Niemieckie „kuszenie” Horngachera trwa, Polacy szukają następcy

Trwają spekulacje na temat przyszłości Stefana Horngachera, który wciąż jako szkoleniowiec reprezentacji Polski w skokach narciarskich, jest kuszony przez Niemiecki Związek Narciarski do objęcia schedy po Wernerze Schusterze. W tym samym czasie w Polsce trwają gorączkowe poszukiwania następny Austriaka. W mediach społecznościowych co rusz pojawiają się nowe wieści dotyczące potencjalnych kandydatów na nowego trenera biało-czerwonych.

 

„Narciarska telenowela”, w której główną rolę pełni Stefan Horngacher trwa. Austriacki szkoleniowiec, który w dwóch sezonach współpracy z polskimi skoczkami odniósł spektakularne sukcesy, jest obecnie najbardziej cenionym trenerem w narciarskim światku. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że przedłużenie rocznego kontraktu z Polskim Związkiem Narciarskim po zakończeniu trwającej zimy jest kwestią czasu. Pod koniec stycznia trener reprezentacji Niemiec Werner Schuster, ogłosił, że po zakończeniu sezonu 2018/2019 przestanie prowadzić tamtejszą kadrę narodową, co najprawdopodobniej wywołało efekt domina. Niemiecka federacja narciarska (DSV), którą zapewne stać na zaoferowanie nowemu szkoleniowcowi świetnych warunków finansowych, za cel obrała sprowadzenie do siebie właśnie Horngachera. On sam w latach 2008-2016 pracował już w DSV i nawet za czasu największych sukcesów odnoszonych z Polakami, nie ukrywał, że kiedyś będzie chciał wrócić do Niemiec w roli szkoleniowca. Tym razem nadarza się idealna okazja, aby objął on kadrę A. Za taką decyzją przemawiać mogą nie tylko względy finansowe, ale też fakt, że w Niemczech 49-latek ma żonę, dzieci, rodzinny dom. Ostatnie doniesienia, a nawet wieści docierające z PZN wskazywały na to, że wszystko jest już „pozamiatane” i Horngacher na pewno opuści Polskę. Teraz dość niespodziewanie okazuje się jednak, że Austriak ponoć nie jest w pełni zadowolony z niemieckiej oferty i sprawa utknęła w martwym punkcie. Poinformował o tym na Twitterze dyrektor TVP Sport, Marek Szkolnikowski.

W czasie, w którym Horngacher odkładał (i nadal odkłada) podjęcie ostatecznej decyzji i zakomunikowanie jej polskiej stronie, nasi działacze na czele z Adamem Małyszem, który jako dyrektor ds. skoków narciarskich w PZN jest główną osobą odpowiedzialną za poszukiwanie sukcesorów trenera, rozpoczęli już sondowanie zainteresowania potencjalnych następców. Dokładna weryfikacja trenerskich CV, a być może nawet nieoficjalne zakulisowe rozmowy trwają, co może doprowadzić do paradoksalnej sytuacji. Nie jest wykluczone, że Stefan Horngacher będzie na tyle rozczarowany propozycją niemieckiej strony (nie tylko ze względów finansowych, ale także „rozwojowych” i technologicznych – nieoficjalnie mówi się, że Austriak nie będzie miał w Niemczech tak dużej swobody doboru współpracowników i możliwości decyzyjnych związanych z wykorzystywaną technologią), że sam ją odrzuci, jednak w tym samym czasie PZN znajdzie już jego następcę. Ostateczną decyzję Horngacher ma ogłosić po norweskim turnieju Raw Air, a przed finałem Pucharu Świata w Planicy.

 

Kto w gronie potencjalnych następców Horngachera?

Zakładając, że wybór nowego trenera reprezentacji polskich skoczków będzie konieczny, pada pytanie: kto znajduje się w gronie potencjalnych kandydatów? Opcji jest kilka, jak się dowiedzieliśmy, rozważane są warianty zarówno „polskie”, jak i „zagraniczne”. Prezes PZN Apoloniusz Tajner, w rozmowie z Polskim Radiem RDC wymienił cztery nazwiska – trenera reprezentacji Norwegii Alexandra Stöckla, odchodzącego trenera Niemców Wernera Schustera, trenera Niemek Andreasa Bauer oraz trener Szwajcarów Ronny’ego Hornschuha. Są to niewątpliwie nazwiska sporo znaczące i cenione w narciarskim środowisku, jednak jest to myślenie dość życzeniowe. W Stöcklu, mimo słabszego sezonu z „Wikingami”, nadal jest pokładana spora nadzieja, a 45-latek ma kontrakt z Norwegami ważny aż do czasu Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku. – Mocno wierzymy w to, że mamy zdolność odwrócenia niekorzystnego trendu. Alexander Stöckl jest jednym z nas – zapewnił nas dyrektor sportowy norweskich skoków, Clas Brede Bråthen. Kierunek obrany przez Schustera wydaje się być dość jasny – 49-latek chciałby powrócić do szkolenia młodych talentów w gimnazjum narciarskim w austriackim Stams. Bauer z kolei przeżywa pełen sukcesów czas z niemieckimi skoczkiniami i sam w żaden sposób nie informował rodzimej federacji o jakiejkolwiek zmianie planów, co też wiele mówi. Stosunkowo najmniej mówi się o planach Hornschuha, który tej zimy dał się poznać jako szkoleniowiec jednej z rewelacji sezonu, Szwajcara Killiana Peiera. 44-letni Niemiec jest również ceniony jako świetny fachowiec, który podobnie jak Horngacher, ma za sobą epizod z DSV i nieoficjalnie jego akcje stoją najwyżej, przynajmniej powyższej czwórce.

W gronie potencjalnych kandydatów na zastąpienie Stefana Horngachera wymienia się także polskich szkoleniowców, na czele z aktualnym trenerem kadry B, Maciejem Maciusiakiem. Znany z bardzo konkretnej wizji szkoleniowiec, jeszcze po odejściu Łukasza Kruczka z funkcji trenera biało-czerwonych był wymieniany wśród ewentualnych jego następców. Wówczas jednak mówiło się, o wciąż zbyt małym doświadczeniu Maciusiaka. Warto jednak podkreślić, że aktualnie 36-letni szkoleniowiec przed kilkoma laty miał spory udział w odbudowie dyspozycji Dawida Kubackiego, Macieja Kota i Jakuba Wolnego, czyli zawodników, którzy już niebawem będą zapewne główną siłą napędową polskich skoków narciarskich.

Wizja, o której w ostatnich dniach mówi się jednak najczęściej, to „idea kontynuacji”. System, który w polskich skokach wprowadził Horngacher znakomicie się sprawdził, szczególnie na najwyższym szczeblu. Kamil Stoch wrócił do mistrzowskiej formy, do niego dołączyli kolejni – Piotr Żyła, Maciej Kot, Dawid Kubacki, Stefan Hula, Jakub Wolny – „żelazna ekipa” zaczęła odnosić wielkiej sukcesy na międzynarodowe arenie, sięgając po medale igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata, podia Turnieju Czterech Skoczni i Pucharu Świata, po zwycięstwa indywidualne i drużynowe. Mawia się, że nie zabija się kury, która znosi złote jaja. Jeśli odejście Horngachera stanie się faktem, jego naturalnym sukcesorem może się wydawać Michal Dolezal, który w polskim sztabie szkoleniowym pełni funkcję trenera technicznego i jednego z asystentów Austriaka. Obok Grzegorza Sobczyka, to najbardziej zaufany człowiek Horngachera, który przez ostatnie lata czerpał z jego trenerskiego doświadczenia. Ponadto 40-letni Czech jest jednym z współautorów nowych rozwiązań sprzętowych stosowanych przez polskich skoczków i sprawdzających się bardzo dobrze w pucharowych realiach. To w dużej mierze dzięki jego pracy poziom ekwipunku biało-czerwonych jest aktualnie na najwyższym światowym poziomie. Jeśli wybór padłby właśnie na Dolezala, zgrany sztab szkoleniowy reprezentacji Polski nie musiałby ulegać znaczącej zmianie, a doświadczeni zawodnicy jak choćby Kamil Stoch czy Piotr Żyła, którzy są już w „zaawansowanym” (jak na skoczków) wieku, nie staliby się obiektami trenerskich eksperymentów nowego szkoleniowca z całkiem nową wizją. Bo na to w ich przypadku po prostu nie ma czasu.

 

Więcej o sytuacji na bieżąco na naszym profilu na Twitterze >>>

 

Bartosz Leja
źródło: TVP Sport / Radio RDC / informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram