Sensacyjne dyskwalifikacje w Ruce, Lindvik i Prevc spadli z podium już po konkursie!

Sepp Gratzer i Walter Hofer (fot. Julia Piątkowska)

Sepp Gratzer i Walter Hofer (fot. Julia Piątkowska)

Dyskwalifikacje w skokach narciarskich to w sumie żadna sensacja, ponieważ restrykcje dotyczące sprzętu są naprawdę spore i czasem zdarzają się niedopatrzenia zawodników i sztabów szkoleniowych pod tym względem. Wykluczenia podczas sobotnich zmagań w Ruce przejdą jednak do historii. Po zakończeniu zmagań dwaj zawodnicy będący na podium, zostali ostatecznie przesunięci w dół stawki.

 

Robert Johansson (fot. Julia Piątkowska)
Robert Johansson (fot. Julia Piątkowska)

Sepp Gratzer zajmujący się kontrolą sprzętu skoczków był jednym z najważniejszych „bohaterów” sobotniej rywalizacji w fińskiej Ruce. Czy pozytywnym? Na to odpowiedzi będą z pewnością bardzo różne. Zazwyczaj przyzwyczajeni byliśmy do sytuacji, w których dyskwalifikacje dotykały zawodników z dolnej części tabeli, co nie wpływało na rezultaty w ścisłej czołówce stawki. Na to często narzekali też sami zainteresowani, czyli skoczkowie z teoretycznie słabszych ekip. Dzisiaj było zupełnie inaczej. A wszystko zaczęło się już w pierwszej serii.

Świetne skoki reprezentantów Norwegii, najpierw Johanna Andre Forfanga (137,0 m), a później Roberta Johanssona (138,0 m) pozwoliły podopiecznym trenera Alexandra Stoeckla na zajmowanie czołowych lokat. Jeszcze w trakcie trwania pierwszej rundy pojawiły się jednak komunikaty, że obaj „Wikingowie” zostali zdyskwalifikowani za kombinezony, których wymiary nie mieściły się w regulaminowych „widełkach”. Tym samym obaj musieli się pożegnać z występem w serii finałowej.

Marius Lindvik (fot. Julia Piątkowska)
Marius Lindvik (fot. Julia Piątkowska)

Warto podkreślić, że obaj zarówno Forfang, jak i Johansson oddali swoje próby w „cudownych” kombinezonach o białej barwie, które zgodnie z tym, co przyznawał sam szkoleniowiec Norwegów, są jedną z testowanych „broni” na początku zimy. Materiał, z którego są zrobione nowe stroje ma ponoć powodować lepsze noszenie i przynosić im dodatkowe metry w powietrzu. Jak się okazuje, te same kombinezony mogą balansować na granicy przepisów.

Finałowe rozstrzygnięcia, pomimo wykluczeniu dwóch mocnych zawodników, wydawały się być dla Norwegów i tak znakomite. Po drugie zwycięstwo w drugim konkursie tej zimy sięgnął Daniel Andre Tande (131,0 / 142,0 m), a drugą pozycję po świetnej finałowej próbie wywalczył młody Marius Lindvik (136,5 / 142,5 m). Kiedy trwały już przygotowania do ceremonii dekoracji najlepszej trójki, w której znalazł się również Słoweniec Peter Prevc (139,0 / 134,0 m) z pomieszczenia, w którym Sepp Gratzer dokonuje pomiarów sprzętu skoczków dobiegły zaskakujące wieści.

Peter Prevc (fot. Julia Piątkowska)
Peter Prevc (fot. Julia Piątkowska)

Zarówno Lindvik (który skakał akurat w czarnym stroju), jak i najstarszy z braci Prevc, również zostali zdyskwalifikowani za nieprzepisowe kombinezony i zamiast cieszyć się na podium, zanotowali lot w dół tabeli na lokaty pod koniec trzeciej dziesiątki. Z ich wykluczeń skorzystali natomiast Austriak Philipp Aschenwald (2. miejsce) i kolejny ze Słoweńców Anze Lanisek (3. miejsce). Ponadto w drugiej rundzie za nieregulaminowy strój dyskwalifikację zaliczył też Anze Semenic, który początkowo zajmował 8. lokatę.

Warto zauważyć, że dzisiaj dyskwalifikacje dotknęły ekipy wyraźnie wyróżniające się na początku zimowego sezonu Pucharu Świata. W tym gronie to jednak wyłącznie Norwegowie oficjalnie wspominali o testach nowych kombinezonów, które mają im dawać sprzętową przewagę nad rywalami. Być może i Słoweńcy w sezonie, w którym brak Mistrzostw Świata w Narciarstwie Klasycznym, czy Zimowych Igrzysk Olimpijskich, chcą sporo czasu przeznaczyć na próby technologicznych nowinek, które w przyszłości pozwolą na odskoczenie „reszcie świata”.

Nie można zapominać też o nowych butach polskiej ekipy, które wzbudzały sporą sensację przed i w trakcie Pucharu Świata w Wiśle. Obuwie produkowane w Polsce miało być dostosowane bardzo dokładnie i indywidualnie do każdego reprezentanta biało-czerwonych, jednak jak się okazało, wielkich wynikowych rewelacji póki co nie przyniosło. Być może największe fajerwerki trener Michal Doleżal wraz ze sztabem szkoleniowym przygotował na najważniejsze imprezy sezonu, czyli Turniej Czterech Skoczni i Mistrzostwa Świata w Lotach Narciarskich.

 

informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram