Kamil Stoch: „W trudnych momentach jestem w stanie wydobyć z siebie to, co najlepsze”

Kamil Stoch (fot. Julia Piątkowska)

Kamil Stoch (fot. Julia Piątkowska)

Po pierwszej serii pucharowego konkursu w Wiśle nic nie wskazywało na to, że Kamil Stoch znajdzie się w ścisłej czołówce. Finałowy atak z dwunastego na trzecie miejsce pozwolił jednak Polakowi na wywalczenie 67. podium w karierze. – Cieszę się, bo równie dobrze po jednym dobrym skoku mogłem wylądować poza trzydziestką – skwitował loteryjne warunki na skoczni im. Adama Małysza.

 

Pierwszy skok na odległość 118 metrów, Stoch oddał przy dość słabym wietrze pod narty (0,22 m/s) w porównaniu do reszty rywali. To sprawiło, że zajmował dopiero dwunastą pozycję. W finale aura nieco bardziej wspomogła 32-latka, z czego ten umiejętnie skorzystał. Ze 126,5 metrowym skokiem awansował o dziewięć pozycji i znalezienie się na najniższym stopniu podium. –  Ten drugi skok był solidny, natomiast coś mi w nim nie zagrało, bo można było zrobić coś lepiej. W życiu bym nie przypuszczał, że skok ten da mi podium. Pierwszy skok wydawał mi się super, z niego byłem bardzo zadowolony, ale koniec końców wylądowałem poza dziesiątką – komentował na gorąco.

Zawodnik z Zębu zwrócił jednak uwagę, że w tak loteryjnych warunkach wietrznych nie można się było nastawiać na walkę o konkretne lokaty: – Nie można się było skupiać na wynikach, odległościach, ani gonieniu miejsc. Najważniejszym punktem koncentracji było tylko to, żeby skoczyć normalnie, na ile się potrafi, nie próbować nic przedobrzać. Cieszę się, że po dwóch dobrych skokach wylądowałem na podium, bo równie dobrze po jednym dobrym skoku mogłem wylądować poza trzydziestką – skwitował po wywalczeniu swojego piątego indywidualnego podium w Wiśle w dotychczasowej karierze.

Tuż przed skokiem Stocha w pierwszej serii, poważny upadek przytrafił się Piotrowi Żyle. Wiślanin schodził z zeskoku z zakrwawioną twarzą. Czy taka sytuacja zadziałała dekoncentrująco? – Widziałem to. Widzę co dzieje się dokoła, ale nie koncentruję się na tym. Myśli są skupione tylko wokół mnie samego i tego, co mam za chwilę zrobić – zapewnił lider biało-czerwonych i dodał: – Na pewno to kwestia doświadczenia i treningu. Dobrze, że właśnie w takich bardzo trudnych momentach jestem w stanie wydobyć z siebie to, co najlepsze.

Trzykrotny mistrz olimpijski zapytany o ocenę inauguracyjnego weekendu w Wiśle, przyznał, że nie był to łatwy czas. – Nie wszystko układało się dla mnie super od początku. Piątek był dla mnie dość trudnym dniem, pozostawał niedosyt, nie mogłem znaleźć sobie dobrego czucia na najeździe. Wczoraj było już dużo lepiej, te skoki były naprawdę solidne. Dzisiaj znowu maleńki krok do przodu. To podium traktuję jako super nagrodę za wysiłek i wolę walki do samego końca. Jeżeli chodzi o mnie samego, to jednak oceniam ten weekend zdecydowanie na plus. Dwa miejsca na podium [w sobotę Polacy byli trzeci w drużynówce – przyp.red], czego chcieć więcej? Oczywiście można chcieć wygrywać, ale nie zawsze się da. Jeżeli chodzi o całokształt drużyny, to też można się doszukiwać pozytywów. Dawid skończył zawody na siódmym miejscu, dwóch w dziesiątce. Wiadomo, nie tak to sobie wszyscy wymarzyli, ale mamy jeszcze cały sezon. Ten weekend był zwariowany. Najważniejsze, żeby każdy wiedział co i jak może zrobić lepiej – zakończył.

 

notowała w Wiśle,
Julia Piątkowska

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram