„Pandemiczne” skoki w Wiśle. Odizolowani Austriacy, kibice bez maseczek, Puchar Świata bez kibiców?
Ceremonia dekoracji - w środku Andrzej Wąsowicz, obok burmistrz Wisły Tomasz Bujok i prezes PZN Apoloniusz Tajner (fot. Julia Piątkowska)

„Pandemiczne” skoki w Wiśle. Odizolowani Austriacy, kibice bez maseczek, Puchar Świata bez kibiców?

Polacy jako jedyni zdecydowali się na przeprowadzenie zawodów Grand Prix mężczyzn tego lata. Zawody, które odbyły się z udziałem kibiców na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle były swego rodzaju „poligonem doświadczalnym” dla organizatorów zmagań najwyższej rangi. Jak przebieg rywalizacji ocenił dyrektor Pucharu Świata FIS, Sandro Pertile? I jak wyglądały realia na skoczni i wokół niej w dobie pandemii koronawirusa? O tym opowiedział nam szef komitetu organizacyjnego LGP w Wiśle, Andrzej Wąsowicz.

 

FIS chwali organizatorów LGP w Wiśle

Mimo, że na starcie w Beskidach nie było kompletu światowej czołówki, to i tak wygrywali jedni z najlepszych skoczków świata. Dwukrotnie Dawid Kubacki wskakiwał na najwyższy stopień podium, a tuż za nim lądowali Kamil Stoch i Piotr Żyła. Organizacja jedynych jak dotąd zawodów FIS w skokach narciarskich z udziałem publiczności tego lata, była jednak dużym wyzwaniem dla polskiej strony. Zachowanie odpowiedniego reżimu sanitarnego i zapewnienie wszystkim uczestnikom bezpieczeństwa było priorytetem. Jak się okazuje, rodzimi działacze dobrze wybrnęli z tego trudnego zadania.

Po zawodach odbywa się zwyczajowe spotkanie dyrektora Pucharu Świata i delegata technicznego FIS z komitetem organizacyjnym. Sandro Pertile powiedział nam, że szczegóły zostaną opisane w raporcie, ale dodał: „Będzie pozytywny. Zdaliście egzamin, pokazaliście, że można”. Im też bardzo zależało, żeby te skoki ruszyły. Myślę, że inni organizatorzy będą się wzorować na nas i zimowy Puchar Świata ruszy – powiedział nam Andrzej Wąsowicz.

 

Kibice bez maseczek, Puchar Świata bez kibiców?

Włodarz skoczni im. Adama Małysza przyznał, że polska strona musiała być gotowa na każdą zaistniałą sytuację. Obyło się jednak bez znaczących komplikacji. – Nie było ani jednej chwili zaskakującej, czy kryzysowej. Od początku, gdy wchodziła garstka kibiców, mierzyliśmy wszystkim temperaturę. Byliśmy na wszystko przygotowani, wśród trzech pełnych zespołów karetek, jednak z nich była specjalna, „COVID-owa”, w której służby medyczne były ubrane w specjalne uniformy. Gdyby stwierdzono u kogoś zbyt wysoką temperaturę, od razu taki ktoś byłby odizolowany i przewieziony do odpowiedniej placówki medycznej.

Niestety dość często można było zobaczyć kibiców, którzy nie mieli założonych masek ochronnych. – Spikera prosiliśmy kilkukrotnie, aby apelował o zachowanie odstępu między kibicami, szczególnie na trybunie stojącej. Informowaliśmy o tym, aby ubierać też maseczki, jednak niektórzy, tak jak się to dzieje w całym kraju, nie biorą tego na poważnie – podkreślił Wąsowicz, po czym dodał dobitnie: – Próbowałem wykorzystać do tego ochronę, aby zwracali takim osobom uwagę, ale czasami opór był jeszcze większy, nie wiadomo czy nie doszłoby do rękoczynów… Kibice sami sobie robią krzywdę, bo działacze FIS wszystko obserwują. Jak nie będą przestrzegać zasad, to zawody będą się odbywać bez publiczności. My jako organizatorzy i ekipy, przestrzegaliśmy wszystkiego. Nawet przy ceremonii dekoracji, przy której byłem, osoby dekorujące musiały ubrać rękawiczki i zrezygnować z uścisku ręki. Był jedynie „żółwik”. Trzeba przestrzegać wszystkiego, bo podobna sytuacja czeka nas pewnie w zimowym Pucharze Świata.

 

Odizolowani Austriacy… z własnym kucharzem

Okazuje się, że jeszcze zanim skoczkowie przystąpili do rywalizacji w zawodach Letniego Grand Prix, skocznia im. Adama Małysza tętniła życiem. Zagraniczne ekipy miały okazję do „zapoznawczych” skoków w tygodniu przed konkursową rywalizację. Skwapliwie skorzystali z tego Austriacy, którzy na Wisłę mieli dodatkowo bardzo rygorystyczne „przykazania” od rodzimej federacji.

Oni przyjechali do nas jako pierwsi. Wyraźnie czuli głód skakania i trenowali kilka dni przed zawodami. W rozmowach z nimi dowiedziałem się, że warunkiem wypuszczenia ich przez Austriacki Związek Narciarski na te zawody było poszukanie osobnej, odizolowanej kwatery, specjalnie dla nich. Przywieźli swój prowiant i kucharza. Po zawodach i rozmowach z innymi ekipami, mówili jednak, że w Hotelu Gołębiewskim, tam gdzie przebywała większość drużyn, mieliby też zapewniony specjalny standard, zgodnie z którym całe piętro było wyłączone tylko dla grup sportowych. Wynajęli jednak mieszkanie koło Hotelu i tam mieszkali – zdradził nam Andrzej Wąsowicz.

Wiele zagranicznych reprezentacji zawitało jednak do Wisły bez swoich największych gwiazd, a niejednokrotnie także w „drugich garniturach”. Miało to spore uzasadnienie spoglądając na obecne pandemiczne realia. – Niektórzy wysłali takich „laufrów”, którzy mieli za zadanie zobaczyć i sprawdzić teraz wygląda organizacja zawodów w praktyce – podsumował włodarz wiślańskiej skoczni.

 

Bartosz Leja,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz