Noriaki Kasai nie kończy kariery! „Nadal mogę dać z siebie wszystko”

Noriaki Kasai (fot. Przemek Wardęga)

Noriaki Kasai (fot. Przemek Wardęga)

Noriaki Kasai, który w tym roku skończy 48 lat, zapowiada, że nie zamierza odłożyć nart na bok. Choć przesympatyczny Japończyk z Shimokawy uchodzi za legendę skoków narciarskich, wydawałoby się, że po nieudanym sezonie 2019/20 Kasai zdecyduje się na „przejście na emeryturę” jako skoczek. 47-latek zapowiada jednak, że na razie nawet o tym nie myśli.

 

Zawodnik klubu Tsuchiya Home jest trzykrotnym medalistą olimpijskim (dwukrotne srebro wywalczone indywidualnie i w drużynie w Lillehammer w 1994 r. oraz brąz zdobyty w drużynie w Soczi w 2014 r.), siedmiokrotnym medalistą mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym (ostatni wywalczony medal w konkursie mieszanym w Falun w 2015 r.), a także mistrzem świata w lotach narciarskich z Harrachova (1992 r.), gdzie również odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata.

 

Japońska legenda

Noriaki Kasai (fot. Stefan Piwowar)
Noriaki Kasai (fot. Stefan Piwowar)

W Pucharze Świata zadebiutował w Sapporo w 1988 roku, gdzie zajął 31.miejsce, a swoje pierwsze punkty w zawodach tej rangi zdobył rok później w Lake Placid, gdzie udało mu się wskoczyć do pierwszej „dziesiątki” najlepszych. W dotychczasowej karierze legendarny zawodnik z Japonii stanął 63 razy na podium, w tym 17-krotnie na jego najwyższym stopniu.

Oprócz imponujących wyników, Kasai jest rekordzistą wśród skoczków, ponieważ jego wieloletnie wyczyny zapisały się na kartach Księgi Rekordów Guinessa. Chodzi o liczbę występów w zawodach Pucharu Świata (559 – 502 indywidualnie i 57 drużynowo), liczby edycji Pucharu Świata, w których uczestniczył (27 sezonów) czy liczby zajętych miejsc w pierwszej „trzydziestce” (428). Niewątpliwie liczby te robią imponujące wrażenie, jednocześnie potwierdzając jak „długowiecznym” sportowcem jest Noriaki Kasai.

Fakt, że ostatnie miejsce na podium PŚ (trzecia lokata uzyskana w Planicy w 2017 r.) zdobył w wieku 44 lat budzi wielki szacunek nie tylko u kibiców, lecz także wśród młodszych kolegów „po fachu”. Wielu z nich nie było jeszcze na świecie, gdy Japończyk odnosił swoje pierwsze sukcesy. Choćby ostatni zdobywca Kryształowej Kuli, Austriak Stefan Kraft, urodził się w 1993 roku, kiedy Kasai miał już na swoim koncie cztery pucharowe wygrane oraz tytuł mistrza świata w lotach. W trakcie trwania jego kariery wielu skoczków postanowiło odłożyć narty  ze względu zdrowotnych, słabych wyników, bądź też ze względu na wiek i chęć bycia zapamiętanym w świetle sukcesów.

 

Słabe występy Japończyka

Noriaki Kasai (fot. Stefan Piwowar)
Noriaki Kasai (fot. Stefan Piwowar)

W przypadku Japończyka jest inaczej. Ubiegłe sezony w jego wykonaniu są zupełnie nieudane. Ostatnie punkty zdobyte podczas zawodów Pucharu Świata odnotował w Planicy 2019 roku gdzie zajął 19. miejsce, a w całym sezonie 2018/19 zdobył jedynie 88 punktów, co dało mu 42. pozycję klasyfikacji generalnej.

Następny sezon był jeszcze słabszy. Występy Kasaiego na początku sezonu nie zachwycały (brak kwalifikacji w Wiśle, Ruce, Niżnym Tagile i Sapporo, ponadto 45. miejsce w Niżnym Tagile, 33. w Klingenthal i 36. w Sapporo). To sprawiło, że Japończyk po raz pierwszy od 25 lat nie wziął udziału w Turnieju Czterech Skoczni, a w kolejnej części sezonu gościł jedynie w Pucharze Kontynentalnym, gdzie również nie odnosił większych osiągnięć.

 

Wciąż chce skakać

Mimo słabych występów, Noriaki Kasai nie ma zamiaru się poddawać i wciąż pragnie cieszyć się sportem. W wywiadzie z Kawakami Takashi z portalu Hochi.news przyznaje: – Następny sezon będzie należał do mnie. Czuję, że nadal mogę dać z siebie wszystko, nawet jeśli zostanę pokonany – twierdzi skoczek, który 6 czerwca będzie świętował 48. urodziny.

Noriaki Kasai (fot. Przemek Wardęga)
Noriaki Kasai (fot. Przemek Wardęga)

Zazwyczaj po zakończonym sezonie treningi japońskich skoczków rozpoczynają się w kwietniu, a w maju odbywa się zgrupowanie dla całej kadry. W tym roku plany mogą ulec zmianie w związku z trudną sytuacją na świecie związaną z pandemią koronawirusa. Mimo to, Japończyk cały czas stara się dbać o formę oraz swoje zdrowie. – Co można robić w tym trudnym czasie? Ciężko pracuję w domu, aby zadbać o moje ciało. Dlatego dużo biegam i trenuję moje mięśnie – przyznaje Kasai, który jednocześnie zdradza, jak jego rodzina dba o odporność w czasie pandemii. – Moja żona, która świetnie gotuje, codziennie przygotowuje posiłki bogate w czosnek, wpływający korzystnie na odporność.

Celem Japończyka jest udział w zimowym igrzyskach w Pekinie w 2022 roku, kiedy wybitny skoczek będzie miał prawie 50 lat. Nie tylko ma zamiar wystartować w zawodach, liczy też na świetne rezultaty. – Nie marnuję czasu i będę dalej walczył. Pragnę powalczyć o awans do kadry biorącej udział w Pucharze Świata – zapowiada zawodnik, dla którego przyszły sezon będzie 32. sezonem w międzynarodowej karierze.

 

Japońscy skoczkowie nie do zdarcia

Kazuyoshi Funaki (fot. Michitaro / CC BY-SA 4.0)
Kazuyoshi Funaki (fot. Michitaro / CC BY-SA 4.0)

Nie tylko przykład Kasaiego dowodzi długowieczności japońskich skoczków. Wielu fanów tej zimowej dyscypliny zapewne kojarzy nazwiska Okabe czy Funaki. Takanobu Okabe, który ma na swoim koncie srebro (Lillehammer 1994) i złoto olimpijskie (Nagano 1998), zakończył karierę w 2014 roku w wieku 43 lat. Jak sam wówczas stwierdził, był w stanie dalej oddawać skoki, lecz w jego opinii należało oddać pole młodszym zawodnikom, którzy byli coraz lepsi.

Jeśli chodzi o legendarnego Kazuyoshiego Funakiego, który jest trzykrotnym medalistą olimpijskim z Nagano 1998 (dwa złota i srebro), czterokrotnym medalistą mistrzostw świata (w tym złoto z Ramsau 1999) oraz mistrzem świata w lotach (Oberstdorf 1998), niewielu wie, że nadal jest on aktywnym skoczkiem. Co prawda od 2013 roku można go jedynie oglądać podczas zawodów krajowych, jednak niewątpliwie nie brak mu kondycji, aby oddawać skoki w wieku 44 lat. Poza startami w kraju, prywatnie jest… pracownikiem piekarni. To może zaskakiwać, jednak niewątpliwie jest to związane także z kryzysem systemu emerytalnego w Japonii, który po latach świetności zmusza nawet najlepszych zawodników do powrotu do pracy.

 

Niska popularność skoków w Japonii

Ryoyu Kobayashi (fot. Julia Piątkowska)
Ryoyu Kobayashi (fot. Julia Piątkowska)

Należy podkreślić, że w Kraju Kwitnącej Wiśni skoki narciarskie nie są zbyt popularną dyscypliną sportu, co można bez wątpienia zauważyć na trybunach podczas zawodów w Sapporo. Japończycy nie śledzą zawodów, które transmitowane są tylko i wyłącznie za pośrednictwem płatnych kanałów telewizyjnych, włączając w to również zawody organizowane w Sapporo.

Niska popularność wpływa na płace japońskich skoczków, którzy nie mogą liczyć się z tak wysokimi zarobkami ze strony sponsorów, jak choćby ci będący gwiazdami sportu w Europie. Z tego powodu, wielu japońskich zawodników, poza udziałem w zawodach w sezonie, prywatnie zajmuje się zupełnie inną profesją. Takim przykładem jest też Ryoyu Kobayashi. Utalentowany młody Japończyk, który ma na swoim koncie zwycięstwo w Pucharze Świata za sezon 2018/19, triumf w Turnieju Czterech Skoczni czy Raw Air, poza zajmowaniem się skokami narciarskimi, pracuje w korporacji budowlanej. Mimo, że jest znanym skoczkiem i choćby w Polsce ma wielu fanów, we własnej ojczyźnie szersza publiczność usłyszała o nim dopiero po spektakularnych zwycięstwach.

 

Karolina Lisiewicz
źródło: hochi.news / informacja własna

 

Komentarze

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Instagram