Skokowy audyt cz. 3 – japońskie zawiłości

japonia

Po dominacji Ryoyu Kobayashiego w minionym sezonie japońskie informacje stały się tematem klikalnym w polskim internecie, tym bardziej że wciąż aktywny jest Noriaki Kasai, który funkcjonuje jako żywa legenda i też niezmiennie przyciąga uwagę kibiców. Warto więc wyjaśnić kilka kwestii systemowych, które dla Europejczyków wydają się kompletnie niezrozumiałe. Skokowa Japonia różni się wszystkim – systemem szkoleniowym, krajowymi zawodami i polityką startową.

Na początek warto jednak przypomnieć wyniki japońskich mistrzostw – złoto na skoczni normalnej (NH) zdobył Junshiro Kobayashi a na dużym obiekcie (LH) triumfował jego brat Ryoyu. Czołówkę obu konkursów z pewnością wszyscy już dobrze znają, więc żeby nie powielać tych informacji z pewnością ciekawsze będzie przyjrzenie się zestawieniu sumującemu sześć skoków – dwa kwalifikacyjne i cztery konkursowe. Najlepszą łączną notę uzyskał Ryoyu Kobayashi (757,9 pkt), który o zaledwie 0.6 pkt wyprzedził Takeuchiego. Trzeci wynik, ale już z większą stratą odnotował Keiichi Sato (720 pkt). Szóstkę uzupełnili Nakamura (709,9 pkt), Iwasa (706,7 pkt) i Junshiro Kobayashi (706 pkt).

Na uwagę zasługuje świetna lokata Keity Miyazaki (9.), który ze względu na specyfikę japońskiego systemu, znajduje się poza kadrą juniorów, a był w tej grupie wiekowej zdecydowanie najlepszy. O dużym postępie tego lata może też mówić 10. Masamitsu Ito. Kasai łącznie zanotował dopiero 11. notę ze względu na fatalny skok kwalifikacyjny na skoczni normalnej. Z negatywnej strony zaprezentowali się Mabuchi (37.), Tochimoto (35.) i Naito (21.). 34. wynik wyskakał 44-letni weteran Funaki.

Powyższe zestawienie zawiera ponadto zaznaczone podstawy powołań do poszczególnych składów (pkt GP 19 i PŚ 18/19), a także awans lub spadek w stosunku do zeszłorocznego opracowania z tego samego okresu. Jest również rubryka mówiąca, czy dany zawodnik ma prawo startu w PK, bo w japońskim systemie to prawo nie jest dożywotnie. Z tej właśnie przyczyny Shimizu nie ma japońskiego prawa startu w PK, gdyż nie punktował w poprzednim i obecnym sezonie w zawodach FIS. Tym samym nie może wystąpić w wewnętrznym sprawdzianie, na podstawie którego będzie ustalany skład na Puchar Kontynentalny w Sapporo.

Tego lata w mistrzostwach frekwencja była dosyć słaba – na skoczni normalnej wystąpiło 57 zawodników. a na dużej 55. W czołowej „30” takiego zbiorczego zestawienia zmieściło się zaledwie czterech juniorów – Miyazaki, Fujita, Nikaido i Takehana, a co więcej ostatni z nich jest zawodnikiem kombinacji norweskiej. To na pewno też specyfika japońskich skoków gdzie czynnych jest bardzo wielu seniorów w porównaniu do innych krajów. Na europejskim podwórku jedynie Norwegia może pochwalić się podobnym zapleczem seniorskim.

Znając już frekwencję i wyniki czas przejść do tematu powołań na pierwsze konkursy Pucharu Świata. W składzie znaleźli się bracia Kobayashi, Yukia Sato, Naoki Nakamura, Daiki Ito i Noriaki Kasai (w dalszej części tekstu będzie to tzw. skład podstawowy). W pierwszej kolejności trzeba zaznaczyć, że Puchar Świata odbywa się głównie w Europie i siłą rzeczy składy Japończyków muszą być mniej elastyczne. Pewne decyzje są podejmowane z wyprzedzeniem, a to nie sprzyja wybieraniu najsilniejszych zawodników. Druga bardzo ważna kwestia to rola główna szkoleniowca, czyli obecnie Hideharu Miyahiry. Polskie media nadają mu zbyt dużą autonomię i decyzyjność. Składy powołuje w rzeczywistości skokowy dyrektor na podstawie wytycznych federacji. Nie ma tu żadnej uznaniowości, jeśli wytyczne wprost nie dopuszczają takiej możliwości. Zdanie Miyahiry liczy się tylko wtedy kiedy wytyczne wprost pozwalają mu mieć własne zdanie, a w przypadku inauguracji PŚ nie dawały takich kompetencji. Trener dostaje zawodników z klubów i ma im po prostu pomagać w czasie europejskich wypraw.

Wracając do meritum, dla wielu kibiców wybór Kasaiego wydaje kontrowersyjny i wskazywałoby na to też początkowe zestawienie z mistrzostw. Zawodnicy jednak mieli świadomość, co decyduje o powołaniach, bo w poprzednim i w obecnym sezonie kryteria były identyczne. W pierwszej kolejności decydowały punkty Pucharu Świata 2018/19 a w gronie zawodników bez punktów decydowała zdobycz punktowa na Grand Prix 2019. Jedynym sposobem na rozbicie tego układu był złoty medal na dużej skoczni, bo mistrz kraju na LH miał obligatoryjne miejsce w Pucharze Świata. Jeśli Iwasa pokonałoby Ryoyu (nie brakło tak wiele), to wówczas wyrzuciłby ze składu Nakamurę (72 pkt PŚ), a Kasai (88 pkt) wciąż byłby niezagrożony. Idąc dalej tropem wytycznych, skład na pierwsze dwa konkursy PK powinien wyglądać następująco: K.Sato (13 pkt PŚ), Takeuchi (9 pkt PŚ), Iwasa (113 pkt GP), Tochimoto (17 pkt GP) i K.Ito (9 pkt GP).

Jak w takim razie wyrzucić Noraikiego ze składu w sytuacji, kiedy będzie w słabej formie? Wydaje się, że najprostsza droga jest w pierwszym periodzie zimy i później będzie to coraz trudniejsze, może nawet niemożliwe. Wytypowana do Wisły szóstka skoczy jeszcze w Ruce, Niżnym Tagile i Kingenthal. W Engelbergu natomiast ma wystartować skład, który wcześniej zaliczy Puchar Kontynentalny w Vikersund i Ruce (prawdopodobnie Iwasa, Takeuchi, K.Sato, Tochomoto, K.Ito). Być może dołączy do nich jeden zawodnik z drużyny podstawowej, bo federacja japońska zostawiła sobie taką furtkę. Jeśli więc ekipa kontynentalna nie wywalczy dodatkowego siódmego miejsca na drugi period PŚ poprzez PK (a w takim mocnym składzie szansę są jak najbardziej realne), to mają przed sobą jasny cel – najlepszy z nich w dwóch konkursach w Engelbergu musi zdobyć więcej punktów Pucharu Świata niż najsłabszy zawodnik składu podstawowego (w domyśle Kasai) w sześciu indywidualnych konkursach. Nie ma tutaj żadnej filozofii i pola do interpretacji i w Turnieju Czterech Skoczni wystartuje 6 (lub 7) najwyżej sklasyfikowanych Japończyków w Pucharze Świata. Żadne inne czynniki, wyłączając urazy czy kontuzje, nie są brane pod uwagę. Jeśli Kasai się w tej grupie nie zmieści, to nie będzie zmiłuj i wyleci ze składu, do którego bardzo trudno będzie mu wrócić – już rok temu ominęły go Mistrzostwa Świata w Seefeld bo według kryteriów był zawodnikiem nr 6 w kraju i nie pojechał do Austrii. Jak doskonale widać zawodnicy na japońskim zapleczu mają o co walczyć na początku sezonu i mają przed sobą jasny cel. Na pewno Takeuchi może czuć pewne rozgoryczenie, ale grudniowe plany startowe dają mu możliwość szybkiego powrotu do Pucharu Świata na stałe.

Japończycy wielokrotnie pokazywali swoje przywiązane do wcześniej ustalonego planu. Najbardziej znany przykład to Kasaya, który 48 lat temu wrócił do kraju po trzech wygranych konkursach TCS, gdyż tak wcześniej założono. W 2016 roku odpuścili MŚwL z uwagi na krajowe konkursy, a 2 lata temu Junshiro Kobayashi wrócił do kraju, będąc liderem Pucharu Świata i nie dostał szansy obrony pierwszej pozycji. W sezonie 13/14 skład na TCS miał wzmocnić Okabe, który wygrał zawody w Nayoro a powrót weterana okazał się niczym zderzenie ze ścianą – odpadł sześć razy w kwalifikacjach. Wydawałoby się, że pojechał za nazwisko, ale jednak podstawa jego powołania była w pełni racjonalna.

Podsumowując temat japońskich powołań, trzeba pamiętać o tym, że zawodnicy mają świadomość swojej sytuacji startowej. Nawet jeśli czują się pokrzywdzeni, to już od wiosny wiedzą co będzie decydowało, jaki będzie plan startowy i jaka jest ich pozycja w drużynie. System jest z jednej strony niesprawiedliwy, ale z drugiej strony przejrzysty i prosty. Na pewno nie ułatwia on jednak włączenia się do walki o Puchar Narodów. Mała elastyczność powoduje, że Takeuchi rok temu rozpoczął starty w PŚ będąc bez formy, a teraz nie dostał miejsca będąc w formie.

Podobnie ma się sytuacja ze składem na Puchar Kontynentalny. O tym, kto będzie dalej startował w drugiej lidze zdecydują punkty PK zdobywane zimą, więc jeśli cały skład będzie punktował, to wygryzienie kogoś przed PK w Sapporo może być dosyć problematyczne. W domyśle chodzi tutaj o Tochimoto, który na krajowych mistrzostwach zaprezentował się wręcz katastrofalnie, a wytyczne kwalifikują go na drugoligowe zawody. Szczególna na początku zimy będzie rola Iwasy, który jest bardzo blisko zwiększenia limitu startowego w Pucharze Kontynentalnym i swoimi dobrymi skokami może otworzyć miejsce szóstemu zawodnikowi z Japonii.

Kolejnym aspektem, który odróżnia Japonię od reszty skokowego świata, są krajowe zawody. Kilkanaście konkursów w sezonie w Sapporo, a także kilka mniejszych zawodów na innych obiektach (Hakuba, Nayoro, Myoko czy Kazuno) cieszy się zdecydowanie większym prestiżem niż lokalne konkursy w innych krajach. Nawet jeśli brakuje zawodników startujących w PŚ, to Japonia nie wysyła w czasie tych ważniejszych konkursów zaplecza na PK. Zdarzały się jednak dosyć często sytuacje, że najmocniejszy skład robił sobie przerwę od startów w Europie i występował na zawodach w kraju. Jeden z bardziej prestiżowych turniejów, a mianowicie HBC Cup rozgrywany systemem pucharowym, pozwala zwycięzcy na zarobienie miliona jenów, więc jest to zarobek na poziomie zwycięstwa w pojedynczym konkursie Pucharu Świata. Zawody są często biletowane i transmitowane przez najróżniejsze lokalne telewizje.

Ostatnią kluczową różnicą jest system szkolenia. O ile istnieje główna kadra juniorów, która ma centralne zgrupowania, to na tym podobieństwa z Europą się kończą. Pozostali zawodnicy muszą trenować w klubach powiązanych z ich edukacją albo w klubach zbudowanych przy konkretnych firmach. Jeśli chodzi o skoki narciarskie, to prym wiodą trzy kluby:

Megmilk Snow Brand Ski Team (przemysł mleczarski) gdzie trenują D.Ito, K.Sato, J.Kobayashi, YSato, K.Ito, Tochimoto, Shimizu i Harada. Trenerem jest Takanobu Okabe a dyrektorem Masahiko Harada.

Tsuchiya Home Ski Team (budownictwo) gdzie do sezonu przygotowują się Kasai, Ryoyu Kobayashi, Masamitsu Ito i Yuki Ito a nowym trenerem jest Richard Schallert.

Tokyo Biso Kogyo Ski Team (zarząd nieruchomościami) gdzie trenują Iwasa, H.Watanabe, R.Watanabe i Komaba a rolę szkoleniowców pełnią Norihiro Kanno i Yusuke Kaneko.

Pozostali zawodnicy, jeśli już się nie uczą to muszą liczyć na siebie tak jak Takeuchi, który założył TeamTaku albo na bogatych sponsorów, tak jak Naito, którego wspiera obecnie Hitachi. Nakamura z kolei rok temu bazował na crowdfundingu. Każdy pomysł na przetrwanie jest dobry. Jako ciekawostkę warto jeszcze dodać, że w Japonii można nawet mówić o rynku transferowym, a przykładem jest Daiki Ito, który 10 lat temu przeszedł z klubu Tsuchiya do Megmilka.

Szkolenie centralne w rozumieniu europejskim u Japończyków nie istnieje. Zdarzają się w sezonie zimowym zgrupowania najlepszych zawodników pod przewodnictwem głównego trenera, ale najczęściej są to już końcowe szlify do dużej imprezy.

To by było na tyle, jeśli chodzi o te największe różnice systemowe. Na zakończenie jeszcze bonus z minionych mistrzostw.

Porównanie konkursu tegorocznego i zeszłorocznego NHK Cup – oba na LH w Sapporo, oba z 10 belki, oba z podobnym wiatrem i w podobnym terminie. Zestawienie wyraźnie pokazuje, że poziom japońskiej czołówki wzrósł i się wyrównał. Rok temu dysproporcja była olbrzymia a teraz koledzy dociągnęli poziomem do Ryoyu. Trudno na tej podstawie o jakieś konkretne wnioski, ale wydaje się, że Japończycy jako drużyna powinni być mocniejsi.

Jeśli ktoś ma jakieś pytania, uwagi czy wątpliwości to może kontaktować się poprzez twitterowy profil. W przyszłości nie jest wykluczone uzupełnienie tego obszernego tematu.

 

Informacja:

LocalSJresults

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram