NORWEGOWIE, CZYLI AUSTRIACKI PRZEPIS NA SUKCES

Alexander Stoeckl fot. K.Duda

Norweska drużyna skoczków narciarskich jest na pewno jedną z najsilniejszych ekip w obecnych skokach narciarskich. Kiedy tylko któryś z zawodników z kadry narodowej będzie w niedyspozycji trener może zastąpić go niemniej utalentowanym podopiecznym z kadry młodzieżowej. Norwedzy wiele lat pracowali aby dojść do obecnego stanu rzeczy i osiągać takie sukcesy. Mieli swoje wzloty i upadki, pracowali pod wodzą różnorakich szkoleniowców aby wreszcie osiągnąć zamierzone cele.

 

Kiedy w 2011 roku z prowadzenia kadry zrezygnował Mika Kojonkoski norweski związek rozpoczął gorączkowe poszukiwania jego zastępcy. Zdania były podzielone. Niektórzy sądzili, że nikt nie będzie w stanie zastąpić wielkiego Fina i nikt inny nie poprowadzi tak dobrze drużyny. Inni zaś, uważali, że już najwyższy czas na zmiany, na wprowadzenie nowości w każdym aspekcie – szkoleniowym i technicznym. Całe środowisko z uwagą przyglądało się tym poszukiwaniom. Władze związku wybrały w końcu dwóch kandydatów, między którymi miało się wszystko rozstrzygnąć: wieloletniego asystenta Kojonkoskiego – Geir Ole Berdahla oraz trenera austriackich juniorów – Alexandra Stoeckla. Zdecydowano się na tego drugiego, który za czasów pracy Kojonkoskiego w austriackiej kadrze był jego asystentem.

Już w pierwszych dniach swojej pracy radykalnie zmienił system szkolenia. Upodobnił go trochę do tego austriackiego, który jak wszyscy doskonale wiemy przynosi rewelacyjne rezultaty. Powiew świeżości wyszedł Norwegom na dobre. Intensywne treningi w lecie według nowych zasad przyniosły efekty, których chyba nawet sam Stoeckl się nie spodziewał. Już na początku sezonu 2011/2012 Anders Bardal pokazywał, że będzie trzeba się z nim liczyć, lecz dopiero później ukazał, że to nie były tylko mrzonki. Wygrywał konkurs za konkursem, regularnie pojawiał się na podium. Poza nim także inni udowadniali, że austriacka szkoła zdała egzamin. Po wieloletniej dominacji drużyny Alexa Pointnera to wreszcie Norwegowie zaczęli wygrywać konkursy drużynowe jednocześnie sprawiając Austriakom wiele trudności.

Późniejszy, niefortunny upadek Toma Hilde jakby jeszcze bardziej zmobilizował drużynę Wikingów do walki. Pozbawieni jednego z głównych filarów zespołu musieli szukać jego zastępcy w kadrze juniorskiej. Wtedy jak asa z rękawa, Stoeckl zaprezentował młodziutkiego Andersa Fannemela, który już na swoich pierwszych występach w Pucharze Świata lądował w pierwszej dziesiątce. Był to bardzo dobry wybór, postawił na niego również w konkursie drużynowym w Willingen podczas FIS Team Tour, gdzie Norwegia wywalczyła pierwsze miejsce.

Poza Fannemelem, Austriak postawił na innych, młodych zawodników między innymi na Andreasa Stjernena czy Rune Veltę. Ten drugi okazał się czarnym koniem podczas Mistrzostw Świata w lotach, gdzie większość spodziewała się na podium „pewniaków” Andersa Bardala czy Johana Remena Evensena, który niestety zakończył swoją karierę tuż przed mistrzostwami. Velta zaskoczył wszystkich zajmując drugą lokatę, ustępując miejsca tylko Robertowi Kranjcowi.

Na podkreślenie udanego sezonu Anders Bardal triumfował w klasyfikacji generalnej, zdobywając Kryształową Kulę. Lekki niedosyt pozostawiło 4. miejsce w konkursie drużynowym MŚ w lotach, jednak ogólnie można powiedzieć, że sezon 2011/2012 w skokach narciarskich należał do Norwegów.

To niezwykle duży sukces dla Alexandra Stoeckla jako szkoleniowca, że w niespełna rok potrafił doprowadzić drużynę praktycznie na sam szczyt. Jak sam mówił na początku współpracy, ogromnym sukcesem będzie dla wszystkich jeżeli utrzyma się taki poziom jaki pozostawił Mika.

Większość jego zmian i poprawek zdało egzamin, zaskakując jego samego jak i całą narciarską społeczność. Zawodnicy, choć niektórzy tylko parę lat od niego młodsi, wyrażają się o nim pełni szacunku i podziwu. Także i on zachwala współpracę z Norwegami: „Czuję się tu już jak w domu. Współpraca przebiega świetnie. Wszyscy działają w zgodzie i wspierają mnie. To wspaniałe uczucie. Norwescy skoczkowie to bardzo zżyta grupa. Dzięki temu spędzamy razem dużo czasu. Oczywiście trzeba być ostrożnym, ponieważ w skokach narciarskich liczy się jednostka, a przesadne spoufalanie może ograniczyć indywidualną osobowość zawodnika. Jednak przyznam, że to przyjemna odmiana usiąść razem po posiłku, rozmawiać, śmiać się i żartować, przy czym nikt nie odchodzi od stołu i nie wraca do swojego pokoju.” – mówi z entuzjazmem szkoleniowiec.

Zapewne jest jeszcze zbyt wcześnie aby przesadnie wychwalać Stoeckla, spokojnie jednak można powiedzieć, że wniósł on dużo dobrego do skandynawskiej drużyny i w jakimś stopniu ją zmienił.

Zobaczymy, czy także w nadchodzącym sezonie współpraca norwesko-austriacka będzie równie owocna jak dotychczas, i czy będziemy mogli oglądać zawodników z tej drużyny równie mocnych, a nawet silniejszych niż ubiegłej zimy.

Źródło: informacje własne / skiforbundet.no

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram