Stefan Hula: „Sytuacja nie jest tragiczna, ale nie jest nam do śmiechu”

Polscy skoczkowie (Żyła, Stoch, Hula), fot. Julia Piątkowska

Polscy skoczkowie (Żyła, Stoch, Hula), fot. Julia Piątkowska

Stefan Hula dość niespodziewanie znalazł się w składzie polskiej reprezentacji na drużynowy konkurs Mistrzostw Świata na dużej skoczni w Innsbrucku. Mimo iż trener Stefan Hornagcher zapowiadał ponoć, że 32-latek ze Szczyrku na Bergisel raczej nie poskacze, ten zajął jednak miejsce Jakuba Wolnego w biało-czerwonej ekipie w niedzielnej rywalizacji. W konkursie nie zachwycił. – W pierwszej serii zawaliłem, popsułem skok, to dużo zabrało. Jest mi ciężko cokolwiek mówić, nie jest to łatwa sytuacja – komentował.

 

Po pierwszym skoku Piotra Żyły, reprezentacja Polski zajmowała drugie miejsce za Niemcami. Pierwsza konkursowa próba Stefana Huli na odległość 113,5 metra spowodowała jednak spadek na szóstą pozycję. Później szczytem możliwości biało-czerwonych był awans na czwarte miejsce, głównie za sprawą nieco lepszych prób Dawida Kubackiego i Kamila Stocha. – Przede wszystkim ja w pierwszej serii zawaliłem, popsułem skok, to dużo zabrało, a miałem dobre warunki. Gdybym skoczył chociaż dwa takie skoki jak w drugiej serii… Ten drugi skok był na pewno lepszy [116,5 metra – przyp.red.]. Mogło się to inaczej skończyć, ale teraz można gdybać – komentował zawiedziony Hula.

Bardzo trudno to przegryźć i na razie jest mi ciężko cokolwiek mówić, nie jest to łatwa sytuacja. Nie ukrywam, że źle się czułem po pierwszej serii, ale starałem się w sobie spiąć i dać z siebie jak najwięcej. Po pierwszej serii zawody się nie kończą – mówił o swoich odczuciach na półmetku rywalizacji.

Jak wspominał wcześniej Adam Małysz, Stefan Hula nie spodziewał się decyzji trenera Horngachera o nominacji do składu na drużynówkę, nastawiając się dopiero na skoki na normalnej skoczni w Seefeld. Stało się jednak inaczej i zawodnika klubu KS Eve-nement Zakopane po dwóch dniach przerwy czekała szybka mobilizacja i powrót do rywalizacji. – Może nie było to zaskoczenie, bo miałem być przygotowany na każdą sytuację i byłem. Nie była to jednak łatwa sytuacja, ale moim zadaniem jest iść i skakać, robić to, po co tutaj przyjechałem. Czy skocznia się na nas uparła? Dawid i Kamil skakali bardzo dobrze, po prostu zależy to od tego w jakiej jest się dyspozycji. Ja nie jestem w dobrej. Jeśli popełnia się błędy, na tej skoczni bardziej to widać – stwierdził.

Polscy skoczkowie, którzy tej zimy wygrali dwa konkursy Pucharu Świata, a także są wyraźnymi liderami Pucharu Narodów, byli jednymi z murowanych faworytów do drużynowego medalu w Innsbrucku. Zapytany o atmosferę w drużynie po dzisiejszym konkursie zakończonym na „pechowej” czwartej lokacie, Hula odparł: – Nie jesteśmy szczęśliwi. Sytuacja nie jest może tragiczna, jednak nie jest nam do śmiechu i wesoło. Jest złość, ale jesteśmy drużyną.

 

korespondencja z Innsbrucka, Jarosław Poloczek

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram