Jakub Kot o kwarantannie skoczków, przyszłości Stocha i roli eksperta [WYWIAD]
Jakub Kot, rekordzista skoczni w Lubawce (fot. Bartosz Leja)

Jakub Kot o kwarantannie skoczków, przyszłości Stocha i roli eksperta [WYWIAD]

Czas kwarantanny nie jest dla sportowców łatwy. Pandemia koronawirusa ogranicza możliwości także skoczków narciarskich, którzy w normalnych warunkach, wkrótce rozpoczynaliby treningi na skoczni. O realiach domowego treningu, zagrożeniach dla skoków narciarskich, ale także o niełatwej roli telewizyjnego eksperta i sportowej przyszłości Kamila Stocha opowiedział nam Jakub Kot.

 

Bartosz Leja: Jak Tobie mija czas kwarantanny i ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa?

Jakub Kot: Ciężko. Myślę, że nie tylko mnie. Jestem przyzwyczajony do innego trybu życia, codziennego rytmu pracy. U mnie musi się coś dziać, musi być trochę obowiązków, wyjazdów, treningów. Teraz z wiadomych względów nie jest to możliwe. U mnie się to wszystko urwało dość nagle. Miałem zaplanowane wyjazdy do Vikersund i Planicy, bilety były już kupione. Szkoda, że zima się tak skończyła, bo najciekawsze konkursy w lotach były przed nami. Jesteśmy teraz zamknięci z rodziną w domu i obserwujemy w telewizji, co się dzieje. Wyjdziemy czasem na spacer z dziećmi, zrobimy coś wokół domu, ale to nie to samo. Dzień, dwa, można takie zamknięcie w domu wytrzymać, ale kiedy to jest pierwszy, drugi, trzeci tydzień, to człowiek może „zwariować”, bo nie jest do takiego trybu życia przyzwyczajony.

 

DSC1529m 300x200 - Jakub Kot o kwarantannie skoczków, przyszłości Stocha i roli eksperta [WYWIAD]
Jakub Kot (fot. Martyna Osuchowska)

Szukając nielicznych plusów tej sytuacji… Udało się może znaleźć czas na coś, na co do tej pory go brakowało?

U mnie paradoksalnie wygląda to odwrotnie. Jestem typem człowieka, który radzi sobie, jak ma dużo rzeczy do zrobienia. Wtedy wszystko sobie układam i mimo, że w sezonie zimowym jest dużo rzeczy do zrobienia, praca, treningi, wyjazdy, wizyty w Eurosporcie, jestem w stanie to pogodzić. Kiedy nagle mnie jestem w czterech ścianach i mam całe 12 godzin do dyspozycji, to nie umiem się zmobilizować. Niby czasu jest więcej, ale nie do końca. Czas przelatuje przez palce i trochę się to wszystko „rozjeżdża”. Człowiek szuka na siłę roboty, sprzątanie w garażu, remonty w domu.

Jestem też nauczycielem w szkole sportowej i jak wiadomo mamy zdalne nauczanie. Nie jest to najlepsza forma, bo wolałbym być na treningu z młodzieżą i bezpośrednio przekazać uwagi oraz wskazówki swoim podopiecznym. Wysyłanie przez internet materiałów do dzieci w podstawówce ma sporo minusów. Jedni zrobią, zrozumieją, ale drudzy nie. To też musi być forma dla nich przystępna, żeby nie pisać elaboratów, ale raczej znaleźć choćby jakieś filmiki, co mają zrobić. A teraz zawodnicy powinni być po okresie roztrenowania i przygotowywać się już do sezonu letniego.

 

Wspomniałeś o współpracy z Eurosportem. Sporo widzów ceni Cię jako eksperta. Czy zobaczymy Cię w studiu w kolejnym sezonie?

Moja ekspercka kariera zaczęła się w Eurosporcie. Po roku przyszła współpraca z TVP, a po rocznej współpracy z Telewizją Polską, z różnych względów, wróciłem do Eurosportu. Na tę chwilę nie mam jeszcze przedłużonego kontraktu, bo nie udało się nam spotkać po zakończeniu sezonu. Decyzja jest jednak taka, że kontynuujemy współpracę. 

 

Maciej Kot lot WSC.Lahti .2017 fot.Julia .Piatkowska 300x200 - Jakub Kot o kwarantannie skoczków, przyszłości Stocha i roli eksperta [WYWIAD]
Maciej Kot (fot. Julia Piątkowska)

Czy w Eurosporcie rzeczywiście można pod względem ciętych komentarzy więcej pozwolić? I czy łatwo jest komentować występy swoich kolegów ze skoczni?

Jest to bardzo trudne zadanie. Tak samo ma Krzysiek Biegun, który też pracuje w Eurosporcie. On również jest trenerem jednej z grup młodzieżowych w Beskidach, ja jestem trenerem w Zakopanem. Jeżeli powiedzielibyśmy za mocno o pewnych rzeczach, to praktycznie odcinamy gałąź, na której sami siedzimy. Możemy coś powiedzieć w niekorzystnych słowach o Polskim Związku Narciarskim, ale ten sam PZN nas zatrudnia, wspomaga, więc jest to balansowanie. Jeżeli ktoś jest wyłącznie dziennikarzem, to praktycznie może powiedzieć wszystko. Takiej osoby konsekwencje nie spotkają, mnie czy Krzyśka owszem. Widujemy się z trenerami, zawodnikami, mijamy się na salach, treningach, obozach… Można coś powiedzieć ostro, ale później musisz tym ludziom spojrzeć w oczy i jest to trudne. Dla mnie jednak nie jest rozwiązaniem mówić, że jest kolorowo i mówić nieprawdę, jeśli coś się dzieje źle. To może powiedzieć każdy, że jest super i „róbmy tak dalej”. Muszę się jednak liczyć z tym, że wyjdę ze studia i dostanę telefony, czy maile od osób, które mają za złe, że coś powiedziałem. Z jednej strony wiem, że oglądają mnie setki tysięcy, czy miliony ludzi i chcę im przekazać rzetelnie co uważam jako były zawodnik i działacz, a z drugiej wiem, że jestem w środowisku, które jest bardzo małe i hermetyczne. To nie jest piłka nożna, czy siatkówka, gdzie działaczy jest setki. Skoki to małe środowisko, mała „rodzina”. Tutaj narobienie sobie wrogów, do niczego nie prowadzi. Jak wiesz, mam brata, który jest w kadrze, stara się, dwoi i troi. Ocenianie go z perspektywy starszego brata, który nie miał takich sukcesów, który był słabszy nie jest łatwe. Co by było gdybym nagle ja w studiu mówił: „Maciek jest słabszy”… To może się ludziom kłócić, mogą mówić „sam nic nie osiągnąłeś, a jeszcze brata krytykujesz”.

 

kot maciek imitacja wm 300x200 - Jakub Kot o kwarantannie skoczków, przyszłości Stocha i roli eksperta [WYWIAD]
Trening imitacyjny w wykonaniu Macieja Kota (fot. Bartosz Leja)

Wracając jeszcze do kwarantanny, która dla sportowców, w tym skoczków, jest sytuacją nietypową… O tej porze roku byliby już na wspólnych zgrupowaniach, powoli wracaliby na skocznię. Czy da się wytrenować skoki „na sucho”?

Teraz kończy się posezonowy okres roztrenowania, kiedy zawodnicy jeszcze wykonują aktywność fizyczną, ale nie jest to już okres startowy, gdzie robi się ćwiczenia pod zawody, trening mocy. Teraz tych treningów może być mniej, ale one wciąż są potrzebne, żeby nie przerywać aktywności grubą linią i dwa tygodnie nic nie robić. W tym kwarantanna nie będzie aż tak przeszkadzać, bo te indywidualne treningi każdy w domu może zrobić. Problemem będzie wejście w okres przygotowawczy, gdzie trzeba wykonać dużo pracy. To, co się wykona latem, procentuje później zimą. Każdy trening jest dobry, nawet w czterech ścianach, ale nie zastąpi normalnego treningu. Skoczek musi skoczyć na nartach, wyjść pobiegać w górach, podrzucić na siłowni paręset kilogramów w ciągu tygodnia… Jak oglądam obrazki z Robertem Lewandowskim, który ma siłownię w domu, to wiadomo, jest łatwiej. Każdy ma jednak różne możliwości. Trzeba w takiej sytuacji organizować jednak półśrodki. Maciek przeprowadził się do Nowego Targu, tam jego żona ma prywatną siłownię, fitness. Tam ma komfortowe warunki. Trener wysyła ćwiczenia, które mają być zrobione i doświadczony zawodnik pokroju Maćka, Kamila Stocha, Piotrka Żyły, czy Dawida Kubackiego, wie już jak je wykonać i zrobi to w stu procentach. Trudniej będzie młodym zawodnikom. Sam jako trener opiekuję się 14-16 latkami, którzy nie zawsze mają w domu takie możliwości, nie mają sprzętu.

Jeśli chodzi o kadrę A, nie wiem jak to będzie wyglądać teraz, kiedy potrzebna jest asekuracja, potrzebne jest to, żeby trener widział, czy ćwiczenie wykonuje się poprawnie, czy nie. To będzie problem. Pojawiły się informacje, że Centralne Ośrodki Sportu wkrótce otworzą, ale tylko dla sportowców przygotowujących się do Letnich Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Ośrodki na ten czas byłyby dla nich całkowicie zamknięte.

 

stoch kubacki zakopane2020 jpiatkowska 300x200 - Jakub Kot o kwarantannie skoczków, przyszłości Stocha i roli eksperta [WYWIAD]
Kamil Stoch i Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Czyli można powiedzieć, że po długiej przerwie w startach i powrocie na skocznię, to ci doświadczeni zawodnicy mogą mieć znowu sporą przewagę nad młodszymi?

Zawodnik pokroju Kamila, czy Dawida, pamięta tyle okresów roztrenowania, tyle ćwiczeń i uwag trenera, że kiedy trener zada mu konkretne zadanie, to taki skoczek jest w stanie w stu procentach się zmobilizować, nawet jeśli nikt go nie kontroluje i nikt na niego nie patrzy. Z młodszymi zawodnikami może być tak, że pomyślą: „trener nie widzi, zrobię to przez pół, tego nie zrobię, a to zrobię razy dwa”. Nie to chodzi, trzeba zaufać trenerowi. Doświadczony zawodnik, mimo że nie lubi jakiegoś ćwiczenia, zaciśnie zęby, zaufa trenerowi i to zrobi. W kadrze A w stu procentach są tacy ludzie.

 

Czy skoczkowie narciarscy mają trudniejszą sytuację pod względem domowych treningów od przedstawicieli innych sportów, które można w ograniczonej wersji, ale jednak trenować choćby w ogrodzie? Porównując skoki narciarskie do innych popularnych sportów w naszym kraju, piłki nożnej, czy siatkówki… Piłkarze i siatkarze mogą mieć łatwiej?

Nie do końca się z tym zgodzę. Piłka nożna, siatkówka, to sporty zespołowe, musisz też mieć kontakt z przeciwnikiem. Jeżeli będziesz w domu trenować samą siłę, ćwiczenie dynamiczne, ale nie masz kontaktu z zawodnikami, którzy się popychają, faulują, musisz im podać, kontaktu ze stałymi fragmentami gry, taktyką, to nie jest pełny trening. Trzeba go jednak realizować z kolegami z drużyny. Widziałem urywki jak Wilfredo Leon ćwiczył odbicia sposobem dolnym i górnym. Jest to jakaś forma treningu, ale jak nie będzie miał bloku, wystawy… W skokach można robić ćwiczenia „na sucho”, one są wręcz wskazane. Widzimy, może nie u młodzieży, ale w kadrach narodowych taką tendencję, że jednak tych skoków robi się mniej niż kiedyś. Większy nacisk kładzie się na trening dynamiczny, techniczny, siłowy, koordynacyjny, stabilizacyjny, skoki są w mniejszości. Oczywiście są one jednak konieczne, szczególnie w lecie można ich zrobić trochę więcej, są wtedy stabilniejsze warunki, ten okres jest też dłuższy. W sumie w domu to nawet imitacji zawodnik sam nie zrobi, ponieważ trener musi zawodnika złapać, ocenić ten skok. Ćwiczenia techniczne muszą być pod okiem trenera. Skoczni jednak nie zastąpi nic… Można wieczorem grać w DSJ [Deluxe Ski Jump – przyp.red.] na komputerze, ale to tylko forma zabawy (śmiech).

 

Hofer Pertile fotAnnaTrybus 300x200 - Jakub Kot o kwarantannie skoczków, przyszłości Stocha i roli eksperta [WYWIAD]
Walter Hofer (po lewej) i Sandro Pertile (po prawej), fot. Anna Trybuś

A sam grywasz?

Niestety w ogóle zapomniałem jak wygląda myszka do komputera. Dawniej byłem miłośnikiem Counter Strike’a i DSJów. Miałem myszkę i komputer do gier. Teraz mam mały laptop, a tam pocztę, internet, maile, nie ma czasu na gry.

 

Po zakończeniu sezonu pojawiły się spekulacje dotyczące sportowej przyszłości Kamila Stocha. Sam Kamil dość szybko jednak je rozwiał. Jak długo zawodnik tego formatu i w tym wieku może skakać na najwyższym światowym poziomie?

Ile Kamil będzie jeszcze skakał? Na to nie znamy odpowiedzi. Miniony sezon wyraźnie odpowiedział jednak wszystkim, że Kamil nadal jest w stanie skakać na najwyższym światowym poziomie. Co do spekulacji na temat kariery Kamila pod koniec sezonu… Ja nie jestem dziennikarzem z krwi i kości. Dlatego może nie w pełni to czuję, te nagłówki w stylu „czy Kamil skończy karierę?”. Byłem przekonany, że nie ma w ogóle o czym mówić. Minionej zimy znowu był jednym z najlepszych skoczków na świecie, wygrał Raw Air, skrócony, ale jednak, w poszczególnych seriach skakał super, na mistrzostwach świata w lotach mógł walczyć o medale. Są różne sytuacje. Jeżeli ktoś od jakiegoś czasu skarży się na ból pleców, kolan, ma te 33 lata, coś może wskazywać na to, że powoli trzeba byłoby kończyć. Skoczek, który w ostatnim czasie nie ma jednak żadnych kontuzji, nie narzeka na zdrowie, na konflikty w zespole, skacze naprawdę dobrze, jest w czołówce Pucharu Świata – po co ma kończyć karierę?

Zhangjiakou wizualizacja MyDailyArt Beijing2022OC 300x200 - Jakub Kot o kwarantannie skoczków, przyszłości Stocha i roli eksperta [WYWIAD]
Wizualizacja wyglądu skoczni olimpijskich w Zhangjiakou (fot. My Daily Art / Beijing 2022 OC)

Przed nami imprezy docelowe, Mistrzostwa Świata w Oberstdorfie, przesunięte MŚ w lotach, za dwa lata Pekin. Dwa lata to dużo i mało. Z jednej strony to bardzo dużo, bo czasami w ułamku sekundy może się wszystko zmienić na niekorzyść, a z drugiej czemu tego nie wytrwać? Widzimy jak sport się rozwija, w tym metody odnowy biologicznej, regeneracji, proces treningowy… 10 lat temu trenowało się inaczej, teraz ten trening też się już zmienił. Liczy się jakość, a nie ilość. Mamy kontakt z lekarzem, biomechanikiem, fizjologiem. Nie ma możliwości, żeby zawodnik był przetrenowany, nie ma też możliwości wystąpienia kontuzji z przetrenowania. Spójrzmy na 47-letniego Noriakiego Kasaiego. Jeżeli sportowcowi to, co robi sprawia przyjemność i radość, to czemu ma siadać na tyłku i oglądać telewizję?

 

A jak widzisz przyszłość skoków narciarskich pod wodzą nowego dyrektora Pucharu Świata, Włocha Sandro Pertile? Możemy spodziewać się kontynuacji pomysłów Waltera Hofera, czy jednak pewnych zmian, choćby w kwestii przeliczników za wiatr, czy lokalizacji zawodów FIS?

Pytanie, jak koronawirus namiesza w skokach narciarskich. Boję się, że sporo, także jeśli chodzi o chęci Sandro Pertile na zmiany. Pomysły, o których powiedziałeś, wiążą się z kosztami i dodatkowymi badaniami. Można zmienić przeliczniki, ale żeby tak się stało, potrzebne są pomysły, testy i badania, a na to – pieniądze. Podobnie z innymi krajami w Pucharze Świata – żeby zrobić zawody, kraj musi się zgodzić i mieć pieniądze od sponsorów. A firmy upadają. Teraz to trochę wróżenie z fusów. Pertile kojarzę, na „dzień dobry”. Walter Hofer zrobił dla światowych skoków narciarskich bardzo dużo. Oczywiście był krytykowany, decyzje były różne, ale błędów nie popełnia tylko ten, który nic nie robi. Odszedł jednak na emeryturę i jestem zwolennikiem tego, aby Sandro Pertile pisał swoją historię i próbował po swojemu skoki zmieniać, mieć swoje zdanie, niż jechać na „wózku Hofera”. Po to jest też ta zmiana, żeby na skoki popatrzeć świeżym spojrzeniem, wprowadzić coś nowego. Chciałbym, żeby tak było, bo mogą się pojawić obawy, że Hofer będzie z tyłu czuwał, będzie przyjeżdżał na zawody niby jako widz, ale jednak będzie pociągał za sznurki. Mam nadzieję, że tak nie będzie.

 

Wisla Skocznia.im .Adama .Malysza.2017 Malinka fot.Bartosz.Leja  300x200 - Jakub Kot o kwarantannie skoczków, przyszłości Stocha i roli eksperta [WYWIAD]
Skocznia im. Adama Małysza w Wiśle-Malince (fot. Bartosz Leja)

Wybiegając w przyszłość, ale nie tą bardzo odległą. Włodarz skoczni w Wiśle, Andrzej Wąsowicz, przyznał, że jeżeli pozwolą na to decyzje władz, skoczkowie już w maju będą mogli trenować na skoczni w Wiśle. Myślisz, że to realne?

To, że skocznia może być czynna, to jedno. Muszą być jednak realizowane też zalecenia władz, ministra zdrowia, ministra sportu. Nagle przyjechaliby pracownicy skoczni, czterech trenerów i dziesięciu zawodników z Wisły, Zakopanego, pobliskich miejscowości, zrobiliby trening i pojechali do domu? Na razie tego nie widzę. Jeśli chodzi o otwarcie COS-ów dla kadr, był taki pomysł, że wpuszczą tych zawodników, ale zawodnicy nie opuszczają hotelu, są tam skoszarowani, codziennie są robione testy – to by były rygorystyczne i laboratoryjne warunki. Wtedy nikt nie mógłby po kilku treningach po prostu wyjechać. Mimo wszystko powoli trzeba byłoby już wychodzić na skocznię. Łapać kontakt z torami, powietrzem, odległością. Tego nie zastąpi nic. Jeszcze ze dwa tygodnie można trenować na sucho, ale od maja skocznia jest potrzebna. Trenerzy na pewno rozmawiali już z zarządcami skoczni o tym, co się dzieje. Skocznia w Wiśle-Malince jest zarządzana przez Polski Związek Narciarski, a nie COS [Centralny Ośrodek Sportu – przyp.red.] , więc tutaj byłoby łatwiej się dogadać. Nie jestem za bardzo wtajemniczony, ale wtedy łatwiej byłoby zamknąć tylko dla nich skocznię z asystą lekarza. Jeżeli takie pomysły są, to bardzo dobrze, ale boję się, że tylko na pomysłach się może skończyć. Jeśli będą odgórne restrykcje od premiera, ministrów, to dla kilku skoczków nie da się zrobić wyjątku. Ludzie giną w Polsce i na świecie, to poważny temat i nie można go zlekceważyć.

 

Ty też pewnie chciałbyś już ruszyć z domu dalej, niż tylko do ogrodu?

Pogoda sprzyja, a mając w domu dwójkę małych dzieci, to mając kawałek ogródka, trzeba wyjść na spacer. Wszystkim trzeba życzyć powrotu do normalności. Sam mam działalność gospodarczą, widzę jakie są skutki, ile firm upada i ile ludzi ma problemy. Każdy potrzebuje wrócić do codziennych obowiązków, do pracy i do wypoczynku nie tylko w domu. Przede wszystkim potrzebujemy jednak zdrowia.

 

rozmawiał Bartosz Leja

 

Podziel się:

Dodaj komentarz