Piętnaście lat minęło… Pamiętne loty Romoerena i spółki w Planicy!

Bjoern Einar Romoeren (fot. Kata Deak)

Bjoern Einar Romoeren (fot. Kata Deak)

Kolejna okrągła rocznica mija od pamiętnego konkursu z 2005 roku. Właśnie wtedy na obiekcie do lotów w Planicy, padły odległości niesamowite, wykraczające poza ówczesne granice rozsądku. Na Letalnicy (K-185 / HS-215) główne role odegrało wielu zawodników, a jeden z nich szczególną, ustanawiając niepobity przez sześć kolejnych lat – nieoficjalny rekord świata.

 

Skocznia Letalnica w Planicy przed przebudową (fot. Jakub Mikulski)
Skocznia Letalnica w Planicy przed przebudową (fot. Jakub Mikulski)

W okresie przymusowego pobytu w domu, warto powspominać. W historii Pucharu Świata było już wiele konkursów magicznych, wyjątkowych i takich po prostu dziwnych. 20 marca 2005 roku w Planicy odbył się konkurs, który łączył te wszystkie cechy. Dlaczego tamten konkurs był zatem „dziwnym”, skoro z tak ogromnym sentymentem do niego wracamy? Ano dlatego, że trudno sobie wyobrazić takie zawody w obecnej erze Pucharu Świata. Pomijając fakt, że nie było przeliczników za wiatr i belkę, to nie zmienia faktu, iż jury pozwoliło wówczas sobie i skoczkom na wiele. Dyrektor Pucharu Świata Walter Hofer zaskoczył wtedy wszystkich, zaszalał, pokazując w zasadzie po raz pierwszy tak otwarcie drugą stronę oblicza. Niecodzienne było jednak to co się stało, aby odbył się taki konkurs, który teraz wspominamy latami.

Janne Ahonen (fot. Kata Deak)
Janne Ahonen (fot. Kata Deak)

Koniec sezonu 2004/2005. Od dawna było wiadomo do kogo trafi Kryształowa Kula. Janne Ahonen w zasadzie wygrał wszystko co było do wygrania, a nie byłoby nadużyciem stwierdzenie, że trofeum można było wręczać Finowi już po Turnieju Czterech Skoczni. Ahonen jechał do Planicy jako faworyt. Co prawda nie skakał tak błyskotliwie, jak na początku sezonu, ale nadal rozpalał wyobraźnie kibiców swoimi świetnymi skokami. Rozpalił i odpalił też wtedy – 240 metrów! Jak się okazało kilka lat później, „Maska” skakał… na dużym kacu po zakrapianej imprezie. Nie zmienia to faktu, że był to rezultat niebotyczny, a każdy z nas się zastanawiał podczas jego lotu „gdzie on będzie lądował”. Wyręczył nas Włodzimierz Szaranowicz, niejako wyjmując nam z ust, to co wtedy wielu z nas myślało. Jednak to tylko jeden z kilku bohaterów tego pamiętnego konkursu.

Matti Hautamaeki (fot. Jakub Mikulski)
Matti Hautamaeki (fot. Jakub Mikulski)

Chwilę wcześniej skakał Romoeren, pamiętam ten skok jakby miał miejsce dzisiaj. Zresztą któż nie, chyba każdy fan skoków dołączy się do moich słów. Norweg odpalił petardę. 239 metrów, odległość niebotyczna. Wynik niepobity przez kilka lat. Nikt na starej Letalnicy nie ustał dłuższego lotu, a taki mógłby być bardzo niebezpieczny. Był to festiwal odległości, a Romoeren pokazał swoją klasę, bo przecież był wybornym lotnikiem. Panowie, którzy zmieniali tabliczkę z rekordami pod skocznią, tego dnia nie nadążali. Co chwila ktoś latał daleko, za rozmiar skoczni, a na skoczni rozbrzmiewała skoczna piosenka kapeli Avseniki. Wyczyn Romoerena był ostatnim (jak dotąd) nieoficjalnym rekordem świata ustanowionym właśnie na słoweńskiej Letalnicy. Od 2011 roku niedoścignione są marzenia Słoweńców, aby takie loty pod górę Triglav powróciły. To, co światu zaprezentował jednak latający Norweg, nikt mu nie odbierze. Zapisał się jako ten, który tego dnia skakał najdalej, jako ten, który mimo, że wygrał i bez tego i tak byłby chyba największym bohaterem.

Bjoern Einar Romoeren (fot. Bartosz Leja)
Bjoern Einar Romoeren (fot. Bartosz Leja)

Konkurs był niesamowity. W dwóch seriach – pierwszej i drugiej, aż ośmiu skoczków przekroczyło 230 metr. W zasadzie każdy skok… lot, był za punkt konstrukcyjny. Pierwsza dziesiątka regularnie latała za 220. metr, bijąc się w drugiej serii o miano najlepszego. Tego dnia rekord świata ustanawiało (lub wyrównywało) czterech skoczków, uzyskując rezultaty poza granicę bezpieczeństwa i rozsądku. Zaczął Tommy Ingebrigtsen (231 m), następni byli Bjoern Einar Romoeren (234,5 m), Matti Hautamaeki (235,5 m), aż w końcu po raz drugi Romoeren (239 m). Gdyby nie upadki, tych rekordów byłoby więcej. Świetnych prób nie ustali przecież w drugiej serii Ingebrigtsen (236 m) oraz Ahonen (240 m).

„Planica, Planica snežena kraljica”. Ten utwór w 2005 roku rozbrzmiewał wyjątkowo często, bo i odległości jakie padały, były wyjątkowe. Był to konkurs przełomowy, na długo niezapomniany, taki, który przechodzi do historii. Takiego konkursu dawno nie było, obawiam się, że nie będzie. Tutaj rodzi się pytanie czy to było piękno skoków, czy skrajnie nieodpowiednie zachowanie jury i organizatorów? Zapewne prawda leży po środku, lecz tylko dzięki takim konkursom, magia skoków jest żywa i na długo zapamiętywana w głowach kibiców i samych skoczków, bo oni przecież kochają latać…

 

Michał Pasek,
informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram