Najsłabszy konkurs Polaków od dwóch lat, Stoch: „Nie jesteśmy drużyną na wygranie”
Kamil Stoch (fot. Anna Trybuś)

Najsłabszy konkurs Polaków od dwóch lat, Stoch: „Nie jesteśmy drużyną na wygranie”

Występ polskich skoczków w konkursie drużynowym w Lahti zostanie zapamiętany niestety nie z powodu wybitnych sportowych osiągnięć. Podopieczni trenera Michala Doleżala zajmując dopiero szóste miejsce uzyskali najsłabszy wynik w rywalizacji zespołowej od ponad dwóch lat. – Na tę chwilę nie jesteśmy najlepszą drużyną, która walczy o wygranie – nie owijał w bawełnę Kamil Stoch.

 

Zaskakująco słabi Polacy w Lahti

DawidKubacki Lahti2020 fot.AnnaTrybus 300x200 - Najsłabszy konkurs Polaków od dwóch lat, Stoch: "Nie jesteśmy drużyną na wygranie"
Dawid Kubacki (fot. Anna Trybuś)

Jeszcze przed konkursem na skoczni Salpausselka (HS-130), było wiadomo, że w Finlandii w nie najlepszej dyspozycji są zarówno Jakub Wolny, jak i Piotr Żyła. Nadzieję można było wiązać z występem Dawida Kubackiego przeżywającego najlepszy sezon w karierze oraz Kamila Stocha, który wielokrotnie podkreślał, że w Lahti skakać lubi. Niestety już pierwsza seria ostudziła nadzieje polskich kibiców. O ile próby Kubackiego (123,5 m), Żyły (123,0 m) i Wolnego (119,0 m), na miarę ich obecnych możliwości nie były najgorsze, o tyle 118 metrów Stocha było niespodzianką in minus. Po pierwszej rundzie Polacy zajmowali piąte miejsce, jednak do podium nie tracili wiele, bo zaledwie 5,2 punktu.

Piotr Zyla InnsbruckMS2019 fot.Julia .Piatkowska 300x200 - Najsłabszy konkurs Polaków od dwóch lat, Stoch: "Nie jesteśmy drużyną na wygranie"
Piotr Żyła (fot. Julia Piątkowska)

Finałowa seria zgasiła jednak nadzieję nie tylko na walkę o podium, ale też na lepsze skoki biało-czerwonych. Słabiej prezentowali się Żyła (116,0 m), Wolny (113,5 m) i Kubacki (117,5 m), jedynie Stoch trochę się poprawił i skacząc 124 metry uzyskał ostatecznie dziesiątą notę indywidualną w 36 osobowej stawce, będąc jednocześnie najmocniejszym z Polaków. To było jednak zdecydowanie za mało na triumfujących Niemców (strata 66,8 pkt), drugich Słoweńców oraz Austriaków, którzy wywalczyli najniższy stopień podium (strata 62,0 pkt). Polaków wyprzedzili jeszcze Norwegowie i Japończycy.

Tak słaby występ polscy skoczkowie zanotowali poprzednio w listopadzie 2017 roku w fińskiej Ruce, gdzie również zajęli szóste miejsce. Wówczas jednak w jednej z serii zdyskwalifikowany został Piotr Żyła, zatem do dorobku biało-czerwonych liczyło się nie osiem, a siedem skoków. Tej zimy jest to już drugi konkurs zakończony poza podium. Poprzednio Polacy byli na piątym miejscu w Zakopanem. W Wiśle wywalczyli trzeci stopień podium, a w Klingenthal wygrali. Tym samym można stwierdzić, że trener Michal Doleżal ma póki co 50 procentową skuteczność.

 

Stoch i Kubacki mówią o błędach: „Nie chciało lecieć”

JakubWolny Innsbruck2020 fot.JPiatkowska 2 300x200 - Najsłabszy konkurs Polaków od dwóch lat, Stoch: "Nie jesteśmy drużyną na wygranie"
Jakub Wolny (fot. Julia Piątkowska)

Po sobotnim konkursie, Kamil Stoch wyraźnie podkreślał, że zdaje sobie sprawę z błędów, które zostały popełnione i nie najlepszej dyspozycji całej drużyny. – Dzisiaj wszystko było bardzo przejrzyste. Sam popełniłem duży błąd w pierwszej serii, nie upilnowałem pozycji w przejściu, przez co przed odbiciem straciłem równowagę. Później już tylko ratowałem ten skok. Drugi skok skoczyłem normalnie – komentował w rozmowie z Aleksandrą Rajewską z TVP Sport, po czym dodał: – Mam świadomość, że na tę chwilę nie jesteśmy najlepszą drużyną, która walczy o wygranie. Chociaż o podium… Zależy od dyspozycji dnia i szczęścia. Pokładało się inaczej, trzeba to przyjąć.

Zapytany o nadzieje związane z niedzielnym, 1000. indywidualnym konkursem Pucharu Świata w historii, odparł: – Wiem, że mogę sporo, ale wiem też, że konkurencja jest bardzo silna. Nie robię sobie zbytniej nadziei, zrobię to, co umiem.

Dawid Kubacki po rywalizacji na Salpausselce również zauważał mankamenty swoich prób, jednak dodał też, że zauważa trochę niewiadomych. – W pierwszej serii skok był całkiem okej z progu, ale za progiem troszkę za agresywnie „przyciąłem” i na tym straciłem. Drugi skok? Na moje czucie wydawał się dużo lepszy. Poszło płynnie z progu, było fajnie trafione, ale lecieć nie chciało. Z trenerami musimy usiąść i to przeanalizować. Jeżeli chodzi o kwestię szczęścia, to warunki mieliśmy bardzo sprawiedliwe. Różnice w podmuchach wiatru były minimalne, także na to nie mamy co zrzucać – podsumował.

 

źródło: TVP Sport

 

Podziel się:

Dodaj komentarz