„No i poleciało!”: Złoty chłopok z Zębu

„No i poleciało!”: Złoty chłopok z Zębu

Stoch Kamil J.Bodzianny - „No i poleciało!”: Złoty chłopok z Zębu

Jako 12-latek marzył o złocie olimpijskim i wcale się z tymi marzeniami nie krył. 14 lat później w znakomitym stylu zdobył upragnione złoto. Kamil Stoch – złoty „chodok” z Zębu.

Ząb, z którego pochodzi mistrz olimpijski Kamil Stoch,to najwyżej położona w Polsce miejscowość. Jak na ten tytuł przystało, lider Pucharu Świata latał wysoko (choć nie najwyżej), ale co najważniejsze – najdalej. To tutaj wychowywał się pod opieką rodziców, trochę także sióstr. Jego początkowe przygody z nartami sięgają roku 1990, kiedy to w wieku trzech lat, przyszły mistrz świata stawiał pierwsze kroki na nartach. Jego tata, pan Bronisław – psycholog z wykształcenia – niejednokrotnie syna mobilizował. Jak sam przyznawał w licznych wywiadach po konkursie na normalnej skoczni: „Kamil miewał słabsze momenty, ale nigdy się nie poddawał”. Jego mama, Krystyna, urzędniczka w Zakopanem, tak jak ojciec nie ingerowała zanadto w karierę syna. Kamila siostry, obydwie starsze z pewnością również radują się z sukcesu brata. Młodsza z nich przed laty próbowała swych sił w biegach narciarskich. O starszej niewiele mi wiadomo.

Zapewne jeszcze nie raz żona Kamila, Ewa – profesjonalny fotograf, będzie mogła szczycić się tym, jakiego ma męża. Głośno było o tym jak się poznali, głośno także o tym jakim mężem jest Kamil. Szczęścia w życiu trzeba dużo i wydaje się, że mistrz olimpijski ma go sporo.

Rodzina rodziną. Ale poprzez brak wyrzeczeń, treningów i motywacji nie da się osiągnąć sukcesu. Najbliżsi pomagali w karierze Stocha ile tylko mogli. Do tego dołączyli się trenerzy. Bez nich nie byłoby kogoś takiego jak Kamil Stoch na arenie międzynarodowej. Do pierwszego klubu LKS Ząb młody skoczek nie miał daleko. To tam pod okiem Mieczysława Marduły szkolił się w kombinacji norwerskiej. Jednakże koleje losu zmieniły go na skoczka , najpierw amatora, potem zawodowca. Jako skoczek marzył, w pamiętnym wywiadzie dla TVP o tym, że chciałby za parę lat skakać na igrzyskach olimpijskich i zdobyć tam złoty medal.

Stoch Kamil B.Leja 300x200 - „No i poleciało!”: Złoty chłopok z ZębuI w tym momencie przeskakujemy o kilkanaście lat do przodu. Jego talent objawił się tak naprawdę wtedy, gdy trenerem reprezentacji Polski był Hannu Lepistoe. Wówczas zębianin zaczął się pojawiać w Pucharze Świata. Za kadencji fińskiego szkoleniowca Polaków, Stoch trzy razy z rzędu kończył sezon na 30. miejscu. Pamiętna zmiana trenera, jak się później okazało, dała początek ogromnemu progresowi w karierze skoczka. Co sezon kończył wyżej w klasyfikacji końcowej. Z biegiem czasu Stocha zaczęto nazywać „następcą Adama Małysza”. Daleki od tego stwierdzenia był sam Kamil. Niejednokrotnie podkreślał że nazywa się Kamil Stoch, a nie Adam Małysz.

Pamiętne zmiany wart (nart?) w Zakopanem w sezonie 2010/2011 i później w Planicy dały jeszcze większe powody, by Kamila nazywać naturalnym następcą Małysza. Mistrzostwo świata na dużej skoczni w Val di Fiemme to także kolejny triumf z serii „następca Adama”. Tam gdzie 10 lat wcześniej świat oczarował mistrz z Wisły, po dekadzie wygrał mistrz z Zębu. Rok później ten sam następca znokautował wszystkich na średniej skoczni w Soczi. Osiągnął coś czego nie zdobył wielki mistrz. Adam Małysz sam przyznał, że oddałby wszystkie swoje medale olimpijskie (zdobył ich 4) za choćby jedno złoto.

To co wydarzyło się na średnim obiekcie w zeszłą niedzielę, miejmy nadzieję że powtórzy się już w najbliższą sobotę, 15 lutego. Teraz mobilizacja wśród rywali jest dużo większa, ale psychiczną przewagę ma nadal Kamil Stoch.

Myślę, że Wy czytelnicy też chcielibyście w sobotę wieczór usłyszeć taką euforię jeszcze raz. Znów z ust komentatorów. A zwłaszcza jednego – Tomasza Zimocha.

Jak skomentował „złoty skok” Kamila Stocha redaktor PR 1? Warto sobie przypomnieć!

 

Piotrek Więcławek

Podziel się:

Dodaj komentarz