LGP Wisła 2020: Kolejne ekipy potwierdzają przyjazd. Kiedy kibice kupią bilety?
Skocznia im. Adama Małysza w Wiśle (fot. Bartosz Leja)

LGP Wisła 2020: Kolejne ekipy potwierdzają przyjazd. Kiedy kibice kupią bilety?

Pomimo odwołania wszystkich pozostałych konkursów Letniego Grand Prix 2020 (w Hinzenbach, Klingenthal, Szczuczyńsku i Czajkowskim), zawody w Wiśle zbliżają się wielkimi krokami. Organizatorzy dopinają ostatnie szczegóły związane z obecnością kibiców i dystrybucją biletów, poznajemy też kolejne szczegóły dotyczące udziału poszczególnych drużyn w jedynych igelitowych konkursach najwyższej rangi w tym sezonie.

 

Samotna Wisła. Kto przyjedzie?

Po odwołaniu zawodów we francuskim Courchevel, austriackim Hinzenbach, niemieckim Klingenthal, kazachskim Szczuczyńsku i rosyjskim Czajkowskim, w kalendarzu męskich zawodów LGP 2020 pozostała już tylko Wisła. Mimo tego, zaplanowane na 21-23 sierpnia zmagania powinny dojść do skutku.

Pomimo niełatwej sytuacji związanej z pandemią koronawirusa, komitet organizacyjny zamierza stanąć na wysokości zadania. – Najprościej jest odwołać zawody i to wszystkie, które były zaplanowane. My też mogliśmy tak postąpić, bo są ku temu podstawy, choćby ostatnie dwa dni – mówi nam szef KO Andrzej Wąsowicz, nawiązując do rekordowej liczby zarażeń wirusem SARS-CoV-2 w Polsce. – Na szczęście nie podjęto na razie decyzji, które uniemożliwiłyby nam przeprowadzanie zawodów. Nie dziwię się Kazachom i Rosjanom, bo do nich nie poleciałoby większość zespołów. Natomiast Niemcy i Austriacy trzymają się razem – skoro wypadło Hinzenbach, to i Klingenthal – dodaje.

Można się zastanawiać nad tym, jaka powinna być decyzja działaczy dotycząca losów międzynarodowej rywalizacji na skoczni im. Adama Małysza. Wieloletni włodarz obiektu zdaje sobie sprawę z tego, że oczy narciarskiego świata będą zwrócone właśnie na Wisłę. – Oczywiście czujemy odpowiedzialność i presję. Najbliższe posiedzenie komitetu organizacyjnego zwołałem na poniedziałek. Zapowiedziane obostrzenia rządowe mogą dotyczyć części kraju i to daje nam na razie spokojną sytuację. Najgorsze byłoby dla nas ogłoszenie kwarantanny na terenie całego kraju, bo wtedy raczej żadna ekipa nie zgodziłaby się przyjechać. Wtedy nie byłoby sensu robić zawodów. A z informacji które posiadam, wiem, że większość ekip wybiera się do Wisły i to własnym transportem – podkreśla Wąsowicz. 

Z informacji, do których dotarliśmy wiemy, że w Beskidach na pewno nie pojawią się Japończycy (to było wiadome już wcześniej). Prawdopodobnie nie dotrą też Finowie. Przyjazd głównym składem potwierdzili jednak Austriacy (którzy wcześniej informowali o swojej absencji), poza zdobywcą Kryształowej Kuli Stefanem Kraftem który na ten czas ma inne plany. Zgłosili się też Niemcy, u których trener Stefan Horngacher doskonale zna warunki, które panują w Polsce. – Sam fakt, że mogą to być pierwsze i ostatnie letnie zawody rangi międzynarodowej, powoduje zainteresowanie nimi. Na dzisiaj udział w zawodach potwierdziło dziewięć ekip, ponadto cztery rozważają jeszcze możliwość przyjazdu. Wystartują oczywiście Polacy, a także m.in. Niemcy, Austriacy, Słoweńcy, Norwegowie, a także Amerykanie, którzy przebywają aktualnie w Europie – wymienia dyrektor wiślańskiej skoczni.

 

Kibice, bilety, reżim sanitarny… Czego się spodziewać?

Z tygodnia na tydzień zmieniają się też informacje dotyczące udziału kibiców w Letnim Grand Prix w Wiśle. Opcji było już kilka – mówiło się o pustych trybunach, wypełnieniu ich w 25, a nawet 50 procentach. Aktualnie obowiązującą wersją jest ta, wedle której na trybuny każdego dnia zmagań (od piątku do soboty, 21-23 sierpnia) wejdzie poniżej 1000 osób. – Gdyby decyzje rządowe byłyby mniej korzystne dla rozgrywania zawodów, już teraz podjęlibyśmy też stanowcze postanowienia – podkreśla Wąsowicz, który zdawał sobie sprawę z możliwości rozegrania konkursów bez udziału kibiców. – Zdecydowaliśmy jednak, że robimy te zawody w tym terminie. Przygotowania są już na poziomie około 90 procent. Sprzedaż biletów wyłącznie drogą internetową chcemy rozpocząć 5 sierpnia [w środę, na stronie ebilet.pl – przyp.red.] o godzinie 10:00. Oczywiście pod warunkiem, jeśli coś niekorzystnego się do tego czasu nie wydarzy – dodaje.

Wszyscy kibice, którzy znajdą się wśród szczęśliwców z zakupionymi biletami muszą jednak zdawać sobie sprawę z zaostrzonego reżimu sanitarnego na terenie skoczni im. Adama Małysza. Każdy bezwzględnie będzie musiał się do niego dostosować. – Wszyscy wchodzący będą mieli mierzoną temperaturę, a kto miałby ją podwyższoną, niestety na teren skoczni nie wejdzie. Obowiązują oczywiście maseczki, które rozdamy kibicom jako pamiątkowy gadżet. Na wszystkich sektorach będą zainstalowane dozowniki z płynem dezynfekcyjnym i tej dezynfekcji rąk będziemy rygorystycznie wymagać. Mamy dokładne wytyczne dotyczące tego, ile kibiców zmieści się na trybunach siedzących, a także w sektorach stojących. Ponadto sektor stojący będzie wytyczony tylko od strony Szczyrku [po lewej stronie patrząc od dołu skoczni – przyp.red.]. Plac od strony wyciągu krzesełkowego będzie przeznaczony tylko dla zawodników i drużyn, a także ich samochodów. Wszystko po to, aby nie było absolutnie żadnego kontaktu nikogo z ekip z publicznością – wymienia Andrzej Wąsowicz.

Należy jednocześnie podkreślić, że pod względem dopingowania swoich narciarskich ulubieńców, będą to zawody inne niż wszystkie dotychczas. Kontakt kibiców ze skoczkami będzie ograniczony do minimum. Nie będzie tradycyjnego rozdania numerów startowych na Placu Hoffa w centrum Wisły, ani żadnych interakcji z zawodnikami poza skocznią. Trasy przejazdów ekip pomiędzy skocznią, a hotelem będą ściśle określone, a zawodnicy izolowani. Ponadto miejsce, w którym skoczkowie schodzą po schodkach po oddanym skoku, które do tej pory było znane z robienia pamiątkowych fotografii i zbierania autografów, będzie odizolowane przezroczystą pleksiglasową „szybą”. Skoczkowie będą zatem widoczni, ale nie będzie z nimi fizycznego kontaktu. Oczywiście zmiany te odczują też sami skoczkowie. Podczas ceremonii dekoracji, osoby dekorujące nie będą miały prawa uścisnąć dłoni zawodnikom znajdującym się na podium.

 

Bartosz Leja,
informacja własna

 

Podziel się: