Dawid Kubacki po wygraniu kwalifikacji: „Widzę rezerwy, te skoki nie są idealne”

Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Dawid Kubacki podczas treningowo-kwalifikacyjnego dnia w Zakopanem zrobił to, do czego przyzwyczaił kibiców tej zimy. W pierwszy treningu był piętnasty, aby później dwukrotnie nie dać szans rywalom. Triumfator dwóch ostatnich konkursów w Titisee-Neustadt okazał się najlepszy również w rundzie kwalifikacyjnej skacząc 140,5 metra. – Widzę rezerwy, te skoki nie są idealne – zapewnił po piątkowych próbach na Wielkiej Krokwi.

 

Kubacki po wygranych kwalifikacjach: „Widzę rezerwy”

Najpierw były treningowe skoki na 121,5 i 137,5 metra. W kwalifikacjach było już 140,5 metra. Tylko w pierwszej piątkowej serii Kubacki musiał uznać wyższość innych rywali. – Kolejny dzień w biurze, całkiem udany, chociaż trochę nie grzeją w tym biurze, bo strasznie zimno. Kwalifikacyjny skok był poprawny, fajny. Cieszę się, że pokazałem taką próbę, szczególnie po tej pierwszej treningowej, która była nie do końca dobra. Ucięli chyba wtedy progu ze dwa metry – powiedział ze śmiechem, po czym dodał: – Widzę też pewne rezerwy, bo te skoki na pewno nie są idealne.

Od początku kapitalnej passy, podczas której podopieczny trenera Michala Doleżala ośmiokrotnie stawał na pucharowym podium, podkreślana jest wyjątkowa odporność psychiczna Kubackiego na presję. To coś, co w minionych sezonach nie było jego najmocniejszą stroną. – To jest jeden z elementów, który składa się na dobry skok, ale każdy z elementów jest ważny. Oczywiście jest próg, gdzie większość skoków się decyduje, jednak jak się dobrze do tego progu dobrze nie dojedzie, to się dobrze nie odbije, jak się dobrze nie odbije, to się nie poleci, i tak dalej. Każdy element musi dobrze ze sobą współgrać. Właśnie ta praca psychologiczna, nad własną mentalnością, powoduje, że podchodząc do zawodów jestem w stanie się skupić na swoim zadaniu, a nie na tym, co się dzieje wkoło skoczni – podkreślił, po czym dodał: – Osiągając kolejne sukcesy, człowiek sobie udowadnia, że to, co robi, robi dobrze, albo przynajmniej poprawnie. Na pewno to uspokaja, dodaje pewności siebie i w spokoju pracować nad kolejnymi elementami. Kiedy ta „baza” jest fajna, idąc na skocznię można dopracowywać te detale, które decydują o tym, czy się wygrywa, czy nie.

 

Rekordy, statystyki i rocznie? „Muszę pamiętać o rocznicy ślubu”

Jeszcze po wywalczeniu tytułu mistrza świata w Seefeld w zeszłym roku, skoczek z Szaflar przyznawał, że nie narzeka na nadmiar popularności i nie jest częstym gościem medialnych wywiadów. Tej zimy Kubacki wyraźnie wyszedł z cienia utytułowanego Kamila Stocha i zdecydowanie częściej elementem jego obecności na skoczni jest styczność z wieloma dziennikarzami. Jak na to reaguje? – Nie przeszkadza mi to. Mamy ustalone jasne zasady. Spotykamy się po konkursach, kwalifikacjach, czy na konferencjach prasowych, kiedy jest na to czas. Wtedy możemy dyskutować. A kiedy jest czas na odpoczynek, to jest czas na odpoczynek. To jest fajnie wyważone, bo mam czas żeby się zregenerować i odpocząć, ale mam też czas, żeby pogadać przed kamerami. Wtedy staram się odpowiadać na tyle możliwie prawdziwie, na ile umiem – zapewnił.

Kubacki wielokrotnie podkreślał też, że nie za często spogląda w statystyki i nie przykłada wielkiej wagi do rekordów. Zapytany o to, czy pamięta, który indywidualny pucharowy występ zanotuje w niedzielę w Zakopanem, odparł ze śmiechem: – Od zeszłego roku przykładam już wagę do rocznic… bo o rocznicy ślubu muszę pamiętać.

 

Drużynówka? „Zawsze walczy się o zwycięstwo”

Zanim jednak odbędzie się konkurs indywidualny na Wielkiej Krokwi, dziewięć ekip zmierzy się w sobotnim konkursie drużynowym. Polskę reprezentować będzie Piotr Żyła, Kamil Stoch, Dawid Kubacki, a także Jakub Wolny. Szczególnie nominacja dla tego ostatniego jest sporym zaskoczeniem, ponieważ 24-latek w kwalifikacjach zajął odległe 57. miejsce. Jak do rywalizacji zespołowej podchodzi Kubacki?

To konkurs drużynowy, jednak jak w każdym innym, wszystko rozgrywa się po ostatnim skoku. Do samego końca trzeba walczyć. Ja nie jestem w stanie zrobić nic ponad to, co umiem. Tak samo reszta chłopaków. Ważne jest, żeby podejść do tego konkursu ze spokojną głową i cieszyć się skokami. Wierzę, że jutro również możemy schodzić ze skoczni z uśmiechami na ustach. Ja jestem optymistą, umiarkowanym. Oczywiście zawsze walczy się o zwycięstwo. Dopóki piłka w grze, to gramy – podsumował.

 

korespondencja z Zakopanego,
Bartosz Leja

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram