Czy włoskie skoki są bliskie upadku? Kruczek: „Problemem jest zaangażowanie trenerów”

Andrea Morassi i Łukasz Kruczek (fot. Julia Piątkowska)

W ostatnich miesiącach wiele się mówi o włoskich skokach. Między innymi z powodu Sandro Pertlie, który już oficjalnie został nowym dyrektorem Pucharu Świata. Głośno stało się również za sprawą Federico Cecona, który postanowił odwiesić narty na kołku, kwitując dodatkowo, że włoskie skoki są blisko beznadziei. Czy rzeczywiście Cecon junior miał rację oceniając w taki sposób kondycję rodzimych skoków? Przekonajmy się.

 

Federico Cecon (fot. Julia Piątkowska)
Federico Cecon (fot. Julia Piątkowska)

O tym, że u Włochów nie dzieje się najlepiej, doskonale wiemy. Zakończony niedawno sezon mógł dostarczyć w Italii wiele rozgoryczenia. Włosi nigdy nie byli potęgą w skokach, jednak w całej historii Pucharu Świata, przewinęło się kilku zawodników, którzy potrafili zamieszać w czołówce. Pierwszym najlepszym przykładem, po który sięgniemy jest Roberto Cecon, czyli niegdyś bardzo solidny skoczek, a jednocześnie ojciec Federico, za sprawą którego stało się głośno. Junior nie przebierał w słowach krytycznie oceniając teraźniejszość skoków narciarskich w Italli. Potomek Cecona nigdy do wybitnych zawodników nie należał. Najlepszym dowodem jest chociażby brak jakiegokolwiek zdobytego punktu do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Jednak pozostawiając kwestie sportowe, w jednej sprawie nie możemy zaprzeczyć, bo przecież kto inny jak nie skoczek, ma prawo do oceny spraw organizacyjno-sportowych. Całą sytuację ocenił również były trener włoskiej kadry, Łukasz Kruczek, dla którego decyzja Cecona nie okazała się zaskoczeniem.

O zakończeniu kariery słyszałem od trenerów już jakiś czas temu. Choć trudno tu mówić o zakończeniu takim typowym. Z tego co słyszałem było to niejako wymuszone – stwierdził Polak.

 

Siła dwóch

Sebastian Colloredo (fot. Julia Piątkowska)
Sebastian Colloredo (fot. Julia Piątkowska)

Możemy być zgodni, że w przeciągu ostatnich kilkunastu sezonów, najlepiej u Włochów działo się w okresie organizacji igrzysk, które przypadły na 2006 rok. Od tego czasu wiele śniegu we włoskich Alpach stopniało, bo przecież od igrzysk w Turynie minęło już czternaście lat. Wtedy do włoskiej kadry pukali młodzi, perspektywiczni zawodnicy, którzy pod okiem dobrego trenera, znającego warsztat, mieli w przyszłości odegrać ważną rolę w Pucharze Świata. Kadencja Hannu Lepistoe trwała do igrzysk, a pod jego skrzydłami pierwsze godne odnotowania rezultaty zaliczał duet Sebastian ColloredoAndrea Morassi.

Oni przez kolejne sezony ciągnęli wózek z napisem „włoskie skoki”. Pojawiali się inni zawodnicy, jednak zawsze pozostawali w cieniu dwóch liderów kadry. W międzyczasie Włochów prowadziło wielu trenerów, próbując wykrzesać maksimum umiejętności z ciągle młodych skoczków. Najbardziej pamiętnym wynikiem była z pewnością trzecia lokata Morassiego w styczniu 2007 roku w Oberstorfie. Włoch stanął na podium, wyprzedzając m.in. Adama Małysza, czy Thomasa Morgensterna. Trenerem wówczas był Roberto Cecon, który poprowadził Italię po Lepistoe.

Kompleks skoczni w Predazzo (fot. Frederic Clasen)
Kompleks skoczni w Predazzo (fot. Frederic Clasen)

Kolejne lata to era Jakuba Jiroutka. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że był to dobrze wykorzystany czas. Do regularnego punktowania powrócili Morassi i Colloredo, którzy pod koniec kadencji Cecona, nieco obniżyli loty. Nic spektakularnego przez okres kilku sezonów się jednak nie wydarzyło, poza dość regularnym zdobywaniem punktów przez wymienioną dwójkę. Lata leciały, a w perspektywie czasu brakowało młodych talentów i następców liderów kadry.

Na mistrzostwach świata we włoskim Predazzo w 2013 roku, wiązano już pewne nadzieje z występem włoskiej kadry, a przynajmniej z jego męską połową. Stało się inaczej, a Włosi po raz kolejny byli tłem dla reszty zawodników. Drużynowo w składzie: Roberto Dellasega, Andrea Morassi, Davide Bresadola i Sebastian Colloredo zajęli ósme miejsce, co okazało się wynikiem na otarcie łez. Nieco lepsze nastroje panowały po pierwszym w historii konkursie mikstów, bo tam Włosi poprawili rezultat męskiej drużyny, plasując się ostatecznie oczko wyżej. W dużej mierze o wyniku decydowały skoczkinie, które w tamtym czasie prezentowały naprawdę przyzwoity poziom. Do duetu Morassi – Colloredo, dołączyła Elena Runggaldier i Evelyn Insam.

 

Era Kruczka

Łukasz Kruczek (fot. Bartosz Leja)
Łukasz Kruczek (fot. Bartosz Leja)

Polski szkoleniowiec okazał się towarem eksportowym, którym mogliśmy się chwalić. Podczas wieloletniej współpracy z polskimi skoczkami, Łukasz Kruczek mógł przedstawić bogate w sukcesy CV. Wybrał kierunek nieoczywisty, bo Włochy, które wydawały się popadać w coraz większy kryzys. Objął drużynę Italii w 2016 roku, czyli w czasie stopniowego, ale wyraźnego regresu. Nie tylko sportowego, bo coraz więcej mówiło się o infrastrukturze i kiepskim stanie obiektów, chociażby w Pragelato. Przypomnijmy, że to właśnie te skocznie służyły w 2006 roku, jako arena zmagań olimpijskich. Skocznie wypadły z kalendarza zawodów międzynarodowych, stając się powoli nieco zapomniane. Jednym z powodów pojawiających się problemów i takiego stanu rzeczy, było niewykorzystywanie ich potencjału, co w konsekwencji nie generowało przychodów umożliwiających utrzymanie kompleksu w należytym stanie. Dodajmy, że obiektami konkurującymi we Włoszech są te w Predazzo, które ze względu na historię były mocnym konkurentem i mogły w pewnym stopniu przyczynić się do powstania tej sytuacji. Słowa wydaje się potwierdzać Łukasz Kruczek, który w podobnym tonie ocenił sytuację.

Andrea Morassi (fot. Bartosz Leja)
Andrea Morassi (fot. Bartosz Leja)

We Włoszech skocznie to Predazzo. Są jeszcze malutkie w Cusiano oraz Val Gardenie – to wszystko. W ubiegłym sezonie, otwarte po wielu latach oczekiwania zostały mniejsze skocznie w Predazzo. Jednak włoscy skoczkowie często korzystają z obiektów za granicą, w słoweńskiej Planicy lub austriackim Innsbrucku – przyznał szkoleniowiec opiekujący się aktualnie polską kadrą kobiet.

Pierwsze występy Włochów w sezonie zimowym 2016/2017 to starty bez jednego z liderów, Morassiego. Ten postanowił zakończyć karierę w 2016 roku, tuż po zakończeniu sezonu zimowego. Samodzielnym liderem stał się Colloredo. Pierwsze starty zimą to w większości Puchar Kontynentalny. Po nieudanej inauguracji sezonu przez Colloredo, został on odesłany do niższej ligi. Miało to przynieść „oskakanie” i pewność siebie podczas ponownej konkurencji z najlepszymi. Jeszcze w tym samym sezonie, polski trener mógł mieć okazję do zadowolenia. Podczas loteryjnego konkursu Turnieju Czterech Skoczni w Innsbrucku, 29-latek wskoczył do pierwszej dziesiątki. Jednak w późniejszej części sezonu, Włoch nie poszedł za ciosem. Uzyskany rezultat był w zasadzie powolnym końcem jego kariery. W kolejnych sezonach Colloredo, zaledwie trzykrotnie zdobył punkty do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Dyrektor Pucharu Świata Sandro Pertile (fot. FIS)
Dyrektor Pucharu Świata Sandro Pertile (fot. FIS)

Wraz z pojawieniem się Kruczka, do poważnego skakania wkroczył Alex Insam. Młody skoczek miał być wielką nadzieją włoskich skoków. Już w debiutanckim sezonie Kruczka, Włoch odpalił, zdobywając srebrny medal mistrzostw świata juniorów. Na bazie sukcesu kontynuował sezon z niezłym rezultatem. Pod koniec sezonu pojawił się w konkursach w Skandynawii i Planicy, a na Letalnicy udowodnił swoje umiejętności w lataniu szybując 232,5 metra. Kolejne dwa sezony niestety okazały się równią pochyłą. Zarówno Insam, jak i starzejący się Colloredo byli jedynie tłem dla międzynarodowej konkurencji. Pojedyncze zrywy formy, notował młody Włoch, jednak to wydawało się poniżej oczekiwań trenera, jak i samego zawodnika. Ostatecznie Kruczek pożegnał się z Włochami po sezonie 2018/2019, a jego miejsce zajął dotychczasowy asystent… Andrea Morassi.

Młodych zawodników widać, nie można powiedzieć, że ich nie ma. Moim zdaniem dużym problemem jest sposób finansowania oraz zaangażowanie trenerów w pracę. Oczywiście są jednostki, które próbują, ale nie mają wielkiego wsparcia, potrzebnego do osiągnięcia sukcesu – zaznacza Kruczek i dodaje: – Sytuacja jest ciężka. Skoki włoskie w hierarchii związku narciarskiego są na samym końcu. Finansowanie jest bardzo minimalne.

Zakończony niedawno sezon 2019/2020 był klęską Włochów. Żaden zawodnik nie zgromadził choćby punktu do klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, co jeszcze kilka sezonów temu było nie do pomyślenia. Ewidentnie Morassi zaliczył spory falstart, narażając się na uzasadnioną krytykę. Federico Cecon komentując poziom sportowy włoskich skoków (szczegóły >>>) z pewnością się nie mylił. Włosi zaliczyli sportowy „zjazd” największy od lat. Jednakże czy słowa nie były zbyt mocne? Spoglądając na Włochów, widać młodych skoczków, którzy dopiero zaczynają przebijać się do zawodów wyższej rangi, wciąż jest pełen potencjału Insam… Kolejny sezon może okazać się kluczowy. Zarówno dla kariery zawodniczej Alexa Insama, trenerskiej Andrea Morassiego, jak i ogólnej przyszłości włoskich skoków narciarskich. Czy to, że „na czele” męskich skoków w roli dyrektora Pucharu Świata stanie teraz Sandro Pertile, może dać Italii jakikolwiek pozytywny impuls? – Nie ma i nie powinno mieć znaczenia. Pozycja Sandro powinna być neutralna. On w tym momencie jest przedstawicielem Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS), a nie Włoch – skwitował Łukasz Kruczek.

 

Michał Pasek, Bartosz Leja,
źródło własne

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram