Maciej Kot dla SP: „Skupiamy się na podstawach, by wdrożyć nowy tryb skakania” (WIDEO)

Maciej Kot, fot. Anna CisTrener Stefan Horngacher ma wnieść do polskich skoków nową jakość, a ta nadeszła wraz z pierwszymi wiosennymi treningami, które wielu skoczków wprawiły w osłupienie. Podziwu i zadowolenia nie kryje Maciej Kot, który powrócił do kadry A po roku przerwy, a o innowacyjnych metodach mów wprost: „To zmiana o 180 stopni”.

 

Stefan Horngacher, fot. Stefan Piwowar
Stefan Horngacher, fot. Stefan Piwowar

Zazwyczaj rozliczamy odchodzących trenerów, a ci przychodzący wlewają w serca sportowców i kibiców iskierkę nadziei. Nie inaczej jest w przypadku Macieja Kota, który nie ma żadnych zastrzeżeń do austriackich metod w polskich skokach. – Jak na razie wszystkie zmiany mi się podobają, jestem do nich przekonany, ale chyba największym zaskoczeniem były różnice w technice samego skoku i jego wykonania – to było dla nas dość szokujące, staramy się do tego przyzwyczajać – opowiada z nadzieją w głosie, a zapytany o różnice treningowe w stosunku do tego, co proponowali najpierw Kruczek, a później Maciusiak, dodaje: – To obrót o prawie 180 stopni w drugą stronę.

Technika techniką, ale jak pokazał miniony sezon, można sobie pomóc także nowoczesnym i dostosowanym do zawodnika sprzętem. Czy biało-czerwoni z pomocą Michala Dolezala, nowego eksperta od kwestii sprzętowych, poczynają już odpowiednie kroki w tym kierunku? – Zaczynamy testy, nie są to wielkie zmiany, bo na razie staramy się krok po kroku iść w kierunku optymalnego sprzętu dla każdego zawodnika. Na pewne elementy jeszcze czekamy, ale pomału zaczynamy trochę kombinować, pracować nad ulepszeniem kombinezonów, butów, wiązań – zdradza ze spokojem tajniki polsko-austriackiej myśli technologicznej.

Maciej Kot, fot. Julia Piątkowska
Maciej Kot, fot. Julia Piątkowska

Miniona zima Macieja Kota, choć bardziej udana niż ta z przełomu lat 2014/15, mogła przynieść pewien niedosyt. Na szczęście końcówka sezonu w wykonaniu reprezentanta AZS Zakopane przyniosła sporo pozytywnych wrażeń, zwłaszcza związanych z pobiciem życiowego rekordu w długości skoku. Jak marcowe emocje wpłynęły na podejście skoczka do kolejnych wyczerpujących treningów?  – Oczywiście, że było mi szkoda, że sezon się kończy. Wtedy, kiedy jest dobra forma, można skakać bez końca, ale to też dało mi pozytywny odpoczynek, bo głowa mogła się zrelaksować, nie martwiąc o przyszłość. Po drugie myślę, że z wyższego pułapu mogłem rozpocząć pierwsze skoki na igelicie, bo rzeczywiście, o tamtych próbach z Planicy nie zapomniałem. Dużo zmieniłem od tamtego czasu, ale pewne elementy, które były dobre, zostały zapamiętane – wyjaśnia syn byłego fizjoterapeuty polskiej kadry.

Maciej Kot, fot. Julia Piątkowska
Maciej Kot, fot. Julia Piątkowska

Skoro już mowa o pierwszych skokach na igelicie, nie wypadał o nie nie zapytać, a jak się okazuje, wszystko odbyło się ze spokojem i bez negatywnych niespodzianek. – Problemów nie było, ale była dość duża kontrola samego skoku, ponieważ pojawiło się sporo zmian. Miałem pewne trudności z techniką, ale ze skoku na skok starałem się je wyeliminować, dlatego na tę chwilę i ja, i trener jesteśmy zadowoleni z postępów i staramy się krok po kroku iść do przodu – podkreśla znany z ambicji młodszy z braci Kotów, który nie chce do końca ujawnić celów, jakie postawił sobie przed kolejnym sezonem. – Cele grupowe zostały nam przedstawione przez trenera, a moje indywidualne są zbieżne z tym, czego on oczekuje. Plan na lato nie został nam jeszcze przedstawiony w 100%. Na razie wiemy, jak mają wyglądać przygotowania, co później – z Letnią Grand Prix – nie wiemy, ale na razie nie musimy się nią przejmować, skupiamy się na podstawach, by jak najszybciej wdrożyć nowy pomysł na skakanie.

Wielka Krokiew, fot. Bartosz Leja
Wielka Krokiew, fot. Bartosz Leja

O ile jednak treningi przebiegają pomyślnie, to tego samego nie można powiedzieć o pracach remontowych na obiektach w Kraju nad Wisłą, zwłaszcza na Podhalu. A w końcu Wielka Krokiew będzie potrzebna… – W tej chwili brak dostępu do dużej skoczni to żaden problem, bo nie planujemy skakać na większych obiektach. Trenujemy na skoczni 70-metrowej, żeby pracować nad podstawami. Myślę, że bardziej potrzebny jest remont, i Wielkiej Krokwi, i Wisły Malinki, która pewnie będzie niedługo już czynna, bo zakres prac jest niewielki. Gorzej z Wielką Krokwią, która cały czas stoi nieruszona. To nas trochę martwi, ale nie jest problemem, bo kiedy przyjdzie czas, żeby skakać na większych skoczniach, to w pobliżu mamy choćby ośrodek w Planicy, który chyba jest ujęty w planach treningowych – zaznacza brązowy medalista MŚ w drużynie z włoskiego Predazzo.

 

 

korespondencja ze Szczyrku, Bartosz Leja

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram