Eva Pinkelnig i Juliane Seyfarth komentują piątkowe skoki w Lillehammer. „Było wietrznie”

Eva Pinkelnig (fot. Julia Piątkowska)

Eva Pinkelnig (fot. Julia Piątkowska)

W piątkowy wieczór w Lillehammer, pomimo mocnego wiatru w plecy, skoczkinie miały możliwość oddania trzech prób, pierwszych w zimowym sezonie 2019/2020. Co mówiły o swoich pierwszych wrażeniach zawodniczki ze światowej czołówki? U progu zimy o swoich inauguracyjnych skokach i formie opowiedziały jedne z najstarszych zawodniczek w stawce, Eva Pinkelnig oraz Juliane Seyfarth.

 

Seyfarth: „Wiało mocno w plecy”

Juliane Seyfarth (fot. Julia Piątkowska)
Juliane Seyfarth (fot. Julia Piątkowska)

Podczas zeszłorocznej inauguracji sezonu zimowego, która również miała miejsce w Lillehammer, dość niespodziewanie triumfowała Niemka Juliane Seyfarth. Wówczas był to przedsmak świetnego sezonu zwieńczonego trzecim miejscem w klasyfikacji generalnej. Podczas piątkowych prób 29-latka specjalnie jednak nie zachwycała. W treningach zajmowała 30. i 11. miejsce po skokach na 97 i 121 metrów. Podczas kwalifikacji 113-metrowa odległość dała jej awans do konkursu z odległej 29. pozycji.

Nie skakało mi się najlepiej. Wiało mocno w plecy, a to zawsze sprawia mi nieco trudności. Popełniłam też kilka błędów, które muszę poprawić przed sobotnim konkursem. Mimo tego, bardzo lubię skocznie w Lillehammer. To właśnie tutaj sięgnęłam po moje pierwsze zwycięstwo w karierze. Cieszę się, że mogę tu być i liczę na to, że jutro pokażę lepsze skoki – powiedziała nam Seyfarth.

 

Pinkelnig: „Jestem silna, pewna siebie i gotowa na zimę”

Bardziej zadowolona ze swojego występu była Austriaczka Eva Pinkelnig. 31-letnia zawodniczka, która swój pierwszy skok na nartach w życiu oddała dopiero w wieku 24 lat, przebojem wdarła się do kadry swojego kraju. Teraz jest jednym z najmocniejszych ogniw swojej drużyny. W treningach w Lillehammer plasowała się na 22. i 10. miejscu po skokach na 99,5 i 114 metrów. Najlepiej poszło jej w kwalifikacjach, podczas których 123,5 metrowy skok dał jej wysoką 7. lokatę.

Skocznie w Lillehammer (fot. Martyna Ostrowska)
Skocznie w Lillehammer (fot. Martyna Ostrowska)

Było wietrznie, ale jury wykonało kawał dobrej roboty, dzięki czemu mogłyśmy oddać trzy skoki, dwa w seriach treningowych i ten kwalifikacyjny. Już nie mogę się doczekać sobotniego konkursu. Mam nadzieję, że będziemy skakać jeszcze dalej. To miejsce jest magiczne! Stawałam tutaj na podium, ale oprócz wspaniałych wspomnień sportowych, muszę przyznać, że bardzo lubię to miasto, tutejsze jedzenie i atmosferę. W Lillehammer czuję się prostu wyśmienicie – mówiła pełna entuzjazmu Austriaczka.

W nadchodzącym sezonie chcę się po prostu dobrze bawić. Zeszłej zimy osiągnęłam więcej, niż ktokolwiek się po mnie spodziewał, dlatego teraz cokolwiek się wydarzy, będzie dodatkiem do tego, co już wypracowałam. Czuję się dobrze, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Jestem silna, pewna siebie i gotowa na zimę. Nie mogę się doczekać tego sezonu, niech zabawa trwa – dodała ze śmiechem szósta zawodniczka Pucharu Świata w poprzednim sezonie.

Czy to właśnie te dwie doświadczone zawodniczki w czasie rozpoczynającej się zimy odegrają kluczowe role w żeńskiej rywalizacji? Najlepszym przykładem na to, że wielkie sukcesy można osiągać przeżywając kolejną sportową młodość jest 36-letnia Austriaczka Daniela Iraschko-Stolz, dla której startujący właśnie sezon, będzie 19. w jej bogatym sportowym dorobku.

 

korespondencja z Lillehammer,
Martyna Ostrowska

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram