Dawid Kubacki o Horngacherze: „Dla nas przyszłość jest pewna”

Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Trwający sezon zimowy już jest dla Dawida Kubackiego najlepszy w dotychczasowej karierze. Indywidualnie zawodnik z Szaflar sześciokrotnie wskakiwał na podium, we włoskim Predazzo zdołał też wygrać pierwszy konkurs Pucharu Świata. Podczas Mistrzostw Świata na skoczniach w Innsbrucku i Seefeld, 29-latek powalczy o poprawienie życiowych rezultatów sprzed dwóch lat z Lahti, gdzie dwukrotnie zajmował ósmą pozycję.

 

Podczas dwóch środowych serii treningowych, reprezentant klubu TS Wisła Zakopane kręcił się w okolicach czołowej dziesiątki. W pierwszej rundzie był właśnie dziesiąty po skoku na odległość 115,5 metra, a w drugiej zajął dwunaste miejsce uzyskując 120 metrów. W czwartej 28-latek nie pojawił się na skoczni, podobnie jak większość ekipy trenera Horngachera. – Zawsze dzień regeneracji się przydaje, zwłaszcza, że ostatnio trochę tych konkursów było. Skakania też, choćby w Willingen, było więcej niż co tydzień – podkreślił.

Na skocznię Kubacki powrócił już w piątek. Podczas serii próbnej 118-metrowa odległość pozwoliła mu zanotować czternasty wynik. Kwalifikacyjny skok na 114,5 metra przyniósł mu dopiero 24. miejsce. Awans do sobotniego konkursu Mistrzostw Świata na dużej skoczni w Innsbrucku oczywiście wywalczył, jednak aby jutro na Bergisel móc liczyć się w walce o czołowe lokaty, będą potrzebne znacznie dalsze skoki. – Pierwszy skok treningowy był trochę spóźniony, dlatego troszkę brakowało. Skok w kwalifikacjach był lepiej trafiony, w miarę dobrze technicznie wykonany, tylko ciężko było z tego odlecieć, bo powietrze i termika się zmieniła. Mam wrażenie, że w serii kwalifikacyjnej, końcówka nie trafiła z warunkami, bo nie było czuć tego wsparcia pod nartami. Myślę, że nie ma się czym martwić, bo z trenerem pogadamy sobie co i jak było i pracujemy dalej – ocenił Kubacki, który sam rzeczywiście musiał się zmagać z wiatrem w plecy rzędu 0,15 m/s, dodatkowo mając niską, 11. belkę startową.

Dodajmy, że dziś warunki atmosferyczne nie rozpieszczały skoczni w Innsbrucku, na której pojawiały się opady deszczu, które nie są mile widziane szczególnie ze względu na optymalne przygotowanie torów najazdowych i zeskoku. Jak polski zawodnik ocenił sytuację z punktu widzenia skoczka? – Nie widziałem żadnych problemów ze skocznią. To co dla nas jest istotne, czyli rozbieg, lądowanie, hamowanie – bez żadnych problemów, a więc skocznia jest przygotowana tak, jak powinna – zapewnił.

Przypomnijmy, że na słynnej tyrolskiej Bergisel, 4 stycznia rozgrywane już były zawody Turnieju Czterech Skoczni w ramach cyklu Pucharu Świata. Wówczas Dawid Kubacki zajął 18. miejsce. Wyżej w Innsbrucku plasował się tylko w 2017 roku, kiedy zajął 17. miejsce. Może właśnie podczas światowego czempionatu uda mu się odczarować ten obiekt? Byłoby to świetne podsumowanie tegorocznej współpracy z trenerem Stefanem Horngacherem, którego niemieckie media praktycznie już „mianowały” przyszłym szkoleniowcem tamtejszej kadry. Kubacki zapytany o to, czy szkoleniowiec z Austrii rozmawiał już z kadrowiczami na temat swojej przyszłości, odparł krótko: – Nie. Dla nas przyszłość jest pewna. Mamy sezon do końca marca i to jest nasza najbliższa przyszłość. Co się będzie działo później? Teraz nikt nad tym nie rozmyśla, bo nawet nie ma na to czasu.

 

korespondencja z Innsbrucka, Julia Piątkowska/Jarosław Poloczek

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram