Piotr Żyła: „Nie patrzę na nic, czerpię radość z lotów. Rekord świata? Bardzo chętnie!”

Piotr Żyła już po raz kolejny udowodnił, że podczas rywalizacji na skoczniach „mamucich”, włącza się w nim tryb „lotnika”. Podczas piątkowego konkursu w słoweńskiej Planicy, Polak potwierdził wysoką dyspozycję z treningów i kwalifikacji wskakując na trzeci stopień podium. W trakcie rywalizacji na Letalnicy (K-200 / HS-240) uzyskiwał 242 i 234 metry i musiał uznać wyższość tylko Markusa Eisenbichlera i Ryoyu Kobayashiego. – Loty to wielka przyjemność, wynik wtedy staje się sprawą drugorzędną – przyznał Polak.

 

Podczas wczorajszych kwalifikacji, Piotr Żyła uzyskał aż 247,5 metra, jednak swoją próbę podparł. Podczas piątkowego konkursu także szybował bardzo daleko. – Dziś były trochę inne warunki, ale z kolei był też wyższy rozbieg – ocenił 32-latek, po czym wspomniał jeszcze znakomitą czwartkową próbę. – Nie myśli się nad tym, to dzieje się bardzo szybko. Nie byłem jakoś strasznie wysoko, próbowałem jeszcze walczyć, ale wystarczy że złapałem trochę powietrza i zaczęło mnie jakby „cofać”. Można z tego było wyciągnąć dużo lepszą odległość, było trochę dobrego powietrza, żeby jeszcze odlecieć, ale to wie się już później. Miałem tam też dość dużą szybkość i popełniłem drobny błąd. Jak się drugi raz coś takiego zdarza, człowiek ma już więcej doświadczenia.

Dla zawodnika pochodzącego z Wisły to już jedenaste pucharowe podium w dotychczasowej karierze. Po raz drugi zajmuje trzecie miejsce właśnie w Planicy (wcześniej wywalczył tu najniższy stopień podium w 2013 r.). – Wszystkie moje skoki są tutaj dobre. Najkrócej poleciałem 215,5 metra podczas treningu, to był ciekawy skok. Myślałem, że „nie przeniosę” tej buli, ale szybkość to jednak podstawa na lotach. Jak się nad bulą szybko przelatuje, to w drugiej fazie można odlecieć. Każdy skok jest inny i ciekawy. Loty to jest coś fajnego, lubię latać na mamucich skoczniach, jeszcze jak się dobrze skacze, to wtedy jest jeszcze większa przyjemność i frajda.  Wynik wtedy staje się sprawą drugorzędną – skwitował, po czym ze śmiechem nawiązał do lokat tuż za podium, których w tym sezonie miał już pięć: – Wiadomo, że fajnie stać na podium, ale czwarte też by było dobre.

Piotr Żyła jest uznawany za jednego ze specjalistów od lotów narciarskich. Co sam zainteresowany sądzi o predyspozycjach do osiągania największych odległości właśnie na 200-metrowych obiektach? – Drobne błędy od razy przekładają się w dużo większy sposób na odległość niż na mniejszych skoczniach. Na mniejszych skoczniach nie widać tych błędów aż tak znacznie. Sam Ryoyu powiedział, że w drugiej serii popełnił dzisiaj drobny błąd, ale już przełożyło się to na 15 metrów. To jest różnica. Jeżeli się tych błędów popełnia więcej, skacze się krócej, jeżeli mniej, jest fajnie i przyjemnie. Im większa skocznia, tym bardziej ją lubię. Może też dlatego, że jak jednak popełnię jakiś błąd, to wiem, że jestem jeszcze w stanie coś nadrobić – powiedział rozbawiony, po czym dodał: – To też kwestia mentalna. Ja już nie patrzę na nic, po prostu cieszę się, że mogę tu być  i z każdego skoku czerpać ogromną radość, to jest dla mnie najważniejsze. Dziś było relaksująco. Jak człowiek robi to, co lubi, to się nie męczy.

Zapytany o to, czy na słoweńskiej Letalnicy, jest możliwe pobicie rekordu świata w długości lotu (ten wynosi 253,5 metra i został ustanowiony na norweskiej Vikersundbakken przez Austriaka Stefana Krafta), Żyła stwierdził: – Ekspertem nie jestem, ale te 253,5 metra, to nie jest jakiś niemożliwy skok. Problem może być tylko z jego ustaniem. To zależy też od jury, czy pozwolą na takie dalekie loty. My bardzo chętnie.

 

korespondencja z Planicy,
Bartosz Leja

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram