Niewidzia(l)ny Turniej Nordycki (felieton)

Niewidzia(l)ny Turniej Nordycki (felieton)

Nordic.Tournament - Niewidzia(l)ny Turniej Nordycki (felieton)Za siedmioma górami, za siedmioma lasami i skoczniami, Skandynawowie pozazdrościli Niemcom i Austriakom Turnieju Czterech Skoczni. Postanowili stworzyć własną rozgrywkę, okraszaną blaskiem królewskiej korony. Jeśli zastanawiacie się, gdzie ów turniej zaginął, muszę przyznać, że i najstarsi Wikingowie nie mają pojęcia, co się z nim stało.

 

Na usta ciśnie się więc tylko jedno: wiedział, kiedy ze sceny zejść i zrobił to wraz z najbardziej utytułowanym skoczkiem w jego historii.

Oslo Holmenkollen 300x200 - Niewidzia(l)ny Turniej Nordycki (felieton)
Oslo ‚Holmenkollen’, fot. Stefan Piwowar

Turniej Nordycki, rozgrywany na skoczniach w Finlandii, Norwegii i Szwecji, po raz pierwszy zagościł w Pucharze Świata w 1997 r., a ze sceny zszedł 13 lat później. Jeśli te daty coś Wam mówią i z kimś się kojarzą, to wiedzcie, że wcale się nie mylicie. Tak, tak, Adam Małysz! Najpierw odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata w marcu 1996 r. na wzgórzu Holmenkollen, a już rok później pojawił się Turniej Nordycki. W 2010 r. odbył się po raz ostatni, a w 2011 już go nie było, a to z oczywistej przyczyny: Oslo gościło wtedy uczestników mistrzostw świata. Dlaczego w 2012 roku nie powrócił? Jest tylko jedna odpowiedź: bo nie było już Adama Małysza, a Turniej strzelił focha, upierając się, że bez Małysza nie wraca, koniec i basta! I tak oto Polak został najbardziej utytułowanym uczestnikiem fińsko-norwesko-szwedzkich rozgrywek. 3 turniejowe zwycięstwa, 10 triumfów w konkursach zaliczanych do klasyfikacji Turnieju, 5 razy na turniejowym podium i, uwaga!, 20 razy w najlepszej trójce turniejowych konkursów – oto osiągnięcia Małysza w nordyckiej rywalizacji. Nie chcielibyście mieć takiego bohatera? Ja tam bym chciała, w końcu po co dawać zwycięstwa innym, kiedy ma się w swojej kolekcji tak utytułowanego sportowca.

adam malysz benefis kd 300x200 - Niewidzia(l)ny Turniej Nordycki (felieton)
Adam Małysz, fot. Kata Deak

Orzeł z Wisły sprawił, że skandynawska część rywalizacji stała się właściwie polska, a Norwegowie do dziś zazdroszczą Polakowi pięciu zwycięstw, które odniósł na starej Holmenkollen, stając się jej prawdziwym królem. Jeśli triumf w stolicy jest dla Norwegów tym, czym dla Polaków Zakopane, to trudno się dziwić, że robi im się trochę przykro, gdy widzą, że sprzątnięto im sprzed nosa tak cenny kąsek. Z drugiej strony polemizowałabym, czy to jednak nie lepiej, że zwyciężał Małysz, przynajmniej z ekonomicznego punktu widzenia. Bądźmy szczerzy – rok w rok Polacy szturmowali i szturmują Oslo, najpierw wspierając Orła z Wisły, a teraz Rakietę z Zębu, Wiewióra i wszystkich innych Polaków podziwiających norweski krajobraz z lotu ptaka. Dzięki temu i w naszej świadomości, i pewnie w świadomości samych Norwegów Oslo kojarzy się z wyjątkowymi zawodami okraszonymi wspaniałą formą Małysza, który stał się swoistą ikoną i symbolem konkursów rozgrywanych w stolicy Norwegii. Wbrew pozorom wzgórze Holmenkollen nie przyniosło nam tylko i włącznie worka szczęścia, ale też tony strachu, kiedy silny podmuch wiatru uderzył w Małysza w 2007 roku w kluczowym momencie walki o Kryształową Kulę. Mimo to Oslo nie pozwoliło skrzywdzić naszego mistrza i pomogło mu szczęśliwie wylądować. 3 lata później Turniej Nordycki przeszedł do historii…

zyla schlieri dekoracja 300x200 - Niewidzia(l)ny Turniej Nordycki (felieton)
Piotr Żyła i Gregor Schlierenzauer na pierwszym stopniu podium w Oslo w 2013 r. (fot. Stefan Piwowar)

Turnieju nie ma, ale Oslo dalej polskie. To tu Żyła wygrał swój pierwszy w karierze konkurs Pucharu Świata. To tu Stoch w wielkim stylu wrócił na podium w momencie, w którym być może obawialiśmy się o formę naszego mistrza. Wrócił to właściwie mało powiedziane. Wskoczył na nie po niemal idealnym locie na 134. metr, takim, jakiego oczekiwaliśmy od miesięcy, a który pozwolił mu przesunąć się aż o 8 pozycji w stosunku do pierwszej serii. Idąc dalej: to tu odebrał, jako drugi Polak w historii po Adamie Małyszu, Medal Holmenkollen przyznawany sportowcom osiągającym największe sukcesy na mistrzowskich imprezach w konkurencjach narciarstwa klasycznego. Mało? Proszę bardzo, lecimy dalej. To tu Polacy zaliczyli najlepszy wynik w sezonie, w którym od samego początku pod nogami leżało mnóstwo kłód. Klemens Murańka uplasował się na 10. lokacie, najlepszej od czasu pamiętnego konkursu w Engelbergu, kiedy to był 7. Żyła zaliczył najbardziej udany i, co bardzo ważne, równy weekend, zajmując w sobotę 6., a w niedzielę 8. miejsce. Janek Ziobro nie przebrnął niedzielnych kwalifikacji, cóż, widocznie za pięknie być nie może. Mimo to aż chce się krzyczeć: Skoczna wiosno, ach, to Ty! I tylko szkoda, że to już prawie koniec, że już za chwilę nasze weekendy staną się puste, pozbawione cotygodniowego blasku śniegu iskrzącego się w promieniach słońca.

freund 300x200 - Niewidzia(l)ny Turniej Nordycki (felieton)
Severin Freund, fot. Julia Piątkowska

Ale zanim pożegnamy się z Pucharem Świata, wróćmy do Turnieju Nordyckiego. Bo to, że oficjalnie go nie ma, nie znaczy, że nie można sobie pogdybać i zastanowić się, kto był najlepszy w skandynawskiej rywalizacji. Wróć: napisałam zastanowić się? Błąd, nie trzeba się zastanawiać ani przez sekundę, to jasne: Severin Freund zmiótł konkurencję, wygrywając cztery z pięciu fińsko-norweskich konkursów, a w tym „piątym” plasując się na drugim miejscu. A że w sobotniej rywalizacji w Oslo triumf należał się raczej Prevcowi, to inna historia. Nie dość, że Niemiec jest w fenomenalnej formie, to jeszcze w zaskakujący sposób omija go pech, urazy, gorsze dni, niesprzyjające podmuchy, przetrzymywanie na belce, etcetera, etcetera. A może wcale tak nie jest, tylko mnie się tak wydaje? Kto wie; nie bez kozery mówi się przecież, że jak skoczek jest w formie, to cały świat może działać przeciwko niemu, a i tak będzie najlepszy. Powoli przypominają się czasy Małysza, który ratował się z każdej możliwej opresji, lądując daleko nawet w najgorszej możliwej aurze. Ósme zwycięstwo w sezonie umocniło Niemca na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej i o ile jeszcze całkiem niedawno liczyłam na piękną i równą walkę o kryształ, o tyle teraz nie widzę na nią szans, i to nie tylko z Kraftem znajdującym się naprzeciwko Freunda, ale i z Prevcem na tym samym miejscu. Każdy konkurs to kolejne oczka przewagi dopisywane na konto lidera i oczka straty w puli pozostałych. Niby różnice między czołową trójką nie są duże, ale nie oszukujmy się, w tak fenomenalnej formie nie przegrywa się Pucharu Świata. Niemcy prawdopodobnie będą cieszyć się z pierwszej Kryształowej Kuli od czasu zwycięstwa w generalce Martina Schmitta w sezonie 1999/2000. Szmat czasu. 1,5 dekady bez sezonowego triumfu? Jeśli porównać to z pięcioma kulami, które przyjechały w tym czasie do Polski, dorobek Niemców wygląda nie tyle skromnie, co po prostu licho. Dodatkowo można tylko gdybać, gdzie w tej batalii byłby Kamil Stoch, gdyby nie kontuzja, i czy wtedy Niemcy nie musieliby poczekać jeszcze kilku lat… W obecnej sytuacji wydaje się jednak, że obejdą się smakiem porażki, a poczują smak triumfu.

Wracając do matematyki: uczciłam dzień liczby pi (3,14) przypadający 14.03 i pobawiłam się cyferkami.  

Iluzoryczno-matematyczna pierwsza dziesiątka klasyfikacji Niewidzia(l)nego Turnieju Nordyckiego wygląda tak:

 
zawodnik
kraj
punkty
strata
1
Severin Freund
GER
1212,4
 
2
Peter Prevc
SLO
1166,9
-45,5
3
Stefan Kraft
AUT
1148,3
-64,1
4
Noriaki Kasai
JPN
1137,8
-74,6
5
Anders Bardal
NOR
1128,3
-84,1
6
Rune Velta
NOR
1104,1
-108,3
7
Anders Jacobsen
NOR
1083,5
-128,9
8
Michael Hayboeck
AUT
1082,4
-130
9
Piotr Żyła
POL
1077,5
-134,9
10
Gregor Schlierenzauer
AUT
1064,9
-147,5
10917455 670593883048920 8244885970633972435 n 300x200 - Niewidzia(l)ny Turniej Nordycki (felieton)
Gregor Deschwanden, fot. Julia Piątkowska

Na podium nuda, ostatnio wygrywają wiecznie te same nazwiska, aż się prosi, żeby coś się zmieniło. Wiem, hipokryzja, bo gdyby w tej wiecznej trójce był Stoch, to pewnie słowem bym nie pisnęła, że monotonnie. Widocznie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, mój punkt polskiego kibica mówi, że już mam powoli dość passy niemieckiego Przyjaciela. Na plus dla Polski i dla atrakcyjności – zaskoczeniem musi być na pewno bardzo wysoka lokata Piotra Żyły, zważywszy na fakt, że powyższa klasyfikacja obejmuje 5 kolejnych konkursów, a równością ostatnio nasz Wiewiór nie emanował.

Z nieujętych wyżej niespodzianek: na 12. pozycji uplasował się Szwajcar… Gregor Deschwanden, zdobywając 1024,3 punktu. Simon Ammann – 15., z dorobkiem 910,9 punktu. Szczególną „turniejową” powtarzalnością wykazali się Austriak Ulrich Wohlgenannt i Fin Lauri Asikainen, uzyskując dwukrotnie w ciągu nordyckiej rywalizacji identyczną konkursową notę. Dla dociekliwych: punktacja Wohlgenannta dwa razy wyniosła 106,3, a Asikainena 103,4. Finowie są tłem samych siebie sprzed lat i uplasowali się na przełomie 5. i 6. dziesiątki.

Miejsca pozostałych Polaków w tym zestawieniu prezentują się tak:

 
zawodnik
kraj
punkty
strata
20
Klemens Murańka
POL
868,2
-344,2
22
Kamil Stoch
POL
838
-374,4
43
Jan Ziobro
POL
508,3
-704,1
Muranka Klimek S.Piwowar 300x200 - Niewidzia(l)ny Turniej Nordycki (felieton)
Klemens Murańka, fot. Stefan Piwowar

Na pochwałę zasługują na pewno Żyła i Murańka, którzy osiągnęli najlepsze rezultaty w sezonie. Szczęka opadła. Ową szczęką odszczekuję wątpliwości pt. „Czy zobaczę jeszcze w tym sezonie w wykonaniu Polaków dwa równe i dalekie skoki?”, bo zobaczyłam. Żeby było mało, Żyła w pierwszej serii niedzielnego konkursy wykonał ładny telemark, co ostatnio zdarzało mu się jednak dość rzadko. Nie napiszę, że owi dwaj przedstawiciele ptasiej dyscypliny wspięli się na wyżyny swoich możliwości, bo głęboko wierzę, że szczyt znajduje się dużo wyżej, mianowicie w okolicach pierwszej piątki. W każdym razie trudno nie zgodzić się, że obu stać na takie wyniki przy dwóch równych i dalekich skokach. Co do Stocha – jego występ trzeba ocenić z perspektywy zewnętrznych okoliczności, które w tym roku nie tyle, że Polaka nie rozpieszczają, to rzucają pod nogi cegły, kłody, głazy, wiatry, choroby, urazy, belki i inne elementy przyrody ożywionej i nieożywionej. Dystans ten pozwala zrobić tylko jedno: zdjąć czapkę i głęboko się ukłonić, co też czynię. Że nie możecie zobaczyć, to trudno, musicie mi uwierzyć na słowo. Poza tym wreszcie sędziowie dojrzeli styl, w jakim skacze Polak, co ostatnio zdawało się im często umykać. Inna rzecz, że Stoch wielokrotnie im leci dalej, tym ląduje lepiej, co wydaje się absurdalne, ale potwierdzone choćby przez niedzielny konkurs, w którym znacznie wyższe noty uzyskał za swoją drugą próbę, dłuższą od pierwszej o niemal 10 metrów. Widocznie sędziowie zakładają mocniejsze okulary podczas dłuższych skoków. Czyżby mieli przecieki, kiedy i kto skoczy w granicę rozmiaru skoczni?

Drużynowa klasyfikacja, w której zostały wzięte pod uwagę wyniki 4 najlepszych zawodników każdej ekipy w konkursach indywidualnych, prezentuje się tak:

 
reprezentacja
punkty
strata
1
Austria (Kraft, Hayboeck, Schlierenzauer, Fettner)
4153,3
 
2
Norwegia (Bardal, Velta, Jacobsen, Forfang)
4104,3
-49
3
Słowenia (P.Prevc, Tepes, Damjan, C.Prevc)
3843,2
-310,1
4
Niemcy (Freund, Freitag, Eisenbichler, Wellinger)
3763,9
-389,4
5
Japonia (Kasai, Takeuchi, D.Ito, Kobayashi)
3740,9
-412,4
6
Polska (Żyła, Murańka, Stoch, Ziobro)
3292
-861,3
7
Czechy (Koudelka, Janda, Matura, Hajek)
2681,5
-1471,8
8
Szwajcaria (Deschwanden, Ammann, Peier)
2669,7
-1483,6
9
Finlandia (Asikainen, Maeaettae, Ahonen, Olli)
889
-3264,3
Ahonen Janne WSC.Falun .2015.lot fot.Julia .Piatkowska 300x200 - Niewidzia(l)ny Turniej Nordycki (felieton)
Janne Ahonen, fot. Julia Piątkowska

Jeśli w polskiej ekipie nie jest stale tak, jak może byśmy tego oczekiwali, to co mają powiedzieć Finowie? Cała czwórka zdobyła mniej punktów niż w polskiej drużynie sam Żyła, a tylko 51 więcej od Stocha, który wystąpił w 4 z 5 konkursów, a właściwie w 3,5, bo w Lahti z powodu choroby nie przebrnął przez pierwszą serię. Głęboka zapaść Finów trwa, odrodzenia Ahonena nie widać, o powrocie drużyny do wyników z początku XXI wieku nie mówiąc. Warto przypomnieć, że za dwa lata to właśnie fińskie Lahti będzie gościło uczestników mistrzostw świata i pewnie sami zawodnicy chcieliby stać się świętym Mikołajem dla swoich kibiców, prezentując wysoki, medalowy poziom. Cóż, przykro przyznać, ale nie zanosi się. Jeśli Szwajcarzy, bez czwartego skoczka, zdołali uzbierać trzy razy więcej punktów niż reprezentacja Finlandii z ogromnymi skocznymi tradycjami, to wiedz, że coś się dzieje. Mianowicie dzieje się kryzys. Ale to materiał na inny monolog.

Tymi oto matematycznymi cyferkami zapraszam na ostatni akord mijającego już sezonu. Za tydzień Planica, a tam same niepewności. Niepewny rekord świata, niepewna kolejność na podium końcowej klasyfikacji i niepewna wysoka dyspozycja Polaków. Letalnica pokaże, czy naprawdę, zgodnie z przysłowiem, marcowe słoweńskie zakończenie okaże się ważniejsze od listopadowego niemieckiego początku.

 

Kasia Nowak

 
Podziel się:

Dodaj komentarz