„NO i POLECIAŁO”: POWRÓT DO RZECZYWISTOŚCI, CZYLI LILLEHAMMER PO POLSKU

„NO i POLECIAŁO”: POWRÓT DO RZECZYWISTOŚCI, CZYLI LILLEHAMMER PO POLSKU

Kot Maciej Klingenthal fot.Andrzej Cienciala - "NO i POLECIAŁO": POWRÓT DO RZECZYWISTOŚCI, CZYLI LILLEHAMMER PO POLSKUZa nami kolejny weekend skoków narciarskich. Tym razem kawalkada skoczków i skoczkiń gościła w Lillehammer. Kto zaskoczył pozytywnie, a kto negatywnie? Zapraszam do lektury!

 

Przez ostatnie lata zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego, że początek zimowego sezonu skoków narciarskich wygląda jak pierwsze rundy walki bokserskiej, czyli mamy wzajemne badanie się przeciwników.

I wydawać by się mogło, że w tym roku też tak będzie. Jednak na przekór moim słowom drużyny zaskoczyły, zostawiając duże pole do popisu młodym skoczkom. Ile w tym szczęścia (warunki atmosferyczne), a ile w tym umiejętności? O tym powinniśmy się przekonać najprawdopodobniej podczas Turnieju Czterech Skoczni, czyli na przełomie roku 2013 i 2014.

Biegun Ziobro B.Leja - "NO i POLECIAŁO": POWRÓT DO RZECZYWISTOŚCI, CZYLI LILLEHAMMER PO POLSKUCo możemy wywnioskować po tym weekendzie w Lillehammer? Jeśli chodzi o Polaków to łatwo zauważamy, że szczęście Krzysztofowi Biegunowi przestało sprzyjać i nie udało się młodemu skoczkowi powiększyć swojego dorobku w klasyfikacji Pucharu Świata, o choćby jedno „oczko”. Można było łatwo dać się zwieść, że nagle Biegun „odpalił” i zacznie wszystko wygrywać. Zaczął się szum medialny, który zapewne też miał wpływ na postawę młodego zawodnika. W jego przypadku mamy do czynienia ze świetnym prowadzeniem skoczka na początku jego seniorskiej kariery. Bardzo dobrą decyzję podjął sztab szkoleniowy, wraz z głównym trenerem Maciejem Maciusiakiem, którzy zdecydowali o wycofaniu Krzyśka z kolejnych zawodów, począwszy od Titisee-Neustadt. Na jak długi okres? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Uniwersjada, która będzie powodem absencji byłego lidera Pucharu Świata ma mu wyjść na dobre. Odpowiednie prowadzenie zawodnika na tym etapie kariery i rozwaga to najważniejsze elementy tego wychowania. Warto dodać, że sztab nie dał się ponieść emocjom i w związku z wynikami wycofuje swojego podopiecznego. Za ten ruch, wielki plus.

Stoch Kamil oslo.zima fot.S.Piwowar - "NO i POLECIAŁO": POWRÓT DO RZECZYWISTOŚCI, CZYLI LILLEHAMMER PO POLSKUCo można powiedzieć o reszcie kadry? Kamil Stoch rozpędza się (miejmy nadzieję) jak lokomotywa z bajki Tuwima. Mimo słabych występów szczęście naszemu mistrzowi świata sprzyja. Dwukrotny awans do drugiej serii „tylnymi drzwiami” – spore szczęście, choć kosztem Bieguna w niedzielę. Nie mamy nic przeciwko takiemu rozwiązaniu jak w zeszłym sezonie. Lokomotywa o nazwie „Kamil Stoch” rozpędzała się na trasie „Kuusamo – Val di Fiemme” dosyć długo, ale gdy już się rozpędziła… Wszyscy pamiętamy.

Kolejną niewiadomą w naszej kadrze jest Piotr Żyła, a w zasadzie można do niego doliczyć też Macieja Kota. Widać „gołym okiem”, że obydwaj są w dobrej dyspozycji, brakuje im tylko regularności. Idealnie odwzorowują to konkursy sobotni i niedzielny. W sobotę to Kot uratował honor naszej drużyny (5. Miejsce – przyp. red.), zaś Żyła zakończył rywalizację w trzeciej dziesiątce. Natomiast w niedzielę role się odwróciły. Pierwsze skrzypce w naszej kadrze grał Żyła, który w pierwszej serii wskoczył na podium, ale że mamy również drugą serię, niestety z tego podium spadł. Kot niemal powtórzył sobotni wyczyn Piotra i też zakończył rywalizację w trzeciej dziesiątce. W takim wypadku ciężko o ocenę ich postawy, bo widząc skoki… czasami można mieć jednak mieszane uczucia. Są błędy, które sztab musi przeanalizować, ale tego co w głowie ma zawodnik trenerzy już nie wytrenują. W ten weekend któryś z naszych skoczków ratował honor. Stoch niemal identycznie, bo pod koniec drugiej dziesiątki.

Mietus.K Hula Zakopane S.Piwowar - "NO i POLECIAŁO": POWRÓT DO RZECZYWISTOŚCI, CZYLI LILLEHAMMER PO POLSKUPozostali Panowie? Stefan Hula bez formy. Na treningach są możliwości, a gdy przychodzi konkurs, wygląda jakby opadł z sił. Chcąc walczyć o wyjazd do Soczi, nie tędy droga. Ta reguła tyczy się również pozostałych naszych reprezentantów. Sztab będzie miał co robić, bo nie jest łatwo ocenić, gdzie uciekła ta dyspozycja nawet z Klingenthal. Chyba, że w przypadku wszystkich naszych skoczków był to przypadek? Czyżby przypadkiem była dobra forma części kadry i fatalna pozostałych?

W ten weekend dobitnie przekonaliśmy się, że „jedna jaskółka wiosny nie czyni”. Mam tu trochę na myśli nasze skoczkinie, o których już wystarczająco pisałem w moim debiutanckim felietonie, ale zwłaszcza naszych skoczków, którzy mogli narobić nam sporo nadziei po konkursie w niemieckim Klingenthal, a teraz jakby obniżyli loty. A że w miarę jedzenia apetyt rośnie…

 

Piotrek Więcławek

 

 

 

 

Podziel się: