Zapomniane skoki narciarskie na Dolnym Śląsku. Czy jest szansa na odrodzenie?
Karpacz - Orlinek latem (fot. Artur Bała)

Zapomniane skoki narciarskie na Dolnym Śląsku. Czy jest szansa na odrodzenie?

Są w Polsce regiony, które mimo geograficznych uwarunkowań, nie istnieją na skokowej mapie. Na taką sytuację przez lata złożyło się wiele czynników – nieraz absurdalne i niezrozumiałe.

 

Kot Jakub 2016 fot.Martyna.Osuchowska.Behind.the .Sport  300x200 - Zapomniane skoki narciarskie na Dolnym Śląsku. Czy jest szansa na odrodzenie?
Jakub Kot – rekordzista skoczni w Lubawce (fot. Martyna Osuchowska / Behind the Sport)

Połowa 2020 roku. Od wielu lat województwo dolnośląskie jest omijane szerokim łukiem przez skoczków, sztaby szkoleniowe, organizatorów imprez. Na pierwszy rzut oka – nic dziwnego, bo zimą, sportowo, nic się tutaj nie dzieje. Nic nie ulega poprawie, nic nie rusza do przodu. Południowy-zachód Polski bez wątpienia jest regionem atrakcyjnym turystycznie. Znajdziemy tu zróżnicowane ukształtowanie terenu od nizin, poprzez wyżyny, na pogórzach i górach kończąc. Dlaczego zatem skokowo jest tutaj tak źle?

Analizę należy rozpocząć od zbadania ogólnej infrastruktury, na którą podróżni już nie powinni narzekać. Przez lata w regionie powstało wiele kilometrów dróg, które umożliwiają bezkolizyjną i stosunkowo szybką podróż. Możemy skorzystać z autostrad, dróg ekspresowych, czy dróg krajowych, będących w coraz lepszym stanie. W przeciągu kilku najbliższych lat zostanie ukończona droga ekspresowa S3, która połączy północną i centralną Polskę z Sudetami Środkowymi i Krajem Hradeckim w Czechach. Pierwszy krok do ogólnej poprawy już został spełniony, bo dla kibiców, zawodników czy zespołów, podróż po Dolnym Śląsku nie powinna sprawiać problemów.

 

Karkonosze 2030

igrzyska olimpijskie kola DepartmentforDigitalCultureMediaandSport CCBY20 300x199 - Zapomniane skoki narciarskie na Dolnym Śląsku. Czy jest szansa na odrodzenie?
Koła olimpijskie (fot. Department for Digital, Culture, Media and Sport / CC BY 2.0)

Do niedawna rysował się plan na zmianę przyszłości sportu w regionie. Mówiono o planach, a nawet kandydaturze Karkonoszy do zorganizowania XXVI Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2030 roku. Projekt imprezy zakładał częściowe wykorzystanie infrastruktury polskiej oraz czeskiej, wraz z budową od podstaw nowych, niezbędnych obiektów do zorganizowania imprezy. Igrzyska miałyby się okazać swoistym świętem regionu, lecz jak się wydaje teraz – niedoczekanie.

Rozsądnie myślący od samego początku mogli uważać ten pomysł za abstrakcyjny. Była to swojego rodzaju powtórka z rozrywki, gdyż przed laty duże ciśnienie pojawiło się na zorganizowanie zimowych igrzysk w Małopolsce. Jak niepoważny i „życzeniowy” był to pomysł, można szybko zobrazować, spoglądając tylko na rollercoaster związany z przyszłoroczną organizacją mistrzostw świata juniorów w narciarstwie klasycznym w naszym kraju. Szybko okazało się, że z pomysłu igrzysk nic nie wyjdzie, bo też zwyczajnie wyjść nie mogło. Wyobraźmy sobie (skupiając się głównie na skokach), że prawo organizacji imprezy, dostaje region, w którym sporty zimowe nie odgrywają w tej chwili żadnej poważnej roli, o innych dyscyplinach też nie wspominając. Niech wzorem pochopnie podjętej decyzji, będzie fakt, że po raz ostatni Puchar Świata został zorganizowany za naszą południową granicą w 2013 roku. Rok później nieco na siłę odbyły się loty z koniecznością modernizacji mamuta. Aktualnie wszyscy wiemy w jakim stanie znajduje się Čerťák w Harrachovie.

 

Co ze skoczniami?

Lubawka Skocznia.na .Kruczej.Skale rozbieg fot.Jolanta.Rymarz 300x200 - Zapomniane skoki narciarskie na Dolnym Śląsku. Czy jest szansa na odrodzenie?
Skocznia K-85 na Kruczej Skale w Lubawce, (fot. Jolanta Rymarz)

Oczywiście zarówno w Polsce, jak i Czechach znajdują się obiekty narciarskie, lecz w zasadzie każdy z nich wymaga modernizacji lub kompletnej przebudowy. W regionie jest wiele skoczni, lecz są one „martwe”, ujęte jedynie w statystykach. W Sudetach Środkowych do niedawna zawodnicy mogli poskakać w Lubawce, miejscowości na pograniczu Polski i Czech. Zresztą skocznie powinni kojarzyć jeszcze nasi aktywni skoczkowie. W 2010 roku odbyły się tam zawody w ramach Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w sportach zimowych. Kilka lat później skocznia na Kruczej Skale (HS-95) przeszła modernizację, jednak trudno mówić o jakichkolwiek poważnych zawodach. Problemem z jakim mogą zmagać się organizatorzy zawodów w Lubawce, to łagodne zimy i w konsekwencji niedostateczne naśnieżenie obiektu. Właśnie z tego powodu nie odbyły się tutaj dość hucznie planowane zawody w 2016 roku.

O skoczni Orlinek (HS-94) w Karpaczu trudno powiedzieć cokolwiek dobrego. Obiekt, który gościł mistrzostwa świata juniorów i mistrzostwa Polski, aktualnie popada w ruinę. Jest to tym bardziej smutne i przygnębiające, gdyż region Karkonoszy jest urokliwy, a sam obiekt leży u podnóża najwyższego szczytu w Sudetach – Śnieżki. Karpacz jest ośrodkiem turystyczno-wypoczynkowym, do którego w sezonie letnim, jak i zimowym zjeżdżają tłumy wczasowiczów. Jest to miejsce idealnie pasujące do tego, aby stało się ośrodkiem i sercem skoków w regionie. Do niedawna Orlinek służył jako punkt widokowy, z którego mogli skorzystać turyści. Jednak dla fanów skoków narciarskich widok niszczejącej skoczni, na której niegdyś gościli najlepsi młodzi skoczkowie globu, jest z pewnością przygnębiający. Ostatnim razem przejeżdżając obok obiektu, można było zauważyć, że został on zamknięty i póki co nie jest możliwe nawet jego zwiedzanie.

Szklarska Poreba Himmelsgrundschanze 1930 dolny slaskORGpl 300x200 - Zapomniane skoki narciarskie na Dolnym Śląsku. Czy jest szansa na odrodzenie?
Skocznia w Szklarskiej Porębie na Owczych Skałach. Zdjęcie z 1930 roku (fot. dolny-slask.org.pl)

W samym Karpaczu oprócz wspomnianego wcześniej Orlinka, trudno na pierwszy rzut oka odszukać inne skocznie. Jednak wprawne oko kibica skoków z pewnością kojarzy Karpatkę (K-30), wyburzoną niedawno, bo w 2018 roku. Jest to tym bardziej smutne, bo obiekt ze względu na swoje rozmiary, mógł być dobrą bazą treningową dla młodych adeptów skoków. Nie tak dawno, bo w 2003 roku został przebudowany. Wówczas wydawać się mogło, że Karpacz jest perspektywicznym ośrodkiem do uprawiania skoków narciarskich. Obok Karpatki znajdowała się mniejsza skocznia – Bobo (K-10).

Zapomniane są także skoki narciarskie w Szklarskiej Porębie, czyli miejscu, z którego do Harrachova jest zaledwie 15 kilometrów drogi. Dwie miejscowości oddziela Polana Jakuszycka, czyli w zasadzie jedyne dobrze przygotowane miejsce do biegów narciarskich w regonie. Do pewnego momentu Czesi mogli być wzorem dla polskich samorządowców. Harrachov i cały Kraj Liberecki był mocno zaangażowany w skoki narciarskie, a zawody najwyższej rangi gościły w tym czeskim regionie prawie rokrocznie. Obecnie Szklarska Poręba nie istnieje na skokowej mapie świata, wszystkie obiekty zostały rozebrane, bądź wchłonięte przez naturę, a przed wieloma laty, było to miejsce wielu narciarskich skoczni.

 

Brak efektów

W czasach gdy jeszcze funkcjonowały obiekty w Karpaczu czy Lubawce, służyły one w większości zawodnikom z Beskidów lub Podhala. Niestety przez ostatnie dwadzieścia lat, region nie wypromował żadnego skoczka, który mógłby rywalizować nawet w zawodach Pucharu Kontynentalnego. Spoglądając na stan obiektów, w ciemno możemy zakładać, że przez najbliższe lata nic się tutaj nie zmieni. To niestety ponury obraz beznadziei, gdyż region ten jest doskonałym miejscem do reaktywacji zapomnianych już tradycji.

 

Michał Pasek
źródło: informacja własna / skisprungschanzen.com

 

Podziel się:

Dodaj komentarz