać. – Gdybym nie miał nadziei i wiary, to byłby moment, żeby oddać narty i zakończyć przygodę ze sportem – ocenił.

 

Prawie do samego końca pierwszej serii konkursowej, młodszy z braci Kotów nie był pewien udziału w rundzie finałowej. Miejsce w drugiej serii zrobił mu niespodziewanie Kamil Stoch, który uplasował się poza trzydziestką. W związku z tym Kot dość niespodziewanie szybko musiał się udać na górę skoczni. Łącznie skoki na odległość 126 i 119 metrów pozwoliły mu na zajęcie 30. miejsca.

Po zmaganiach Zakopiańczyk z właściwym sobie analitycznym podejściem komentował swoją dyspozycję. – Muszę odzyskać dobre czucie. Jest teraz dużo lepiej niż na Turnieju Czterech Skoczni, gdzie nie bardzo czułem jak wygląda pozycja najazdowa, co dzieje się na progu, nie potrafiłem wtedy tego ocenić. Teraz dokładnie czuję błędy, czuję powietrze w locie, wiem co było dobre, a co złe. To jest początek do tego, żeby skakać dobrze, ale to nie jest jeszcze wielki przełom. Do tego trzeba dołożyć pracę nad ułożeniem nart, lepszym odbiciem, do tego musi dojść pewność siebie i swoboda, która pozwoli to wszystko wykonać z energią – powiedział.

Sobotnie skoki w konkursie drużynowym wydawały się znacznym progresem w sportowej dyspozycji Kota. Jak przyznał sam zainteresowany, nie liczy na szybką i zaskakującą poprawę. – Wczorajszy dzień był bardzo udany, skoki były dobre, ale dzisiaj skakało mi się ciężej. Całokształt weekendu jest jednak jak najbardziej pozytywny. Krok w dobrą stronę został wykonany – stwierdził, po czym dodał: – Konkurs drużynowy nie był dla mnie punktem przełomowym. Mam odczucie, że potrzebne są małe kroki, ciężko będzie o wielki przeskok w moich skokach. Ogólnie jestem zawodnikiem, który potrzebuje trzymać się planu, robić małe kroki. Nie jestem typem zawodnika, który ze skoku na skok jest w stanie bardzo dużo zmienić. Muszę przede wszystkim ciężko pracować i oddać odpowiednią ilość skoków.

W podejściu Kota do słabszych wyników w porównaniu do tych, które osiągał choćby dwa sezony temu, kiedy wygrywał konkursy Pucharu Świata, zauważalna jest spora zmiana. Bardzo ambitny skoczek nie podchodzi już tak krytycznie do swojej osoby. – W lecie wykonałem bardzo dobrą pracę nad psychiką. Nie było momentu wielkiej złości, czy rezygnacji. Po nieudanych konkursach była złość, ale sportowa. Mam ogromne zaufanie do trenera i do planu, który mamy. To plan długofalowy, który nie przyniesie efektu z dnia na dzień. Jeszcze w tym sezonie pokażę jednak na co mnie stać. Gdybym nie miał nadziei i wiary, to byłby moment, żeby oddać narty i zakończyć przygodę ze sportem. Nie jestem typem zawodnika, który lubi „wycieczki” i jeździ na zawody po to, żeby zwiedzać. Ja jeżdżę po to, żeby walczyć. Muszę znać realia obecnej chwili, ale wiem, że jeszcze w tym sezonie będę w stanie powalczyć o wysokie miejsca. Każdego dnia nad tym pracuję – podsumował.

 

korespondencja z Zakopanego,
Bartosz Leja

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram