Roman Koudelka o treningowych zmianach, celach na przyszłość i… finansowych kłopotach

Roman Koudelka, fot Julia PiątkowskaPo sezonie 2013/14 mało kto spodziewał się, że Roman Koudelka kiedykolwiek wybije się ponad przeciętność, jednak kolejne zimy pokazały, jak mylne były te przewidywania. I choć pod skrzydłami Richarda Schallerta Czech zajął niższe miejsce w klasyfikacji generalnej niż rok temu, wierzy w swój potencjał. Nie omijają go jednak finansowe problemy…

 

Roman Koudelka, fot. Julia Piątkowska
Roman Koudelka, fot. Julia Piątkowska

Nie tylko polscy skoczkowie treningi do kolejnego sezonu rozpoczęli wyjątkowo wcześnie – w ich ślady poszedł Roman Koudelka, trenujący od zeszłego roku pod okiem rodaka Horngachera. Dlaczego Czech miał tak mało odpoczynku po wyczerpującej zimie, którą zakończył na 11. miejscu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata? – Teraz pracujemy nad siłą, by później skupić się na technice i fazie lotu, która w minionym sezonie sprawiała największe problemy tłumaczy skoczek z Łomnicy nad Popelką, który spędza na siłowni dwie godziny dziennie, wykonując ćwiczenia mające wzmocnić nogi – przede wszystkim przysiady z obciążeniem. Choć wielu zawodników obecnie przebywa na posezonowych urlopach, 26-latek popiera wczesne rozpoczęcie przygotowań.

Taki mechanizm pojawia się dopiero drugi raz. Chociaż przedostatnia zima była bardzo dobra, to pod koniec traciłem siłę w nogach – późniejszy powrót do treningów powodował, że następnie wszystko było wykonywane zbyt szybkowyjaśnia pięciokrotny zwycięzca pucharowych zawodów, który mimo napiętego grafiku znajdzie również czasu na urlop, bowiem kolejne ćwiczenia są przewidziane dopiero 25 kwietnia, co dało 26-latkowi 10 dni wolnego. W tym czasie podopieczny Schallerta gra w siatkówkę czy golfa, a także spędza czas z żoną, która w lipcu urodzi dziecko, którego płci przyszli rodzice nie chcą publicznie ujawnić.

Roman Koudelka, fot. Julia Piątkowska
Roman Koudelka, fot. Julia Piątkowska

Sezon 2014/15 skoczek naszych południowych sąsiadów zakończył na 7. miejscu w klasyfikacji generalnej, notując na swoim koncie cztery pucharowe triumfy. Mimo tego, że ostatnio udało się wygrać tylko w Wiśle, a końcowa lokata była o cztery „oczka” niższa, 26-latek wierzy w rezultat treningowych zmian wprowadzonych przez szkoleniowca. – Musiałem coś zmienić, by dotrzeć na sam szczyt, wcześniej pod koniec zimy brakowało mi energii. Teraz podążamy właściwą drogą. Ten rok był „pusty”, jeśli chodzi o imprezy najwyższej rangi, dlatego postanowiliśmy wykorzystać go na innowacje w treningu, a przed- i posezonowe testy wykazały najlepsze rezultaty w całej mojej karierze. Wszystko wymaga czasu i cierpliwości, a ja chcę być wśród sześciu najlepszych skoczków na świecie – wyjawia swoje plany Czech na łamach rodzimego dziennika Dnes.

Richard Schallert i jego asystent Jaroslav Simek, fot. Julia Piątkowska
Richard Schallert i jego asystent Jaroslav Simek, fot. Julia Piątkowska

Niestety, ostatnimi czasy Czesi borykają się ze sporymi problemami finansowymi związanymi z brakiem generalnego sponsora, o których głośno było jeszcze w listopadzie 2015 roku. Wówczas to ze współpracy wycofały się dwie strategiczne firmy – OMV oraz Adidas, które wspierały skoczków od wielu lat (OMV od 2004 r., Adidas od 2008 – więcej TUTAJ >>>). Choć włodarze rodzimego związku liczyli, że sytuacja szybko się unormuje, do dziś nie uległa zmianie, a Roman Koudelka w trakcie sezonu dalej wydawał na przygotowanie własne pieniądze.

Żyję ze skoków, ale miniona zima sporo mnie kosztowała. Pod koniec ponownie sam kupowałem kombinezony, z własnej kieszeni płaciłem też za benzynę, zakwaterowanie i wynajem skoczni w Austrii, ponieważ w Czechach nie miałem gdzie trenować. Wszystko kosztowało mnie 350 tysięcy koron (ok. 56 tysięcy złotych). Same nagrody wypłacane przez FIS dały mu 65 tys. franków szwajcarskich (ok. 235 tys złotych), więc Czech i tak zarobił znaczne sumy, jednak gdy wydawał własne pieniądze na przygotowania, nie był pewien rezultatów. – To inwestycja we mnie, jednak liczę, że w najbliższym czasie sytuacja ulegnie zmianie – wyraża nadzieję najlepszy reprezentant Czechów.

 

źródło: sport.idnes.cz / isport.blesk.cz

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram