Tom Hilde dla SkokiPolska: „Jestem szczęśliwym gościem”

Zmienił dyscyplinę i profesję, ale wciąż pozostał tym samym wyluzowanym, szczerym i uśmiechniętym człowiekiem, jakiego znamy z Pucharu Świata. Tom Hilde, który rozstał się ze skokami narciarskimi w marcu 2018 roku, nie próżnuje i nie wybiera się na sportową emeryturę.

 

Martyna Ostrowska (SkokiPolska): Obecnie pracujesz z drużyną kombinatorów norweskich. Jaka jest Twoja rola w zespole?

Tom Hilde: Jestem trenerem skoków narciarskich w Oslo. Moim głównym zajęciem jest skupienie się na rozwoju tej części dyscypliny w oparciu o kwestie sprzętu, szczególnie kombinezonów.

 

Jak zrodził się pomysł, żeby po zakończeniu kariery skoczka zająć się pracą z kombinatorami?

Zawsze byłem i wciąż jestem wielkim entuzjastą sportu, więc to było dla mnie naturalne, że kiedy sam odwieszę narty na kołek, będę pomagał innym w osiągnięciu ich celów. Moim konikiem były i są oczywiście skoki. Teraz ściśle współpracuje z ekipą skoczków narciarskich w kombinacji norweskiej. Jestem naprawdę szczęśliwym gościem, że udało mi się to tak poukładać.

 

Jak dużo zmieniło się w Twoim życiu, kiedy przestałeś zawodowo uprawiać sport?

Szczerze mówiąc niewiele. Teraz mniej trenuję, ale za to więcej czasu poświęcam pracy, która wspaniałomyślnie też jest związana z moim sportem. To była główna zmiana. Poza tym wciąż obracam się w tym samym środowisku i spotykam tych samych ludzi. To sprawiło, że rezygnacja ze skoków nie była aż takim obciążeniem. Wciąż jestem na bieżąco.

 

Śledzisz wyniki kolegów z kadry narodowej?

Oczywiście, tym bardziej, że nieustannie mam kontakt z trenerami od skoków. Wspólnie analizujemy kwestie sprzętowe czy zagadnienia związane z techniką. Ściśle współpracujemy z zespołem skoczków narciarskich w Oslo. Podglądamy ich codzienną pracę i czerpiemy z ich wiedzy, ponieważ są od nas po prostu lepsi. Fajnie, że mamy taką możliwość, dzięki nauce na ich doświadczeniu, możemy zajść naprawdę daleko.

 

Daniel-Andre Tande świetnie rozpoczął sezon zimowy. Podejrzewałeś, że po zeszłej wyboistej zimie, tak dziarsko wkroczy do Pucharu Świata?

Nie spodziewałem się tego, ale z drugiej strony wcale nie jestem zaskoczony jego dalekimi i stylowymi skokami. On nie pokazał jeszcze swojego najwyższego poziomu, wciąż stać go na lepsze skoki. Teraz spisuje się świetnie, ale kiedy osiągnie swoją topową dyspozycję, to sezon może być dla niego fenomenalnie dobry.

 

Na kogo jeszcze stawiasz tej zimy?

Robert Johansson… On nas jeszcze w tym sezonie nie raz pozytywnie zaskoczy! Uważam, że mocni będą również Marius Lindvik, który już pokazał, że stać go na bardzo dalekie skoki, a także Thomas Aasen Markeng. To młody zawodnik, ale wygląda na to, że na stałe zagościł w reprezentacji. Jeśli utrzymają ten poziom przez całą zimę, mogą być naprawdę groźni. Cała drużyna jest dobrze przygotowana i to nie będzie niespodzianką jeśli inny z chłopaków wykręci dobry wynik w konkursie.

 

Zdarza Ci się czasem pomyśleć, co by było, gdybyś został przy skokach trochę dłużej?

Nie mam takich myśli. Jako zawodnik podjąłem decyzję o zakończeniu przygody ze skokami i ten temat jest już zamknięty. Co innego, jeśli spytasz mnie o kwestie sportowe. Moja praca związana jest z moim ukochanym sportem, który uprawiałem przez ostatnie kilkanaście lat. To bardzo mnie cieszy i w tej formie będę chciał zostać przy skokach jak najdłużej. Robię to co lubię i to, co znam od podszewki. To świetna sprawa, nawet jeśli już sam nie wchodzę na górę skoczni, żeby skakać.

 

Jaki moment w Twojej karierze zapadł Ci najbardziej w pamięci?

Najlepszym wspomnieniem z czasów Pucharu Świata była zdecydowanie moja wygrana w Bischofshofen. To było wspaniałe uczucie!

 

rozmawiała w Ruce,
Martyna Ostrowska

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram