Puchar Kontynentalny w Wiśle pod znakiem zapytania. Bez najmocniejszych Polaków na starcie?
Czy Letni Puchar Kontynentalny w Wiśle dojdzie do skutku? (fot. Albert Stasiak)

Puchar Kontynentalny w Wiśle pod znakiem zapytania. Bez najmocniejszych Polaków na starcie?

Jeszcze długo przed rozpoczęciem zawodów Letniego Grand Prix w Wiśle Malince i spekulacjami związanymi z szansami powodzenia całej imprezy, trwały też spekulacje dotyczące zaplanowanego na wrzesień Letniego Pucharu Kontynentalnego na skoczni im. Adama Małysza. Po wycofaniu się niemieckiego Klingenthal, w kalendarzu cyklu została tylko Wisła i rumuński Rasnov. Czy jednak kolejne tego lata konkursy w Polsce dojdą do skutku?

 

Ważą się losy „drugiej ligi” w Wiśle

Odwołane konkursy w japońskiej Hakubie, austriackim Stams, a dzisiaj niemieckim Klingenthal. Losy Letniego Pucharu Kontynentalnego są bardzo podobne do losów Letniego Grand Prix. Aktualnie w terminarzu wciąż pozostaje jeszcze Wisła, gdzie zawody „drugiej ligi” na igelicie mają się odbyć w dniach 12-13 września, a także Rasnov, gdzie skoczkowie mają rywalizować 10 i 11 października.

Już zmagania w cyklu LGP na skoczni im. Adama Małysza (HS-134) wymagały jednak wielkiego wysiłku organizatorów, a sama Wisła była w tym czasie „poligonem doświadczalnym” dla Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) w dobie pandemii koronawirusa. Jak już wiemy, organizatorzy w Beskidach spisali się dobrze, jednak losy wrześniowego Pucharu Kontynentalnego stoją tam pod znakiem zapytania.

Jedyny problem, to problem finansowy. Nie wiem jeszcze ile kosztowało nas teraz Letnie Grand Prix. Rozumiem jednak wagę tych kolejnych zawodów. Szczególnie Adam Małysz mówił, że dobrze byłoby to zrobić, bo u siebie byłaby szansa wywalczyć kwotę startową dla polskich zawodników startujących w zawodach Pucharu Kontynentalnego – podkreśla Andrzej Wąsowicz, szef komitetu organizacyjnego LGP w Wiśle. – Czekamy na decyzję, będziemy się konsultować z osobami decyzyjnymi do końca tygodnia. Dyrektor Pucharu Świata FIS Sandro Pertile, dał nam czas do końca tygodnia.

 

Bez Kubackiego, Stocha i Żyły?

Jeżeli zawody doszłyby do skutku, można się zastanawiać, którzy polscy skoczkowie dostaliby szansę startu w letnim sezonie ubogim w międzynarodową rywalizację. Jak się okazuje, trójka największych bohaterów ostatniego weekendu, czyli Dawid Kubacki, Kamil Stoch i Piotr Żyła, prawdopodobnie nie wzięliby udziału w rywalizacji. – Oprócz tych trzech zawodników, którzy wskakiwali na podium w LGP, reszta polskich kadrowiczów by wystartowała. Gdyby puścić tam Dawida, Kamila i Piotra, to pewnie właśnie oni pozbieraliby te najwyższe lokaty i punkty, a one im są w „drugiej lidze” niepotrzebne. Nam zależy, aby zapunktowali tacy skoczkowie, jak Tomasz Pilch, Klemens Murańka, Paweł Wąsek i inni – zaznacza włodarz wiślańskiej skoczni. Przypomnijmy, że w aktualnym periodzie sezonu 2020/2021, polski sztab szkoleniowy może nominować do startu w Pucharze Kontynentalnym sześciu skoczków.

Poza kwestiami finansowymi, wątpliwą sprawą przy organizacji nadchodzących konkursów będzie udział zagranicznych reprezentacji. W związku z dużą liczbą zakażeń koronawirusem w naszym kraju, coraz więcej państw wprowadza dla osób przybywających z Polski obowiązek kwarantanny. To mogłoby pokrzyżować plany wielu ekip powracających do swoich ojczyzn. – Obawiam się tego. Słowenia się już się przed Polską „zamknęła”, podobnie Norwegia. Jeśli pandemia znowu się będzie tak rozwijać, to nie wiem czy będzie sens te zawody robić, jeśli najlepsi nie dojadą – przyznaje Wąsowicz.

Dodajmy, że wśród krajów startujących w zawodach skoków narciarskich, które wpisały Polskę na „żółtą listę”, poza Słowenią i Norwegią jest także Estonia.

 

Bartosz Leja,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz