Uchem, okiem i sercem, czyli skoczny weekend w Titisee-Neustadt (felieton)

Uchem, okiem i sercem, czyli skoczny weekend w Titisee-Neustadt (felieton)

freund severin wc.bischofshofen.15 fot.julia .piatkowska - Uchem, okiem i sercem, czyli skoczny weekend w Titisee-Neustadt (felieton)„Słuchaj, dzieweczko!
– Ona nie słucha –
To dzień biały! to miasteczko!
Przy Tobie nie ma żywego ducha.”

Dzieweczka w miniony weekend słuchała i słyszała aż za dobrze, jak złotouści komentatorzy w telewizorni  wyłaniali się z cienia Severina Freunda przeskakującego obiekt w Titisee, stając się cichymi bohaterami weekendu. Bo jak można przejść obojętnie obok płonącej na czerwono skoczni, zwycięskiego powrotu Svena Hannawalda i zapaści formy licznej rzeszy skoczków?

Otóż właśnie nie można. Wypada jedynie wysłać formę co poniektórych na obowiązkowe EKG. Bądź co bądź może i mojemu sercu, narażonemu co weekend na nadmierne emocje i, nomen omen, skoki cieśnienia, przydałyby się jakieś dodatkowe badania.

 

Komentarz w wydaniu romantycznym

Hannawald Sven fot.Julia .Piatkowska 300x200 - Uchem, okiem i sercem, czyli skoczny weekend w Titisee-Neustadt (felieton)
Sven Hannawald, fot. Julia Piątkowska

Żywego ducha może i nie było, ale tłum żywych kibiców pod skocznią Hochfirstschanze – i owszem, obecny. Biały nie dzień, ale miasteczko, przykryte warstwą białego puchu. Romantycznie? Z pewnością, w końcu w skokach narciarskich, które od logiki dzielą lata świetlne, romantyzmu nigdy nie brakuje. Biedny ten Adaś M. – nie mógł pisać o romantycznych skoczkach latających w przestworzach, mógł tylko o nieco mniej romantycznej Karusi. Zamiast wieszcza, mickiewiczowską atmosferę podsycali Sebastian Szczęsny i Marek Rudziński. A to podmienili Jacobsena z Fannemelem, a to z Hayboecka zrobili Niemca. Właściwie, gdyby się uprzeć, można by stwierdzić, że niewiele się pomylili, ale będąc ścisłym – Panowie, tak dla przypomnienia, Austriak to nie Niemiec. Skoro o Niemcach już mowa, nie można zapominać o kolejnej wpadce, chyba najbardziej spektakularnej. Otóż nie wiem, czy wiecie (ja nie wiedziałam, przyznaję, rażące zaniedbanie), ale na skocznię wrócił Sven Hannawald i do tego wygrał sobotni konkurs. Niebywałe, śledzę skoczne informacje niczym wprawny detektyw, ale do tej się nie dokopałam. Widocznie jednak komentatorzy TVP mają lepsze źródła wiedzy niż moje. Ironia ironią, ale emocji komentatorom odmówić nie można, biją brawo, zdejmują czapki z głów, a mnie doprowadzili do łez, przywracając na skocznię Svena Hannawalda. I tylko czasem zastanawiam się, czy to śmiech przez łzy, czy może tylko śmiech…

Seppa Gratzera wprawne oko

Gratzer.Sepp Hofer.Walter WC.Klingenthal.2013 fot.Julia .Piatkowska 300x200 - Uchem, okiem i sercem, czyli skoczny weekend w Titisee-Neustadt (felieton)
Sepp Gratzer i Walter Hofer (fot. Julia Piątkowska)

Nie mam pojęcia, jak liczne grono internetowych hejterów zniosło dzisiejszą dyskwalifikację Severina Freunda. Teorie spiskowe, „czepialskie oko” mierzącego albo przeciwnie, niedowidzący sędziowie, a także tzw. „lepsi i gorsi” w skokach narciarskich, przy czym Polacy zawsze w tej drugiej ekipie. Wszystko legło w gruzach, nawet prowadzący studio TVP Maciej Jabłoński zerwał ze spiskową teorią głoszoną przez Macieja Kurzajewskiego jeszcze w zeszłym tygodniu. Swoją drogą imponujące, dwa weekendy i dyskwalifikacja dwóch z trzech najlepszych zawodników ostatniego sezonu. Peter Prevc powinien mieć się na baczności, bo w takim tempie i na niego może przyjść kolej. 100g czy 1cm? Bez znaczenia, dla Seppa Gratzera, człowieka z miarką skoków narciarskich, nie istnieją wymówki ani skoczkowie nie do ukarania. Osobiście uważam, że dzisiejszy ruch Austriaka był jeszcze bardziej spektakularny niż zeszłotygodniowy. Bo o ile 100g Freunda można z powodzeniem porównać do 1cm Stocha, o tyle ranga zawodów jakby inna. Freund prowadził w  konkursie indywidualnym, i to rozgrywanym na niemieckiej ziemi, z przewagą, jaką spotyka się ostatnimi czasy w skokach równie często, jak śnieg w Wielkopolsce. Dyskwalifikacja Stocha w konkursie drużynowym, w którym szanse na podium mieliśmy tylko i wyłącznie iluzoryczne, jawi się przy wykluczeniu Niemca jak ledwo co uwierające ziarnko grochu przy rzucaniu wielkich kłód pod niemieckie nogi. Wychodzi na to, że nikt nie może czuć się bezpiecznie. Same zagrożenia w tym sporcie, a to komentatorzy pożary wzniecają, mówiąc o skoczniach płonących na czerwono, a to skoczkowie wiecznie pod obserwacją. Jeszcze chwila i Sepp Gratzer wyskoczy z lodówki Kamila, twierdząc, że jedzenie ma o 1% tłuszczu za dużo. Ale kończąc chwilowo z ironią, musze przyznać, że cieszy mnie postawa sprzętowych kontrolerów. Jak to mówią: albo równo, albo wcale. W tym przypadku równość jest przynajmniej w jakimś stopniu osiągalna, czego nie można powiedzieć o warunkach wietrznych.

Walka z wiatrakami

wiatr 300x200 - Uchem, okiem i sercem, czyli skoczny weekend w Titisee-Neustadt (felieton)Jeśli właśnie pomyśleliście, że zwariowałam, i wydaje Wam się, że wiatraki mają ze skokami niewiele wspólnego, zaraz udowodnię, że się mylicie. Tak jak wiatrak potrzebuje wiatru, żeby się kręcić w kółko, tak skoczek bez boskiego podmuchu może zapomnieć o dofrunięciu tam, gdzie nie dolecieli inni. Problem w tym, że ostatnimi czasy podmuchy jakby nie boskie, a wręcz przeciwnie – diabelskie. Przekonał się o tym nie kto inny, jak Kamil Stoch, kilkukrotnie zdejmowany z belki przed swoim skokiem. Naprawdę mam nadzieję, że w Falun karta się odwróci i szwedzki wicher chuchnie szczęśliwie wtedy, kiedy będzie trzeba. Bo wiarę, że na MŚ będą sprawiedliwe warunki, niewierna, porzuciłam już po zeszłorocznych konkursach.

Bohaterski ból głowy

Z jednej strony złotouści komentatorzy, z drugiej strony Severin Freund rozstawiający wiatr po kątach, Kamil Stoch, który skokiem bądź co bądź fenomenalnym przeskoczył z 9. na 2. miejsce, Roman Koudelka, który wciąż sympatyzuje z lokatami w czołówce i nie chce ich opuścić. Tuż obok Schlierenzauer, Kraft, Prevc – wszyscy kołatający do bram zwycięstwa.  Bohaterów i kandydatów do medali tylu, że konia z rzędem temu, kto trafnie wytypuje podia indywidualnych konkursów na MŚ w Falun. A w mojej Kanapolandii również liczne przejęzyczenia, moc emocji, okrzyki radości i nerwowe oczekiwanie na to, co przyniesie los. I czy i tym razem okaże się łaskawy…

 

Kasia Nowak

 

Podziel się:

Ten post ma jeden komentarz

  1. Argon

    Pani Kasiu, napisze mi Pani może jakąś książkę? O czym kolwiek. Dawno nie czytałem tak fajnie współgrających słów. Rozbawiło mnie to 😀

Dodaj komentarz