Konsekwencje poważnego upadku Markenga. Norwegowie obawiają się zerwania więzadeł!

Thomas Aasen Markeng (fot. Bartosz Leja)

Thomas Aasen Markeng (fot. Bartosz Leja)

Pech nie opuszcza norweskich skoczków narciarskich! Podczas niedzielnego konkursu groźnie wyglądający upadek zanotował Thomas Aasen Markeng. Według wstępnych informacji nie można wykluczać nawet zerwania więzadeł w kolanie.

 

Thomas Aasen Markeng (fot. Julia Piątkowska)
Thomas Aasen Markeng (fot. Julia Piątkowska)

19-letni skoczek miał niemal wymarzony początek sezonu w Pucharze Świata. Po 22. miejscu w Wiśle, 10. w Ruce i 5. w Niżnym Tagile wydawało się, że jest na fali wznoszącej. W pierwszej serii indywidualnych zmagań w Klingenthal, tuż po wylądowaniu przydarzył mu się jednak nieszczęśliwy upadek. Norwegowi przy prędkości około 100 km/h rozjechały się narty, po czym jego lewe kolano mocno się wykrzywiło, a on sam runął na zeskok.

Markeng nie zdołał się podnieść o własnych siłach i już po chwili były przy nim służby medyczne, które położyły go na noszach. Reprezentant Kraju Wikingów został przetransportowany karetką do szpitala, w którym zostały mu wykonane pierwsze niezbędne badania. Lekarze szczęśliwie wykluczyli urazy kostne, jednak póki co nie wiadomo, czy ucierpiały więzadła w kolanie. To typowa „kontuzja skoczka”, która zazwyczaj wyklucza sportowców na kilka długich miesięcy z jakichkolwiek treningów, nie mówiąc nawet o rywalizacji na skoczni.

Jak poinformował Norweski Związek Narciarski, Thomas Aasen Markeng przejdzie szczegółowe badania, a dokładnie rezonans magnetyczny, już po powrocie do Oslo. Dzisiaj w kraju dowie się zatem, jak poważny jest uraz, którego nabawił się w Niemczech.

Daniel Andre Tande (fot. Julia Piątkowska)
Daniel Andre Tande (fot. Julia Piątkowska)

Przypomnijmy, że ostatnie tygodnie 19-latka z Vingrom koło Lillehammer obfitują w przeróżne, mniej, lub bardziej zaskakujące wydarzenia. O ile dobre skoki mistrza świata juniorów może nie są wielką niespodzianką, to deportacja z Rosji była dla niego sporym przeżyciem. Przypomnijmy, że Markeng po przylocie do Moskwy zorientował się, że nie przedłużył ważności paszportu i przez to musiał wrócić do Norwegii, aby te zaległości nadrobić. Podopieczny trenera Alexandra Stoeckla zdołał jeszcze wrócić do Niżnego Tagilu i zająć tam wysokie piąte miejsce.

Markeng został zapamiętany przez kibiców także przez niecodzienny upadek, który przydarzył mu się podczas mistrzostw świata w 2019 roku na skoczni w Innsbrucku. Tam Norweg nie zdołał wyhamować przed bandą okalającą zeskok, z impetem w nią uderzył i przekoziołkował wpadając do strefy dla mediów. Wówczas jednak nie było to tak poważne zdarzenie jak w Klingenthal.

Dodajmy, że jeszcze w piątek podczas treningów w Klingenthal ucierpiał z kolei ówczesny lider PŚ Daniel Andre Tande, który po przypadkowym uderzeniu przez nartę doznał bolesnej opuchlizny stawu skokowego. Norweg ledwo przebrnął kwalifikacje, podczas sobotniej drużynówki pauzował, a w niedzielę był w stanie wyskakać dopiero 18. lokatę. Musiał się zatem pożegnać z żółtym plastronem lidera na rzecz Japończyka Ryoyu Kobayashiego.

 

źródło: nrk.no / informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram