Punkt Krytyczny #5: Niemożliwe nie istnieje
Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Punkt Krytyczny #5: Niemożliwe nie istnieje

To co wydawało się niemożliwe, stało się wykonalne. Sukces sportowy i organizacyjny potwierdza, że Wisła jest miejscem wyjątkowo sprzyjającym dla naszych reprezentantów. Po zawodach w Beskidach możemy ze spokojem spoglądać w przyszłość i liczyć, że skoczkowie na obiekcie im. Adama Małysza niebawem znów się pojawią.

 

WislaMalinka zeskok2020 fot.JuliaPiatkowska 300x200 - Punkt Krytyczny #5: Niemożliwe nie istnieje
Widok na zeskok skoczni w Wiśle (fot. Julia Piątkowska)

Po zakończonym weekendzie następuje powolny czas podsumowań. To co wydawało się niemożliwe, udało się stworzyć i poprowadzić do końca. Zawody, które w dobie pandemii nie miały prawa zostać zorganizowane, odbyły się, na pierwszy rzut oka bez skazy na wizerunku. Tak to możemy interpretować. Organizacyjnie i sportowo. Trzy dni w zupełnie innych realiach, w których zawodnicy po raz pierwszy wraz ze swoimi sztabami trenerskimi wystąpili w całkiem innym sportowym przedstawieniu niż dotychczas. Zagrali w takiej roli, do której nie można było się wcześniej przygotować. Wszystko zostało zagrane spontaniczne, a zarazem całkiem przemyślanie. Być może znalazły się detale, które nie były ostatecznie dopracowane, ale cała organizacja tego weekendu, umiejętnie przykryła pewne mankamenty, których i tak na pierwszy rzut oka nie było widać. Wisła wraz z komitetem organizacyjnym po raz kolejny nie zawiodła. To doskonały sygnał wysłany w świat skoków.

JanBombek Wisla2020 fot.JuliaPiatkowska 300x200 - Punkt Krytyczny #5: Niemożliwe nie istnieje
Jan Bombek (fot. Julia Piątkowska)

W międzyczasie pojawiały się problemy od organizatorów niezależne. Kolejne restrykcje i obostrzenia rządowe w związku ze wzrostem przypadków zakażeń, które miały bezpośredni wpływ na zamieszanie z biletami kilkanaście dni przed inauguracją zawodów. Zakończyło się jak dobrze pamiętamy. Przypomnijmy, że na trybunach wokół skoczni mogło zasiąść ostatecznie 999 widzów. Niewykluczone, że właśnie w takich realiach zostanie przeprowadzony sezon zimowy, który startuje już za niespełna trzy miesiące. Czy znajdzie się w nim Wisła? W którym momencie? Czy w listopadzie, czy w lutym? Tego na ten moment nie wiemy, lecz z pewnością czysto organizacyjnie znaleźć się powinna. Polacy pokazali, że promowanie zawodów jest możliwe, nawet w wyjątkowych okolicznościach i pod specjalnym reżimem sanitarnym.

 

Sportowe święto

LGP Wisla2020 2konkurs fot 98 - Punkt Krytyczny #5: Niemożliwe nie istnieje
Gregor Schlierenzauer (fot. Julia Piątkowska)

W związku z zupełnie inną rzeczywistością, do samego końca nie było wiadomo, w jakim składzie pojawią się poszczególne reprezentacje na starcie zawodów. Zabrakło kilku gwiazd, kilku skoczków po prostu solidnych, którzy nie ryzykowali lub po prostu nie zdecydowali się na przyjazd po wcześniejszej konsultacji ze sztabami szkoleniowymi. Rokrocznie skoki letnie to okazja, aby bliżej poznać nowe twarze, które debiutują lub rzadziej prezentują się publiczności w zawodach najwyższej rangi. Nie inaczej było i tym razem, a na belce startowej zobaczyliśmy m.in. zawodników z juniorskiego czempionatu zorganizowanego na początku tego roku w niemieckim Oberwiesenthal.

Jednak to nie złoty medalista mistrzostw świata juniorów Peter Resinger rozdawał karty. Dominował, przynajmniej wśród młodych, ktoś inny. Dla nas kolejna nadzieja na lepsze jutro polskich skoków. Za sprawą wiślanina Tomasza Pilcha mógł pojawić się uśmiech na naszych twarzach. Niespełna 20-letni skoczek wydaje się powracać do dobrej formy, którą podczas ostatnich dwóch sezonów gdzieś zatracił. Dwa miejsca w pierwszej dziesiątce to potwierdzają solidną dyspozycję. Pomimo nieco odchudzonej obsady, ten wynik trzeba przyjąć za sukces. W nieformalnej klasyfikacji Letniego Grand Prix, Pilch uplasował się na czwartej pozycji podczas dwudniowej rywalizacji.

KamilStoch Wisla2020maseczka fot.JuliaPiatkowska 300x200 - Punkt Krytyczny #5: Niemożliwe nie istnieje
Kamil Stoch (fot. Julia Piątkowska)

Solidnie, lecz nieco nieustabilizowanym poziomie zaprezentował najmłodszy z Norwegów, srebrny medalista mistrzostw świata juniorów, Sander Vossan Eriksen. Dwa dni zmagań zakończył punktując i okazując się najlepszym z podopiecznych trenera Alexandra Stoeckla. Szczególnie podczas pierwszego dnia rywalizacji, młody zawodnik pokazał się z dobrej strony, kończąc zmagania na wysokiej ósmej pozycji. Występ na duży plus zanotował najmłodszy w stawce, Austriak David Haagen. Szesnaste i dziesiąte miejsce zasługują na szczególne wyrazy uznania, ponieważ w wewnątrz kadrowej rywalizacji, 18-latek okazał się dwukrotnie lepszy od utytułowanego Gregora Schlierenzauera.

Ze składem eksperymentował również szkoleniowiec Słoweńców, Gorazd Bertoncelj. W drużynie nominowanej na zawody w Wiśle znalazł się m.in Jan Bombek oraz Lovro Kos, czyli skoczkowie, którzy w dalszym ciągu mogą wydawać się nieco anonimowymi zawodnikami dla większości obserwatorów.

LGP Wisla2020 2konkurs fot 109 - Punkt Krytyczny #5: Niemożliwe nie istnieje
Tomasz Pilch (fot. Julia Piątkowska)

Dwójka młodych Słoweńców zaprezentowała się zupełnie odmiennie, a ostatecznie zdecydowanie lepiej radził sobie Bombek, który w piątkowych seriach treningowych odskakiwał większości rywalom.

Starty młodych zawodników cieszą. To naturalne, że w każdym kolejnym sezonie nowe twarze pojawiają się w zawodach najwyższej rangi. Ten start również mógł okazać się początkiem pięknej drogi dla Mateusza Gruszki, zawodnika naszej kadry juniorów, który jako trzynasty skoczek reprezentujący nasz kraj, miał okazję zasiąść na belce startowej i oddać swój skok. W tym przypadku nie wynik może okazać się najważniejszy, lecz zebrane doświadczenie, które w dobie pandemii może okazać się podwójnie cenne.

 

Przejść do historii

W tym całym sukcesie organizacyjnym nie zabrakło też naszego sukcesu sportowego. Nasi reprezentanci wykorzystali „oskakanie” na obiekcie im. Adama Małysza, które przełożyli na trzy dni rywalizacji (w tym prolog). To co się stało w sobotę i niedzielę za sprawą Dawida Kubackiego, Kamila Stocha i Piotra Żyły wszyscy wiemy. Sukcesu nie umniejsza nawet okrojona obsada. Nasi reprezentanci znokautowali rywali po raz kolejny, lecz teraz – po raz pierwszy w historii – całe podium było nasze. Kadrowicze trenera Michala Doleżala udowodnili, że nie gra roli wiek, a serce do sportu. Każdy z nich osiągnął już swoje lata, które jeszcze kilkanaście sezonów temu wskazywały na stopniowy rozbrat ze skocznią. W przypadku naszych „Orłów” jest odwrotnie – oni jak wino, im starsi tym lepsi. Powodów do radości mamy wiele. Pozostaje się cieszyć, że sukces sportowy, pomimo niesprzyjających okoliczności został odniesiony w miejscu tak magicznym i bardzo dobrze przygotowanym do zawodów.

 

Michał Pasek,
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz