Niepewne losy Tande i Stjernena, Brathen mówi o rywalach i kombinezonach

Reprezentacja Norwegii od falstartu rozpoczęła zimowy sezon 2018/2019. Podopieczni trenera Alexandra Stoeckla, przez dyskwalifikację Roberta Johanssona nie awansowali do serii finałowej drużynowego konkursu w Wiśle. Później niemal identyczna sytuacja przytrafiła im się po fatalnym skoku Andreasa Stjernena w Lahti. Czy „Wikingowie” zimę pełną pechu i rozczarowań powetują sobie udanymi startami podczas Mistrzostw Świata w Seefeld?

 

Niepewne losy Tande i Stjernena. Norwegowie wprowadzą „plan B”?

Johann Andre Forfang i Robert Johansson (fot. Julia Piątkowska)
Johann Andre Forfang i Robert Johansson (fot. Julia Piątkowska)

W 23 rozegranych do tej pory konkursach, Norwegowie tylko 6 razy zdołali uplasować się na podium. Najlepsze wyniki zapisali na swoim koncie Johann Andre Forfang (1. i 2. miejsce w Niżnym Tagile), Andreas Stjernen (3. miejsce w Innsbrucku) i Robert Johansson (2. miejsce w Zakopanem, 3. miejsca w Sapporo i Lahti). Mówiąc o takiej narciarskiej potędze do jakich zalicza się ekipę z Kraju Fiordów, nie jest to z pewnością rezultat wybitny.

Częściej Norwegom towarzyszy póki co pech. Wystarczy podać przykłady dyskwalifikacji (Johanssona w Wiśle, Forfanga w Zakopanem), które uniemożliwiły walkę z czołówką w zmaganiach drużynowych, zaprzepaszczonej (po części przez niekorzystny wiatr) szansy Stjernena na podium Turnieju Czterech Skoczni, jego upadku i fatalnej konkursowej próbie w Lahti, czy też upadku, absencji i problemach z kolanem powracającego do dobrej dyspozycji Daniela-Andre Tande. Szczególnie niepokojąco wygląda sytuacja ostatniej dwójki, która w trakcie wypadków na fińskiej skoczni Salpausselka nabawiła się urazów. Tande po całym zdarzeniu narzekał na ból lewego kolana, natomiast mocno poobijany Stjernen uskarżał się na złą kondycję całego organizmu. Jak się dowiedzieliśmy, jutro obaj mają być poddani dokładnym badaniom w Norwegii. Po nich dowiemy się więcej na temat możliwości ich dalszych startów w Pucharze Świata, a także w nadchodzących Mistrzostwach Świata w Seefeld.

Clas Brede Bråthen (fot. Bartosz Leja)
Clas Brede Bråthen (fot. Bartosz Leja)

Czy w przypadku wykrycia poważniejszych kontuzji, norweski sztab szkoleniowy będzie gotowy na wprowadzenie w życie „planu B”? – Bardzo chciałbym zobaczyć przynajmniej jednego z dwójki Tande – Stjernen podczas światowego czempionatu. Jeśli jednak to będzie niemożliwe, będziemy musieli zaufać któremuś z naszych młodych wilków – powiedział nam dyrektor sportowy norweskiej kadry, Clas Brede Bråthen. Na chwilę obecną, w zdecydowanie najwyższej formie w ekipie „Wikingów” wydają się być: Robert Johansson, Johann Andre Forfang i Halvor Egner Granerud. Wydaje się, że to właśnie ta trójka może być już niemal pewna startu podczas MŚ w Seefeld i Innsbrucku. Kto powalczy o czwarte miejsce w drużynie i rolę rezerwowego? W przypadku pozytywnych wieści od lekarzy, spore szanse mają Tande i Stjernen. Jeśli informacje będą niekorzystne, mocnymi kandydatami do nominacji wydają się być brylujący w Pucharze Kontynentalnym Robin Pedersen i Marius Lindvik, a także świeżo upieczony mistrz świata juniorów Thomas Aasen Markeng. Niepewnie wygląda sytuacja Andersa Fannemela, dla którego obecny sezon jest jednym z najsłabszych w dotychczasowej karierze. Finalna decyzja ma zapaść najpóźniej 18 lutego, czyli dzień po ostatnim konkursie Pucharu Świata (w Willingen) przed mistrzowską rywalizacją w Tyrolu.

 

Norweska tajemnica odkryta

Ryoyu Kobayashi (fot. Julia Piątkowska)
Ryoyu Kobayashi (fot. Julia Piątkowska)

Warto przypomnieć, że podczas ostatniej mistrzowskiej imprezy, czyli Zimowych Igrzysk Olimpijskich w południowokoreańskim PyeongChang w 2018 roku, Norwegowie spisali się bardzo dobrze, sięgając po cztery medale. W zmaganiach drużynowych zdobyli złoto, w konkursach indywidualnych dwa medale wywalczył Robert Johansson (na dużej i na normalnej skoczni), a jeden Johann Andre Forfang (na normalnym obiekcie). Wówczas pojawiło się sporo głosów mówiących, że poza świetną sportową dyspozycją, podopiecznym trenera Stoeckla pomógł unikalny czarny materiał zastosowany do uszycia kombinezonów, który Norwegowie nabyli od niemieckiej firmy Meininger. – Myślę, że w tym sezonie więcej reprezentacji korzysta z tego materiału, stąd w grze o czołowej lokaty pojawiło się więcej nowych zawodników . Naprawdę nie wiem jednak czy jest to dokładnie ten sam produkt, czy jego kopia – stwierdził Bråthen, po czym dodał: – Podczas gdy zawodnik, lub cała drużyna wskakuje na wyższy poziom sportowy, cała reszta ekipy, sztab szkoleniowy, wszyscy muszą pracować jeszcze ciężej, także nad sprzętem, aby za tym rozwojem nadążyć. Taka jest natura sportowej rywalizacji na szczycie.

Andreas Stjernen (fot. Adrian Kyć)
Andreas Stjernen (fot. Adrian Kyć)

Za kulisami nie jest tajemnicą, że większość kadr pracuje nad innowacyjnymi rozwiązaniami sprzętowymi, które mają zaskoczyć rywali w najważniejszych imprezach sezonu. Norweski działacz nie uchylił rąbka tajemnicy i zaprzeczył tym rewelacjom. Zapytany o to, czy Norwegowie szykują technologiczne nowinki, odparł: – Niezupełnie. Chcemy tylko znaleźć jak najlepsze indywidualne rozwiązania sprzętowe dla każdego z naszych zawodników. Mamy nadzieję, że do tego każdy z nich w kluczowym momencie osiągnie najlepszą formę, i że pomogą nam warunki atmosferyczne.

Sporym zmartwieniem dla „Wikingów” w dotychczasowych konkursach, szczególnie drużynowych, mogą być jednak wspomniane dyskwalifikacje, które w połączeniu ze słabszymi próbami, dały im odpowiednio 10. (Wisła), 8. (Zakopane) i 9. lokatę (Lahti). Jak na taki przebieg sytuacji i decyzje Seppa Gratzera zajmującego się kontrolą sprzętu, reagują sami zainteresowani? – Nie jesteśmy zadowoleni z naszych wyników w konkursach drużynowych w tym sezonie i staramy się przede wszystkim „patrzeć na siebie w lustrze”, żeby znaleźć powód takich występów. Musimy znaleźć drogę do tego, aby dosięgnąć w końcu do naszego dużego potencjału. Co do decyzji przedstawicieli Międzynarodowej Federacji Narciarskiej – szanujemy pracę specjalistów FIS i ich profesjonalizm – zapewnił.

 

Norwesko-japońska współpraca, Bråthen: „Ciężko będzie zastąpić Horngachera”

Stefan Horngacher (fot. Julia Piątkowska)
Stefan Horngacher (fot. Julia Piątkowska)

Warto dodać, że jedna z największych niespodzianek tej zimy, niekwestionowany lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, Ryoyu Kobayashi, korzysta nie tylko z materiału od firmy Meininger, ale także z pomocy byłego norweskiego skoczka, Stiana Andre Skinnesa, który w japońskiej kadrze zajmuje się obecnie projektowaniem kombinezonów. – Wygląda na to, że jego pomysły z pewnością nie ograniczają potencjału Ryoyu – powiedział z przekąsem dyrektor sportowy norweskiej kadry na temat współpracy swojego rodaka z zawodnikami z Kraju Kwitnącej Wiśni, po czym dodał: – Stian to naprawdę bystry facet, jednak takich specjalistów jest więcej także w innych krajach.

Na koniec zapytaliśmy dyrektora sportowego ekipy z Kraju Fiordów, jak w norweskim gronie reaguje się na temat pogłosek dotyczących potencjalnych zmian w sztabie szkoleniowym polskiej kadry. – Szczerze mówiąc, staram się skupiać na tym na co mam wpływ, w najbliższych dniach nawet bardziej niż wcześniej. Szanuję reprezentację Polski i wypracowany w niej system. Stefan Horngacher uzyskuje ze swoimi zawodnikami znakomite wyniki, dlatego też każdemu będzie bardzo ciężko go zastąpić i kontynuować jego pracę – podsumował.

 

informacja własna
rozmawiał Bartosz Leja

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Facebook
Facebook
Instagram