Kamil Stoch: „Medal? W ogóle nie zacząłem w niego wierzyć, ale się nie poddałem”

Kamil Stoch (fot. Julia Piątkowska)

Kamil Stoch (fot. Julia Piątkowska)

Kamil Stoch podczas sześciu serii poprzedzającej konkurs mistrzowski w Seefeld, pięciokrotnie plasował się w czołowej trójce, co więcej okazał się najlepszy w dzisiejszej rundzie próbnej. W pierwszej serii konkursowej wystartował w najgorszych warunkach w całej stawce, a skok na 91,5 metra dał mu dopiero 18. miejsce. Finałowa próba na 101,5 metra pozwoliła mu na imponujący awans i zdobycie tytułu wicemistrza świata. – Tu nie chodziło o kwestię wiary, ale o to, czy ktoś się podda czy nie – komentował.

 

Stoch: Wszystko się we mnie kotłowało

Wiatr wiejący z prędkością 1,30 m/s w plecy, do tego opady deszczu ze śniegiem zalegające w torach najazdowych… z takimi warunkami musiał sobie w pierwszej serii w Seefeld, Kamil Stoch. Tuż po skoku na 91,5 metra mina samego zawodnika nie była była radosna, a sam trener Stefan Horngacher ze wściekłością wygarniał przedstawicielowi jury decyzje związane ze startowanie czołowego zawodnika świata w takich warunkach. W serii finałowej 31-latek z Zębu poszybował 101,5 metra i po swoim skoku zajmował drugą lokatę, tuż za liderującym i atakującym z jeszcze dalszej pozycji Dawidem Kubackim. Do zakończenia zmagań zostały jednak wówczas skoki aż 17 zawodników. Nikt wtedy nie przypuszczał, że Kubacki sięgnie po złoto, a Stoch po srebro.

Świeżo upieczony wicemistrz świata, zapytany o to, czy brak kiedykolwiek udział w dziwniejszych zawodach, odparł: – W dziwniejszych może nie, ale w podobnych tak. To nie są pierwsze takie zawody, gdzie jest totalnie nieprzewidywalnie i sytuacja zmienia się ze skoku na skok. Taki jest ten sport, takie są jego uroki i w tym tkwi całej jego piękno. Gdybym dotarł do was tuż po drugiej serii, to też rozmawialibyśmy w innych nastrojach. Już wtedy udzieliłem dwa wywiady do telewizji, byłem nawet nie smutny, ale wszystko się we mnie kotłowało, bo wiedziałem, że zrobiłem wszystko co mogłem, a tak naprawdę nic nie mogłem. Później skończyło się, jak się skończyło. Tu nie chodziło nawet o kwestię wiary, ale o to, czy ktoś się podda czy nie, czy ktoś się załamie i powie, że zawody już się skończyły, czy zrobi to, co umie najlepiej. Zawody kończą się dopiero po ostatnim skoczku.

Jeszcze po pierwszej rundzie, po której nastroje były zdecydowanie inne, kamery telewizyjne kilkukrotnie ukazywały mocno zdenerwowanego trenera Polaków, Stefana Horngachera, który wyrażał dezaprobatę wobec decyzji jury. Czy Stoch miał okazję rozmawiać z Austriakiem na półmetku zmagań? – W trakcie zawodów nawet się z trenerami nie widzimy, nie ma na coś takiego czasu. Oni są na górze i też nie mają czasu, żeby zejść na dół. Zresztą my z Dawidem po pierwszej serii mieliśmy tylko tyle czasu, żeby wejść do szatni, zabrać rzeczy na drugi skok, przygotować się, wziąć kurtki i jechać na górę. Sam ledwo zdążyłem na tą drugą serię – przyznał.

 

Medal? W ogóle nie zacząłem w niego wierzyć

Trzykrotny mistrz olimpijski oceniając swój występ na Toni-Seelos-Olympiaschanze (HS-109), przyznał, że nie ustrzegł się dzisiaj błędów, jednak kluczem do sukcesu była mobilizacja do samego końca. – Po pierwszej serii, po wylądowaniu wiedziałem, że mój skok nie był idealny. Tory bardzo mocno zwalniały, przez co wycofałem się przed samym progiem i odbicie było bardzo późno, ale też nie było tak tragiczne, żeby skoczyć około 90 metrów. Tutaj nawet na treningach, z podobnymi skokami leciałem koło setki. Jeśli chodzi o warunki, było źle. Zawody się jednak na tym nie kończyły i wszystko co miałem w sobie, całą energię, poświęciłem na to, żeby skupić się na sobie, na tym, że mam jeszcze jeden skok, który może być naprawdę fajny. Nigdy nie przestałem wierzyć w to co robię. To nie jest tak, że ja przyjeżdżając na zawody, myślę, że dzisiaj musi być medal – przyznał, po czym o medalowych rozmyślaniach po pierwszej rundzie powiedział ze śmiechem: – Jeśli chodzi o medal po pierwszej serii, w to ogóle nawet nie zacząłem w niego wierzyć. Kiedy okazało się, że Dawid jest na podium, już byłem super szczęśliwy, ale myślałem, że zostało dwóch „pewniaków” [Karl Geiger i Ryoyu Kobayashi – przyp.red.] i tutaj nic więcej się nie może zmienić. Tak naprawdę warunki były coraz gorsze i oni też nie mieli nawet szans, żeby skoczyć dalej. Kiedy się okazało, że ja mam medal, to totalnie wszystkie emocje ze mnie zeszły.

Kamil Stoch kilkukrotnie podkreślił, że mimo iż na normalnym obiekcie w Seefeld skakało mu się coraz lepiej, to warunki atmosferyczne panujące dziś na skoczni miały ogromny wpływ na przebieg rywalizacji. – Chciałbym, żeby potoczyło się to w inny sposób, żeby wszyscy mieli równe warunki, każdy skacze tak daleko jak potrafi, wygrywa najlepszy, drugi jest drugi, trzeci jest trzeci. I tak uważam, że podium jest w pełni zasłużone. Po treningach tak się to mniej więcej klarowało. Mnie super się tutaj skakało. Od pierwszego skoku robiłem postępy, wracałem do dobrego czucia, dzisiaj seria próbna poszła dobrze, co jeszcze utwierdziło mnie w tym, że wszystko jest tak jak być powinno. Potem wszystko zaczęło się mieszać i kotłować. Nie chcę jednak komentować, czy konkurs w ogóle powinien się odbyć, bo to nie jest w mojej gestii, żeby coś takiego robić. Zresztą to, co mógłbym powiedzieć, może odbić się na mnie samym. Zawody się odbyły. Czy warto teraz się z czegoś tłumaczyć? Wydaje mi się, że powinniśmy się cieszyć. Jest idealnie, jest pięknie – podsumował.

 

korespondencja z Seefeld, Jarosław Poloczek

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram