Upadki Lindvika i Leyhe w Oslo, były momenty grozy

Stephan Leyhe (fot. Bartosz Leja)

Stephan Leyhe (fot. Bartosz Leja)

Porywisty wiatr oraz obfite opady śniegu po raz kolejny mocno dały się we znaki nie tylko organizatorom zawodów najwyższej rangi, ale co najważniejsze samym skoczkom, wśród których kilku dzisiaj w Oslo miało spore problemy podczas swoich prób. Najbardziej dramatycznie wyglądały próby Stephana Leyhe oraz Mariusa Lindvika. Zarówno Niemiec, jak i Norweg, zakończyli swoje loty upadkami.

 

Marius Lindvik (fot. Julia Piątkowska)
Marius Lindvik (fot. Julia Piątkowska)

Prędkość wiatru podczas sobotniego konkursu drużynowego w Oslo momentami dochodziła nawet do 6 m/s, co w przypadku skoków narciarskich stwarza spore zagrożenie dla zawodników. Już w pierwszej grupie spore turbulencje w locie mieli Niemiec Karl Geiger oraz Japończyk Yukiya Sato. Sporo nerwów towarzyszyło też próbie naszego reprezentanta Jakuba Wolnego, który aż pięciokrotnie pojawiał się na belce, zanim mógł ruszyć w dół rozbiegu. Wszystko podyktowane było dbałością o bezpieczeństwo zawodników przy zmiennych podmuchach panujących na Holmenkollbakken (HS-134).

Największego pecha mieli jednak dwaj zawodnicy jednych z najmocniejszych ekip, startujący w trzeciej grupie. 20-letni Norweg Marius Lindvik, w pierwszej fazie lotu korzystał z bardzo sprzyjających warunków wietrznych (uśrednione wskaźniki pokazały 1,66 m/s), jednak tuż przed podejściem do lądowania Norweg natrafił w powietrzu na nieco inne noszenie przez co niespodziewanie szybko zbliżył się do zeskoku spadając z dużej wysokości. Skończyło się to upadkiem tuż po wylądowaniu 135,5-metrowego skoku. Mistrz świata juniorów z 2018 roku na szczęście w miarę umiejętnie kontrolował całą sytuację i później o własnych siłach opuścił zeskok, kończąc ten wypadek bez kontuzji. – Zgodnie z informacjami, które posiadam, z Mariusem jest wszystko w porządku. Nie powiedziałbym, że dzisiejsze warunki były niebezpieczne, nazwałbym je wymagającymi – powiedział nam dyrektor sportowy norweskiej kadry, Clas Brede Bråthen. Pomimo tego upadku reprezentanci gospodarzy mogli się cieszyć z pierwszego drużynowego triumfu tej zimy.

Werner Schuster (fot. Julia Piątkowska)
Werner Schuster (fot. Julia Piątkowska)

Poważniej wyglądał upadek Stephana Leyhe, który podobnie jak Norweg był zmuszony do awaryjnego lądowania w zmiennych warunkach wietrznych, a także w śniegu, który padając wraz z deszczem powodował przytrzymywanie nart zawodników tuż po wylądowaniu. 27-letni reprezentant Niemiec podczas podchodzenia do lądowania mocno wychylił się do przodu, co skutkowało uderzenie z prędkością przekraczającą 100 km/h w zeskok klatką piersiową i twarzą. Zawodnik z Willingen nieco się poobijał, na jego twarzy widniały ślady zadrapań oraz krwi. Leyhe opuścił zeskok na własnych nogach, jednak utykał, ponadto asystowały mu służby medyczne. Podopiecznemu trenera Wernera Schustera podczas upadku nie wypięły się narty

Stephan nie mógłby skoczyć w drugiej rundzie, miał problemy z kostką. Mam nadzieję, że nie stracimy tego zawodnika, bo to przepełniłoby czarę goryczy – skwitował całą sytuację szkoleniowiec Niemców, który wraz ze swoimi podopiecznymi musiał dziś uznać wyższość rywali i zadowolić się piątym miejsce. Schusterowi wtórował mistrz świata, Markus Eisenbichler. – Stephan miał w tym wszystkim dużo szczęścia, decyzja o zakończeniu zawodów po pierwszej serii była właściwa – ocenił.

Sam zainteresowany z dystansem podszedł do swojego upadku, kwitując go zdjęciem, na którym leży w śniegu tuż po upadku. – Tu jest tak miękko, trochę się tu zdrzemnę. To nie było lądowanie jakiego bym oczekiwał, ale jest okej – napisał. Występ Stephane Leyhe w jutrzejszym konkursie indywidualnym nie jest jednak pewny.

 

źródło: informacja własna / sport1.de / Instagram

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram