Rozczarowanie czy brak perspektyw – co dalej z fińskimi skokami?

O trudnej sytuacji fińskich skoków narciarskich mówi się od dawna. Przed rozpoczynającym się sezonem trener Lauri Hakola przekonywał jednak o nadziejach, które widzi w swojej odmłodzonej kadrze, czego potwierdzeniem było 7. miejsce Antti Aalto w Wiśle. Konkursy rozgrywane w Ruce powinny pokazać więc potencjał kadry, egzamin ten został jednak przez fińskich skoczków oblany.

 

Finowie przystępowali do konkursów Pucharu Świata w Ruce w ośmioosobowym składzie: Antti Aalto, Andreas Alamommo, Kalle Heikkinen, Niko Kytosaho, Niko Loytainen, Jarkko Maatta, Eetu Nousiainen oraz Frans Taehkaevuori. Młoda w większości niedoświadczona kadra nie dawała nadziei na pozytywne rezultaty. Dobrze zapowiadający się po Wiśle Antti Aalto, który tydzień temu osiągnął życiowy sukces plasując się na 7. miejscu, co było jego najlepszym osiągnieciem w karierze sobotni konkurs zakończył na 32. pozycji, w niedzielę sklasyfikowany został jedno miejsce dalej. Jarkko Maatta, który na koniec inauguracyjnych zawodów w Wiśle był 45., w Finlandii spisał się niewiele lepiej. Pierwszy indywidualny konkurs skończył pechowo jako 31., a w niedzielę był 29. Pozostali zawodnicy skakali niezauważeni, błysnął tylko Eetu Nousiainen – 47. w niedzielę.

W osiąganiu dobrych rezultatów nie pozwoliły również warunki pogodowe. – To był zły skok, nie było w nim siły ani rotacji, trudno się dzisiaj latało. Jestem rozczarowany, ale jutro kolejna szansa – skomentował w sobotę Aalto. Podobne odczucia miał dzień później Jarkko Maatta, również niezadowolony ze swojego występu – Skoczyłem zdecydowanie za mało, to nie był dobry skok. Sam Lauri Hakola był zawiedziony, spodziewał się więcej po swoich podopiecznych. – Nie poszło nam dobrze. Treningi wyglądały pozytywnie, nie można było jednak przewidzieć co wydarzy się podczas konkursów. Cieszy jednak kwalifikacja Jarkko do drugiej serii – wyjawił na zakończenie zawodów trener w rozmowie z yle.fi.

Fińskie media oceniają weekend jako duże rozczarowanie, komentując szeroko przekładane kwalifikacje sobotniej odsłony zawodów i powstałe przez to zamieszanie. Organizacja Pucharu Świata na Rukatunturi to ostatnio drogi wydatek dla Fińskiej Federacji Narciarskiej. Odwoływane i przesuwane treningi, kwalifikacje, a w końcu serie konkursowe to olbrzymie straty finansowe. Dyrektor wykonawczy tamtejszej federacji narciarskiej Mika Kulmala przyznał, że odwołanie imprezy w sezonie 2015/16 kosztowało ich około 500 tys. euro, z czego część wydatków ostatecznie zwróciła się po przeniesionym konkursie do Lahti. Wówczas problemem Kuusamo był brak osłon wiatrowych i kłopoty z chłodzeniem najazdu. Po zakończonym sezonie na obiekcie zamontowano siatki przeciwwietrzne, które w teorii umożliwić miały rozgrywanie zawodów mimo trudnych warunków pogodowych.

Jak doświadczenie pokazało dodatkowe elementy nie przyniosły zamierzonych skutków i to wciąż wiatr rozdaje karty podczas zawodów w Kuusamo. Prognozy na przyszłe sezony nie zapowiadają się optymistycznie, choć Kulmala przekonuje, że organizatorzy robią wszystko, aby poprawić warunki na skoczni. – Jeśli nie będziemy mogli rozgrywać konkursów w Finlandii to straty będą ogromne. Mówimy tutaj o utracie setek tysięcy kibiców. Wszystko, co próbujemy zrobić, to tego uniknąć – tłumaczy w rozmowie z Ilta Sanomat. Konkurencja jest jednak duża, do terminarza Pucharu Świata chce bowiem powrócić czeski Liberec czy austriacki Bad Mittendorf.

W Fińskiej Federacji Narciarskiej znaleziono jednak receptę na sukces i dostrzeżono co stanowi problem słabych wyników kadry, a osiągniecie Aalto w Wiśle jest tylko tego potwierdzeniem, jak uważa Tommi Nikunen, były trener skoczków. – Największą wadą fińskich skoków narciarskich jest fizyka, a częściowo waga, mobilność i poziom umiejętności. W końcu te rzeczy zostały potraktowane poważnie – pochwalił Nikunen. – Silny nacisk kładziony jest teraz na przygotowanie fizyczne, a sam zespół przyznaje, że ich forma odbiega od światowego poziomu. Teraz idziemy w dobrym kierunku, co umożliwiło fińskim skoczkom konkurowanie na wysokim poziomie – przekonuje.

Dodatkowym ogniwem motywującym do dalszej pracy ma być również współpraca z Janne Ahonenem, który ma być jednym z doradców Lauri Hakoli i ma wprowadzić do drużyny pozytywną atmosferę oraz chęć działania. Na sukcesy Finów trzeba będzie jednak trochę poczekać. Ten sezon liczony jest przede wszystkim na ciężką pracę i wyrównanie poziomu z innymi reprezentacjami. – Kadra ma potencjał. Szczególnie Antti Aalto, który ma przed sobą jednak długą drogę. Podstawy są w porządku, ale trzeba wiele pracy. Ważne, żeby teraz utrzymał się na poziomie skoków z Wisły – skomentował Ahonen dla telewizji YLE. Praca nad powrotem nie jest bowiem łatwa i dopiero prawdopodobnie przyszły sezon zweryfikuje i pokaże czy zmiany w Fińskim Związku Narciarskim przyniosą tak długo wyczekiwane efekty. Następnym przystanek Pucharu Świata w Niżnym Tagile będzie kolejnym sprawdzianem dla fińskich skoków narciarskich.

 

Agnieszka Żarnowiecka,
źródło: yle.fi / is.fi / hs.fi / informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram