Martin Schmitt dla SkokiPolska.pl o karierze skoczka i obecnych ambicjach

Trudno znaleźć kibica skoków narciarskich, który nie znałby Martina Schmitta! Legenda niemieckich skoków narciarskich, trzykrotny medalista igrzysk olimpijskich, dwukrotny zdobywca Pucharu Świata. To właśnie z nim przeprowadziliśmy w Warszawie obszerny wywiad specjalnie dla naszych czytelników. Miło nam ogłosić, że Martin Schmitt został globalnym ambasadorem zakładów bukmacherskich STS. Zapraszamy do oglądania! Z Martinem rozmawiała Anna Libera.

 

 

SkokiPolska.pl: To dość niezwykła sytuacja – Martin Schmitt w Warszawie w poniedziałek. Co tu robisz, możesz nam trochę na ten temat powiedzieć?

Martin Schmitt: Tak, jestem ambasadorem dla STS. Rozpoczęliśmy współpracę i jestem bardzo dumny, że mogę być częścią rodziny STS. Naprawdę nie mogę się doczekać naszej współpracy i sezonu zimowego.

SkokiPolska.pl: Niedawno podjąłeś nowe wyzwanie – pracujesz jako łowca talentów dla niemieckich drużyn juniorskich. Jak idą poszukiwania młodych utalentowanych sportowców? Czy możesz zdradzić już jakieś nazwiska, na które powinniśmy zwrócić uwagę w przyszłości?

Martin Schmitt: Nie podam żadnych nazwisk, ponieważ dla juniorów nie jest korzystne, kiedy są w centrum uwagi i dużo się o nich mówi, to im nie pomaga. Chłopcy, z którymi pracuję, są w wieku od 13 do 18 lat. Są bardzo utalentowani, ale przed nimi jeszcze długa droga. Wydaje mi się, że mamy dość dużo utalentowanych skoczków, ale droga do poziomu Pucharu Świata nie jest łatwa. Dlatego im na niej towarzyszę, pomagając i doradzając, co robić. Mam nadzieję, że dzięki temu znajdziemy w Niemczech nowych skoczków, którzy będą startować w Pucharze Świata.

SkokiPolska.pl: Jak pracochłonna jest nowa praca? Czy będzie trudna do pogodzenia z innymi obowiązkami w sezonie zimowym, kiedy pracujesz jako ekspert Eurosportu podczas zawodów Pucharu Świata?

Martin Schmitt: Uzgodniliśmy określoną liczbę dni i powiedziałem, że mam też inne obowiązki. Nie zajmuje to aż tak wiele czasu, nie jest to praca na pełny etat. Spędzam jednak czas z drużynami, aby je nieco dostroić, jestem z nimi co miesiąc na obozach szkoleniowych i zawodach, ale nie w pełnym wymiarze czasu.

SkokiPolska.pl: Co z kadrą A Niemiec – kto twoim zdaniem będzie liderem w sezonie zimowym? Karl Geiger osiągał dobre wyniki latem, ale czy jest jakiś czarny koń, którego się nie spodziewamy?

Martin Schmitt: Z pewnością Karl skacze na bardzo wysokim poziomie, również na treningach dobrze sobie radzi. Myślę jednak, że największy potencjał ma Markus Eisenbichler. Jeżeli przygotowuje się jak należy, powinien być najlepszy w niemieckiej drużynie. Ale w skokach narciarskich nigdy nie wiadomo, więc wszystko może się zdarzyć. Nie widzę czarnego konia w drużynie niemieckiej, aczkolwiek uważam, że mają całkiem niezły zespół na ten sezon. Mimo kilku kontuzji, które są do nadrobienia – sezon z głowy ma Andi Wellinger, David Siegel podobnie – chłopaki w każdym razie będą się starali skakać jak najlepiej, zatem zapowiada się ciekawy sezon.

SkokiPolska.pl: Skoki narciarskie przeszły w ostatnich latach ogromne zmiany, np. wprowadzono rekompensaty punktowe uwzględniające belkę startową i wiatr, zmieniono kombinezony. W trakcie swojej kariery doświadczyłeś wielu zmian zasad. Czy u szczytu swojej kariery wolałbyś skakać z obecnymi zasadami i sprzętem, czy uważasz, że było lepiej, kiedy liczyła się najdłuższa odległość?

Martin Schmitt: Najlepiej, jakbym miał dzisiejszą wiedzę i skakał według starych zasad… (śmiech) To byłoby interesujące! Myślę, że szczególnie rekompensaty punktowe ze względu na wiatr i belkę startową sprawiają, że dla fanów nadal nie jest tak łatwo rozumieć co się dzieje podczas konkursu. Także dla mnie jako eksperta jest czasem trudno wszystko zrozumieć czy dostrzec, ale obecnie nie mamy żadnego innego rozwiązania. Materiał jest bardzo wrażliwy i wystarczy odrobina wiatru pod narty, a leci się o 10 metrów dalej. Myślę więc, że obecnie bez tej zasady nie udawałoby się przeprowadzać konkursów. Dlatego jest ona konieczna, chociaż pozornie jest lepiej bez niej.

SkokiPolska.pl: Przeprowadzasz dla Eurosportu dogłębne analizy skoków, czy trudno jest za wszystkim nadążyć? Kiedyś musiałeś się skupiać tylko na swoim skoku, a teraz analizy wymagają skoki wszystkich zawodników. Jak to robisz?

Martin Schmitt: Zawsze interesowałem się naszym sportem i tym, jak działa skakanie na nartach, więc nie jest to dla mnie duży problem, skupiać się nie na swoich skokach czy własnej wyjątkowej technice, for me, ale także dostrzegać wszystkie inne sposoby, jak wykonać dobry skok. Lubię tę pracę z Eurosportem, jest super być na skoczni i rozmawiać o sporcie, który kocham. To wspaniałe zajęcie i jak już wspominałem, jestem mocno zaangażowany w ten sport i staram się jak najlepiej wyjaśnić go widzom.

SkokiPolska.pl: W dzisiejszych czasach media społecznościowe są niemal wszechobecne, a dla najlepszych sportowców oznacza to, że ich wszystkie sukcesy i porażki natychmiast są publikowane i komentowane w Internecie. Czy uważasz, że w takim sporcie, jak skoki narciarskie, gdzie sukces tkwi w głowie, media społecznościowe są czymś, co mocno rozprasza sportowców i może mieć wpływ na wyniki?

Martin Schmitt: Jasne, media społecznościowe mogą ich rozpraszać, ale nie powinno tak być. Myślę, że szczególnie dla młodszych zawodników jest to coś, do czego są przyzwyczajeni, to normalna część życia. Stąd nie jest to nic specjalnego i skupienie się na wynikach na skoczni nie powinno być dla nich problemem.

SkokiPolska.pl: Czy sądzisz, że miałoby to dla Ciebie znaczenie u szczytu kariery?

Martin Schmitt: Tak, byłoby to bardzo męczące (śmiech). Bardzo się cieszę, że za moich czasów tak nie było. Teraz jest zupełnie inaczej, ale to też jest w porządku (śmiech).

SkokiPolska.pl: Przejdźmy od mediów społecznościowych do marketingu – jesteś zaangażowany w pracę swojej agencji marketingowej i współpracujesz ze sportowcami, koordynując ich współpracę z mediami. Czy obszar social media sportowców należy do zakresu twoich obowiązków?

Martin Schmitt: Nie mam zbyt dużego wpływu na to, co sportowcy publikują w mediach społecznościowych. To bardziej ich działka i myślę, że te treści powinny pochodzić od nich. Bardzo ważne jest to, aby wykorzystać szansę, aby nawiązać kontakt z fanami osobiście. To świetna okazja, żeby lepiej zrozumieć fanów, pokazać coś ze swojego życia. Czasem myślimy, że to, co robimy jest nudne, ale tak nie jest! Dla fanów jest na jakiś sposób ciekawe. Ja także śledzę profile innych sportowców, skoczków, to ciekawe, co robią w wolnym czasie. Fajnie jest być z nimi w kontakcie, widzieć, jak żyją i jak wygląda życie sportowca. Uważam, że to świetne, kiedy kibice mogą to zobaczyć, dlatego podejście do social mediów powinno być osobiste.

SkokiPolska.pl: Przez większą część swojej kariery byłeś kojarzony z czekoladą Milka, zwłaszcza przez polskich fanów. Czy uważasz, że marketing w skokach narciarskich dużo się zmienił? Czy teraz łatwiej jest skoczkom znaleźć sponsorów?

Martin Schmitt: Nie sądzę, żeby było łatwiej. Na początku mojej kariery było to trudne, ale nadal trudno jest znaleźć dobrych partnerów, z którymi współpraca dobrze się układa długoterminowo. Jednak w skokach narciarskich jesteśmy w całkiem niezłej sytuacji – mamy sporą oglądalność, wielu ludzi interesuje się naszym sportem, a stadiony przyciągają liczną widownię. Jest to więc dobre z punktu widzenia marketingu i myślę, że skoczkowie mogą być wdzięczni za możliwość rywalizacji w takim sporcie.

SkokiPolska.pl: Rozmawialiśmy o zmianach w skokach narciarskich, ale wygląda na to, że podejście sportowców do rywalizacji również się zmieniło. Dni „złych chłopców”, takich jak Lars Bystøl czy Harri Olli, którzy pili sporo alkoholu lub wpadali często w kłopoty podczas sportowej kariery – wydaje się, że to już za nami. Czy uważasz, że dzisiejsi skoczkowie traktują ten sport poważniej, czy tylko bardziej dbają o swój wizerunek?

Martin Schmitt: Dobre pytanie (śmiech). Myślę, że ogólnie rzecz biorąc, być może wszystko stało się bardziej profesjonalne. Pamiętam, że za moich czasów również byliśmy profesjonalistami, Adam Małysz także był bardzo profesjonalny, i może to było dla nas dodatkowym atutem w tym czasie. Ale oczywiście też mieliśmy takich „złych chłopców” (śmiech). Wynika to jednak poniekąd z charakteru tego sportu, jest on ryzykowny. Skoki narciarskie są na swój sposób wyjątkowe. Oczywiście w dzisiejszych czasach myślę, że wszyscy są ostrożniejsi. Sportowcy nie mogą wychodzić wieczorami, ponieważ każdy ma telefon z aparatem i nieważne, gdzie jesteś, możesz zostać sfotografowany lub sfilmowany. Z tego względu w dzisiejszych czasach trudniej jest być młodym sportowcem.

SkokiPolska.pl: Skoro poruszyliśmy temat skoczków z przeszłości, minęło już około 20 lat, odkąd rosyjski skoczek Valery Kobelev miał bardzo niebezpieczny upadek w Planicy. Pisano wtedy, że skontaktowałeś się z nim i zapłaciłeś za leczenie, którego potrzebował. Czy możesz nam opowiedzieć coś na ten temat? Czy byliście później w kontakcie?

Martin Schmitt: Zgadza się, w tamtym czasie przekazałem pewną kwotę także we współpracy z moimi sponsorami. Wiedzieliśmy, że musimy mu pomóc, a jemu udało się potem wrócić na skocznię. Obecnie nie mam z nim jednak kontaktu i nie wiem, co u niego. Jeszcze przez kilka lat rywalizowaliśmy ze sobą w Pucharze Świata i fajnie było widzieć go zdrowego. To był straszny wypadek i oczywiście wszyscy byli zszokowani, ale w tamtym czasie zdarzało się wiele poważnych upadków. Oczywiście to także sprawiało, że o tym dużo myślałem – ogólnie o sporcie oraz o ryzyku, które wszyscy podejmujemy.

SkokiPolska.pl: Pozostając w temacie pomocy w kwestiach zdrowotnych, od wielu lat zasiadasz w zarządzie fundacji na rzecz leczenia raka u dzieci. Czy nadal angażujesz się w pracę dla tej organizacji i na czym ona polega?

Martin Schmitt: Tak, nadal jestem zaangażowany i wciąż staram się zbierać pieniądze dla fundacji poprzez organizację różnych eventów, a także odwiedzam dzieci. Myślę, że to dobra rzeczy i robię to już od jakichś dwudziestu lat. Bardzo cieszę się, że mogę okazać wsparcie.

SkokiPolska.pl: Przez całą karierę miałeś opinię wymarzonego zięcia…

Martin Schmitt: Teraz nim jestem (śmiech).

SkokiPolska.pl: …dla każdej teściowej. Czy wtedy popularność wśród dziewcząt utrudniała ci życie i pracę? Czy mocno odczuwałeś swoją popularność?

Martin Schmitt: Nie myślę o tym za dużo, po prostu żyję i jestem ze swojego życia i historii zadowolony. Oczywiście czasem zdarza się, że ktoś mnie rozpoznaje kiedy robię zakupy albo idę na spacer. Wtedy chwilę rozmawiamy, robimy, sobie zdjęcie, i to jest w porządku. Cieszę się, że w 99% przypadkach ludzie są mili, doznałem bardzo niewielu nieprzyjaznych spotkań. Myślę, że w przypadku piłkarzy bywa nieco inaczej, więc jestem bardzo zadowolony z tego, jak jest.

SkokiPolska.pl: W takim razie w ramach ostatniego pytania – na kogo byś postawił jako zwycięzcę nadchodzącego Turnieju Czterech Skoczni?

Martin Schmitt: To trudne, ale oczywiście Kobayashi jest jednym z pretendentów. Jednak zawalczyć może także polska drużyna! Kamil Stoch wciąż ma wszystko, aby pozostać jednym z najlepszych skoczków na świecie, a Dawid Kubacki również jest zawodnikiem, który może wygrać Turniej.

SkokiPolska.pl: A jeżeli chodzi o Mistrzostwa Świata w lotach narciarskich?

Martin Schmitt: Tutaj postawiłbym na Markusa Eisenbichlera.

SkokiPolska.pl: A kto będzie zwycięzcą łącznej klasyfikacji Pucharu Świata?

Martin Schmitt: Powiedziałbym Kobayashi.

SkokiPolska.pl: Dziękujemy bardzo za rozmowę.

 

W projekcie uczestniczyli: Anna Libera, Julia Piątkowska, Łukasz Szymura, Jarosław Poloczek i Anna Trybuś
źródło: informacja własna

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram