Koniec mistrzostw, czas pożegnań? Stjernen i Damjan sygnalizują wiążące decyzje

Andreas Stjernen (fot. Julia Piątkowska)

Andreas Stjernen (fot. Julia Piątkowska)

Najważniejszą imprezą tego sezonu niewątpliwie były Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym w austriackim Seefeld. Kolejny czempionat za dwa lata, o następne medale Zimowych Igrzysk Olimpijskich skoczkowie powalczą dopiero za trzy lata. Dla niektórych zawodników w „zaawansowanym” jak na skoczków wieku, to dość odległa perspektywa. Już teraz niektórzy mówią o tym, że ich czas na skoczni dobiega końca.

 

Andreas Stjernen (fot. Julia Piątkowska)
Andreas Stjernen (fot. Julia Piątkowska)

Andreas Stjernen już po zakończeniu poprzedniego sezonu zimowego, poważnie zastanawiał się nad swoją sportową przyszłością. Ostatecznie znalazł w sobie wystarczająco dużo motywacji, aby przez kolejny rok trenować i przygotowywać się do pucharowej rywalizacji. W obecnym sezonie Norweg przeżywa prawdziwą huśtawkę nastrojów, miewa momenty trudne i dramatyczne, jak choćby w Lahti, gdzie zaliczył groźnie wyglądający upadek, czy też podczas Turnieju Czterech Skoczni, w trakcie którego trudne warunki wietrzne w Bischofshofen, pozbawiły go szans na walkę o podium klasyfikacji generalnej. Bardzo podobna sytuacja przydarzyła się 30-latkowi podczas konkursu o mistrzostwo świata na normalnej skoczni w Seefeld, gdzie po pierwszej serii będąc 7. zawodnikiem stawki, miał niewielką stratę do pozycji medalowych. Ostatecznie przepadł w wietrznej loterii zajmując odległe 25. miejsce. Pewną rekompensatą tych niepowodzeń było konkursowe podium podczas konkursu Pucharu Świata w Innsbrucku, a przede wszystkim brązowy medal MŚ w konkursie drużyn mieszanych, wywalczony wraz z Maren Lundby, Anną Odine Stroem oraz Robertem Johanssonem.

Tuż po rywalizacji mikstów, Stjernen powiedział jednak, że bardzo możliwe, że były to dla niego ostatnie Mistrzostwa Świata w karierze. 30-latek z Trondheim, który w obu seriach konkursowych w Seefeld kończył występy ekipy z Kraju Fiordów przyznał, że czuł związaną z tym presję. – Byłem zdenerwowany, moje tętno wynosiło chyba ze 150 uderzeń na minutę. W finale poszło jednak całkiem gładko, myślę, że w końcu udało mi się zanotować dobry występ – stwierdził podopieczny trenera Alexandra Stoeckla, który wygrał bezpośredni pojedynek ze Słoweńcem Peterem Prevcem i zapewnił Norwegom brązowy medal. – To mógł być mój ostatni skok w Mistrzostwach Świata. Nie chcę już teraz tego ogłaszać, ale myślę, że nawet w ciągu tygodnia podejmę decyzję – skwitował.

Jernej Damjan (fot. Julia Piątkowska)
Jernej Damjan (fot. Julia Piątkowska)

Podobne przemyślenia do Andreasa Stjernena zdradził doświadczony Słoweniec, Jernej Damjan. Zawodnik z Lublany tej zimy pojawiał się w Pucharze Świata, z niewielkimi przerwami, dość często. Podczas konkursu mistrzowskiego na normalnej skoczni w Seefeld wywalczył 11. pozycję, okazując się najwyżej sklasyfikowanym podopiecznym trenera Gorazda Bertoncelja. Co więcej, był to jego najlepszy występ w zmaganiach narciarskiej elity tej zimy.

35-letni zawodnik w ciągu ostatnich kilkunastu lat był jednym z wyróżniających się słoweńskich skoczków narciarskich. Ma na swoim koncie dwa zwycięstwa w konkursach Pucharu Świata, triumf w cyklu Letniego Grand Prix 2014, był w składzie drużyn sięgających po medale mistrzostw świata i mistrzostw świata w lotach. – 11. miejsce w jedynym starcie w prawdopodobnie moich ostatnich Mistrzostwach Świata – napisał na swoim oficjalnym profilu na Instagramie, kwitując swój występ w światowym czempionacie w Seefeld.

Czy po sezonie 2018/2019 będziemy świadkami większej ilości takich komunikatów? Wiele wskazuje, że tak, a zakończenie tej zimy może być czasem wielu pożegnań.

 

źródło: NRK / Twitter.com

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram