Polacy – drużyna na medal

zakopane2013teampodium

Jakże ciężki czas przeżywają teraz fani zimowego szaleństwa wracając do swoich rzeczywistości: dom, praca, studia. Polskie tournee w skokach narciarskich od Wisły do Zakopanego przeszło już do historii. Obecnym na konkursach pozostały wspomnienia, trudno w ogóle wyobrazić sobie kibica który wyszedłby po konkursach z Wielkiej Krokwi obojętny i znużony. Polscy skoczkowie dali nam podczas tamtego weekendu wiele powodów do uśmiechu, zadowolenia – pokuszę się o stwierdzenie, że tak mocnej drużyny „biało- czerwoni” pod Tatrami nie mieli nigdy w historii.


Mało kto spodziewałby się takiego obrotu sprawy. Odrodzenie Polaków po fatalnej inauguracji sezonu zostało potwierdzone już w Engelbergu i konkursach Turnieju Czterech Skoczni; gdybym jednak w typowaniach przedkonkursowych postawił, że nasi pokonają austriacki „dream team” i to zdecydowanie, zostałbym uznany za szaleńca i niepoprawnego optymistę. Podium wchodziło oczywiście w grę, ale raczej najniższy jego stopień, o który należałoby walczyć najpewniej z rosnącymi w siłę równie szybko Słoweńcami i młodymi, obiecującymi Niemcami. Dwa najwyższe miejsca rezerwowaliśmy dla skoczków Pointnera, którzy miejsce poniżej pierwszego uznają za wypadek przy pracy oraz podwójnie zmotywowanych po przykrym incydencie z Wisły zawodników norweskich.

Nie pamiętam, kiedy nasi skakali tak nakręceni i co ważniejsze – tak daleko. Piotr Żyła, Maciej Kot i Kamil Stoch lądowali z reguły w okolicach 130-stego metra, w większości swoich grup osiągając najdłuższe odległości. W przeliczeniu na indywidualne wyniki Stoch wygrałby w piątek konkurs, Kot byłby drugi, a Żyła czwarty! Prowadzenie po pierwszej serii z przewagą 25-ciu punktów(!) nad – i tu kolejna rewelacja- Słoweńcami, pozwoliło uwierzyć, że możemy walczyć o najwyższe cele także w drużynie, że przeciwnicy będą musieli się z nami liczyć, że deklaracje trenera Łukasza Kruczka na temat walki o medal na zbliżających się Mistrzostwach Świata w Predazzo nie były górnolotnymi słowami rzucanymi na wiatr. I choć można stwierdzić, że straciliśmy pewne prowadzenie, nie wyszedł nam skok – wolę powiedzieć: „mamy w zespole konkurencję, a ten skok wyjdzie na Mistrzostwach!”

Swoimi wyczynami na skoczni imienia Stanisława Marusarza, także w konkursie indywidualnym, polscy skoczkowie dali jasny sygnał bukmacherom – obniżcie kursy. Przed Predazzo typując „biało-czerwonych” na podium zgarniemy zdecydowanie mniejszą sumę niż kiedykolwiek wcześniej. To nie jest marzycielstwo, to jest już jeden z prawdopodobnych scenariuszy.

 

Łatwo jednak nie będzie, atrybut „własnej skoczni” został wykorzystany maksymalnie, z konkurencji nie odpadli przecież Norwegowie, mocni zawsze i wszędzie będą Niemcy. Choć nie poszła im drużynówka (Hilde ratował się przed upadkiem, trójka Freitag, Wellinger, Wank skakała raczej przeciętnie niż dobrze) to już następnego dnia Skandynawowie obsadzili dwa najwyższe miejsca w konkursie indywidualnym zabierając naszemu Stochowi trzecie zwycięstwo na Wielkiej Krokwi.

 

Nam pozostaje wierzyć, że drużyna Łukasza Kruczka nie zatrzyma swojego „marszu w górę”, który trwa na dobre od miesiąca. Cieszmy się, że trener ma pole wyboru i co równie ważne dwóch zawodników z aspiracjami na pierwszą piątkę, a tym samym na medal. O podobnej sytuacji w której „biało-czerwoni” aspirowaliby do walki o medale, nawet za najlepszych czasów Adama Małysza mogliśmy tylko pomarzyć.

Bartłomiej Chudy

 

 

 

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram