Aleksander Zniszczoł: „Złapałem psychicznego doła”

Aleksander Zniszczoł: „Złapałem psychicznego doła”

8H7A9646 - Aleksander Zniszczoł: "Złapałem psychicznego doła"Na początku zimowego sezonu Aleksander Zniszczoł zyskał spore zaufanie trenera Horngachera – skoczek z Wisły regularnie startował w pucharowych zmaganiach od fińskiej Ruki, aż do szwajcarskiego Engelbergu. Wobec słabszych skoków i tylko jednego punktowanego miejsca w czołowej „30”, 22-latek nie wystartował w Turnieju Czterech Skoczni.

 

Tuż przed rozpoczęciem zimowego Pucharu Świata Zniszczoł znalazł się w kadrze A prowadzonej przez Stefana Horngachera. Wicemistrz świata juniorów z 2012 roku nie potwierdzał jednak drzemiącego w nim potencjału i po czterech pucharowych weekendach (Ruka, Klingenthal, Lillehammer, Engelberg) oraz uzbieraniu zaledwie 9 punktów w klasyfikacji generalnej (za 22. miejsce w Norwegii) został wycofany z zawodów najwyższej rangi – tuż przed prestiżową niemiecko-austriacką imprezą.

Była złość i żal, że nie pojechałem na Turniej Czterech Skoczni. Troszkę mnie to zdołowało, ale podchodzę do tego jako do nauki. Może to rzeczywiście nie byłby dobry ruch, aby tam jechać, bo są to ciężkie zawody, a moja dyspozycja wymaga jeszcze doszlifowania. Nie pojechałem na Turniej, później pojechałem znów do tego nieszczęsnego Engelbergu na Puchar Kontynentalny i do tego jeszcze skakałem tam nie na swoich nartach. Złapałem psychicznego doła – tłumaczył Zniszczoł po konkursach w Wiśle, w których zajął odległe 46. i 49. miejsce.

 Bardzo dziwnie mi się skakało w Wiśle. Ostatni trening mieliśmy tutaj przed Pucharem Świata w Engelbergu i wtedy skakało mi się super. Teraz wyglądało to tak, jakbym był na nowej skoczni. Różnicę robiło światło i atmosfera. Dawno nie było tak głośno – wymieniał niezadowolony ze swojego występu na skoczni im. Adama Małysza. – Wisła jest taka, że nie wybacza. Popełniam błędy, które są głupie, wiem to. Mam problemy w locie, moja sylwetka i narty nie są stabilne. Lot jest „wymęczony”.

Reprezentant miejscowego klubu w mocnych słowach ocenił swoją aktualną dyspozycję, która niczym nie przypomina tej z lata, kiedy to przynajmniej w zawodach niższej rangi stawał na podium. – Myślę że się zatrzymałem, a nawet zrobiłem mały krok do tyłu, ale to dzieje się głównie w głowie. Wiem dobrze, że jeśli poukładam sobie wszystko, wyjdę z dołka. Ze skoku na skok widać, że pewność siebie i wiara w siebie rośnie. Współpracuję z trenerem mentalnym Jakubem Bączkiem, który jest zawsze do mojej dyspozycji. To bardzo dobry człowiek. Idziemy dobrą drogą – stwierdził.

Polska kadra B startująca zazwyczaj w Pucharze Kontynentalnym, wyraźnie odstaje ostatnio od formy prezentowanej przez zawodników grupy A. Zniszczoł zapytany o to, czym różni się trening prowadzony pod okiem Stefana Horngachera, w porównaniu do tego, który proponuje Robert Mateja, odparł: – To są niuanse, które są jednak bardzo ważne. Mamy ten sam cykl szkoleniowy i trening co chłopaki z kadry A. Tutaj gra rolę chyba jednak większy profesjonalizm.

Jak wiemy, po nieudanych startach w Wiśle, Zniszczoła czeka teraz podróż do japońskiego Sapporo, gdzie wraz z kolegami (Krzysztofem Biegunem, Jakubem Wolnym, Klemensem Murańką, Bartłomiejem Kłuskiem, Andrzejem Stękałą) powalczy o punkty Pucharu Kontynentalnego (20-22 stycznia).

 

Bartosz Leja
informacja własna

 
Podziel się: