Kamil Stoch: „Udało się odpocząć, ale brakowało mi adrenaliny”
Kamil Stoch (fot. Julia Piątkowska)

Kamil Stoch: „Udało się odpocząć, ale brakowało mi adrenaliny”

Kamil Stoch był największym bohaterem pierwszego dnia rywalizacji w Wiśle. W treningach 33-letni reprezentant Polski zajmował drugie i pierwsze miejsce, a w punktowanym prologu o Puchar TVP Sport nie miał sobie równych. Utytułowany skoczek z Zębu przyznał, że podczas pierwszego etapu pandemii, który spędził w domu, nabrał potrzebnych sił. – To było coś, czego naprawdę potrzebowałem – powiedział.

 

„Udało się odpocząć, tego potrzebowałem”

Zimowy sezon 2019/2020 zakończył się zwycięstwem Kamila Stocha w zawodach Pucharu Świata w norweskim Lillehammer i całym turnieju Raw Air. Później nadszedł czas pandemii koronawirusa i zdroworozsądkowej kwarantanny. Jak się okazuje, nie był to dla Kamila Stocha czas stracony. – Przede wszystkim udało się odpocząć. Myślę, że wielu sportowcom się to udało. Ja nigdy nie miałem możliwości posiedzenia w domu dłużej niż dwa, trzy tygodnie… A tutaj mogłem siedzieć dwa miesiące, nacieszyć się w końcu żoną, usiąść, odpocząć, pomyśleć nad normalnym życiem. To było coś, czego naprawdę potrzebowałem – przyznał.

Tuż po powrocie do międzynarodowej rywalizacji, podopieczny trenera Michala Doleżala… znów wygrywa! Wszystko zaczęło się dzisiaj od 130 metrowego skoku i drugiego miejsca w treningu przed zawodami Letniego Grand Prix w Wiśle. W drugiej rundzie „zapoznawczej” Stoch poszybował 133 metry i był najlepszy. Podtrzymał ten trend także podczas prologu na skoczni im. Adama Małysza i szybując 133,5 metra zdobył Puchar TVP Sport. – Ten ostatni skok był solidny, nawet bardzo dobry, taki jakie oddawałem na dobrych treningach. Było przyjemnie – mówił zadowolony.

 

Zasłużone zwycięstwo w prologu?

Wszystko jest zrobione pode mnie. Jak się zasługuje, to się ma, a jak dają, to trzeba brać – śmiał się utytułowany zawodnik, którego pierwszego dnia w Wiśle nie opuszczał dobry humor. – Czułem się bardzo dobrze. Cieszę się, że możemy tutaj dziś być, rywalizować, że to wszystko doszło do skutku, że są kibice. Pomimo tego, że stadion nie jest pełny, to są i ich słychać, jest doping. Jest przy tym wszystkim adrenalina, bo tego brakowało. Po to trenujemy i w takich momentach chcemy się wykazywać – zaznaczył Stoch, który odebrał trofeum z rąk dziennikarza TVP Sport Macieja Kurzajewskiego i prezesa Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusza Tajnera. Wszystko z zachowaniem reżimu sanitarnego i z maseczkami ochronnymi na twarzach.

Stoch zachwycał nie tylko odległością, ale też stylem. Jego próba została wysoko oceniona przez sędziów, a do jego końcowej noty włączone zostały trzy noty 19 punktowe. – Lądowanie to coś, co zawsze chcę wykonać bardzo dobrze, przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa. Po drugie uważam, że daleki skok wykończony telemarkiem to jest, jak mówi pewien ekspert, truskawka na torcie. Tak chcę zawsze robić i akcentować takie skoki. Dla mnie skok nie wykończony telemarkiem to nie jest skok do końca udany – skwitował swoje lądowanie na skoczni im. Adama Małysza.

 

Najważniejsza jest zima

Zawody w Wiśle Malince będą jedynymi tego lata z cyklu Letniego Grand Prix. Tak naprawdę nie jest pewne, czy polska kadra narodowa będzie mieć jeszcze okazję do międzynarodowych startów na igelicie przed sezonem zimowym. Czy biało-czerwonym może to sprawiać problem? – Dla nas latem najważniejszy jest trening motoryczny i techniczny. Jednak żebyśmy mieli styczność ze skocznią, mamy obiekty dostępne cały czas. Sama rywalizacja owszem, buduje pewność siebie i to też jest rodzaj treningu, sprawdzenia się w zawodach. Pod względem czysto sportowym, to że odbędą się tylko jedne zawody, nie ma znaczenia. Oby odbyły się zawody zimą – podsumował jeden z głównych faworytów do zwycięstwa w weekendowych konkursach LGP w Beskidach.

 

Julia Piątkowska, Bartosz Leja
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz