Punkt Krytyczny #6: Letnie skoki przestają być traktowane na poważnie
Skocznia w Wiśle Malince (fot. Bartosz Leja)

Punkt Krytyczny #6: Letnie skoki przestają być traktowane na poważnie

Ostatnie sezony Letniego Grand Prix niewiele nam mówią o dyspozycji zawodników przed rozpoczęciem sezonu zimowego. Dla poszczególnych reprezentacji występ w tym cyklu jest jedynie sprawdzianem przed kluczową zimą. W przypadku polskich skoczków jest nieco inaczej. Niejednokrotnie nasi zawodnicy udowadniali klasę sportową w konkursach rozgrywanych na igelicie. Jaka jest faktyczna ranga skoków latem i czy osiągane wyniki powinniśmy brać na poważnie?

 

Morgenstern Thomas fot.J.Piatkowska 300x200 - Punkt Krytyczny #6: Letnie skoki przestają być traktowane na poważnie
Thomas Morgenstern – triumfator LGP i PŚ (fot. Julia Piątkowska)

Oglądając Letnie Grand Prix czuję się czasem, jakbym konsumował półprodukt. Nie dlatego, że mi nie smakuje, bo skoki uwielbiam i są moim ulubionym daniem, lecz mam wrażenie, że skoczkowie nie zawsze traktują ten cykl poważnie. Teraz pewnie wyleje się wiadro pomyj, bo w założeniu skoki letnie mają służyć przetarciu przed zimą i spokojnemu przygotowaniu do kluczowych imprez. Ale mając dociekliwość we krwi, będę dalej drążył. Życzeniowo – chciałbym i oczekuję, że będę odbiorcą towaru na najwyższym poziomie. Nie zadowalam się półproduktem i po cichu liczę, aby do letniej rywalizacji powrócili najlepsi (nie tylko w formie krótkiego epizodu)…

Z czym kojarzymy Andreasa Wanka? Bez większego zawahania i zastanowienia napiszę, że zapamiętałem go jako zwycięzcę pierwszej serii konkursowej Pucharu Świata w Predazzo w 2012 roku. Ktoś znów powie – ale hola, hola, ten sam skoczek przecież wygrał cykl Letniego Grand Prix, a i zimą pokazał się z dobrej strony na juniorskim czempionacie w 2007 roku. Faktycznie tak było, ale co do triumfu latem, przypomniałem sobie o tym dopiero gdy spojrzałem w statystyki i rankingi LGP.

Dlaczego wyleciało mi to z pamięci? Może dlatego, że dla większości skoki na igelicie nie znaczą tyle, co na śniegu? Upatruję jednak przyczyny w czymś zupełnie innym. W ostatnich latach waga Letniego Grand Prix wyraźnie spadła…

 

Jak to było?

Sakuyama Wisla B.Leja  300x200 - Punkt Krytyczny #6: Letnie skoki przestają być traktowane na poważnie
Kento Sakuyama – triumfator LGP 2015 (fot. Bartosz Leja)

Nasz „Orzeł z Wisły” trzykrotnie wygrał cykl Letniego Grand Prix. Skuteczność prawie taka sama jak zimą, tylko że na śniegu dołożył czwartą wiktorię, która wyniosła go w tabeli wszech czasów na zaszczytne pierwsze miejsce (ex aequo z Nykanenem). A ile razy latem triumfowali aktualnie wielcy skoczkowie, Prevc, Kraft, Kobayashi i Geiger? Niestety trudno się doliczyć chociaż jednego triumfu w końcowej klasyfikacji, bo takiego po prostu nie było… Łącznie na ich koncie jest zero wygranych w generalce cyklu letniego i w ostatnich latach to raczej nie przypadek, bo zainteresowanie tym trofeum wyraźnie spada. Nawet w gablotce Kamila Stocha, która jest niezwykle bogata i strojna w medale różnego kruszcu, brakuje „letniego” pucharu wywalczonego na igelicie. Chociaż bywało już blisko. Szczególnie przed dwoma laty, kiedy zaczęło się od trzech wygranych z rzędu. Później jedynie absencja trzykrotnego mistrza olimpijskiego, pozwoliła Klimowowi odnieść wygraną. Śmiało to napiszę, przede wszystkim poprzez regularność startów, ale też nieco lepszą dyspozycję.

Można się spierać, czy tacy triumfatorzy jak wspomniany wcześniej Wank, Klimow czy Kento Sakuyama w normalnej rywalizacji, przy pełnej obsadzie najlepszych zawodników od pierwszych do ostatnich zawodów, nadal pozostawaliby w walce o końcowe zwycięstwo. Ostatnim, który tej sztuki dokonał latem i zimą był Simon Ammann, a miało to miejsce jedenaście lat temu…

Cofając się wstecz o piętnaście, dwadzieścia lat, zawsze skoki latem były pewnym wyznacznikiem podziału sił przed kluczową zimą. Była to dla nas sugestia, kto będzie się liczył w stawce lub na kogo trzeba uważać. Triumfy na igelicie Jakuba Jandy, Adama Małysza, Thomasa Morgensterna czy Gregora Schlierenzauera, tak się złożyło, że zostały odniesione rok po roku. Zawsze przed zimą, która okazywała się dla nich zwycięska.

 

 

Stracona szansa

wank andreas s.piwowar h 300x199 - Punkt Krytyczny #6: Letnie skoki przestają być traktowane na poważnie
Andreas Wank – triumfator LGP 2012 (fot. Stefan Piwowar)

Podobnie jak w Pucharze Świata, tak i latem Japończykom zdarzało się odpuścić kilka konkursów Letniego Grand Prix. Szczególnie widać to na przykładzie letnich konkursów rozgrywanych w Zakopanem, kiedy to w latach 2005-2009 zawodnicy „Kraju Kwitnącej Wiśni” postanowili nie pojawiać się na Wielkiej Krokwi. Zwycięzca cyklu z 2015 roku, Kento Sakuyama, aby odnieść wygraną w letniej klasyfikacji generalnej potrzebował startów we wszystkich zaplanowanych konkursach indywidualnych. Wystarczyła do tego regularność i jedna indywidualna wygrana, odniesiona przed własną publicznością w Hakubie. W zawodach, które nie były szczelnie obsadzone, w tych samych, gdzie udziału nie wzięli nasi reprezentanci.

Latem 2007 roku myśli o regularnych startach porzucili także Norwegowie. Podopieczni Miki Kojonkoskiego zaprezentowali się na igelicie jedynie kilkukrotnie, a najwięcej, bo po cztery starty zaliczyli – Anders Jacobsen, Roar Ljoekelsoey, Bjoern Einar Romoeren, Sigurd Pettersen i Andres Bardal. Zresztą w przypadku Norwegów możemy mówić o częstym odpuszczaniu lata. Jedynie sześciu zawodników w ponad dwudziestopięcioletniej historii cyklu, ukończyło sezon w pierwszej trójce. Żaden nie wygrał – najbliżej byli Philipp Sjoen, Kenneth Gangnes i Espen Bredesen.

 

Latem jest dobrze

Kubacki Dawid LGP.Klingenthal.2017 fot.Agnieszka.Adamska 300x199 - Punkt Krytyczny #6: Letnie skoki przestają być traktowane na poważnie
Dawid Kubacki – triumfator LGP 2017 i 2019 (fot. Agnieszka Adamska)

Jak do tego cyklu podchodzą Polacy? Od dawna mam wrażenie, że dla naszych skoczków skoki latem są ważnym elementem przygotowania do zimy. Nie zawsze jednak forma została przeniesiona na obiekty w zimowej scenerii. Oczekiwania, rozbudzone nadzieje, apetyt na więcej – często wszystkie emocje ulatywały jak powietrze z balonu, tuż po pierwszych listopadowych skokach. Nieodżałowanie, bo latem zawsze nasza drużyna prezentowała się dobrze. Tylko gdzie szukać przyczyny? Z pewnością we wspomnianej wcześniej „odchudzonej letniej obsadzie”.

Ostatnie lata to jednak zupełnie odmienna historia. Nasi reprezentanci niejednokrotnie udowadniali wysoką dyspozycję latem i co najważniejsze każdy z nich przełożył dalekie skoki z lata na wysoką formę zimą. Zarówno dla Macieja Kota, jak i Dawida Kubackiego letnie zwycięstwa były nowym otwarciem przed zimą. Było to czymś w rodzaju złapania pewności siebie, bo wyniki już kilka miesięcy później mówiły wszystko.

 

To nie zależy od nas

Trudno jednoznacznie powiedzieć i ocenić jakie Letnie Grand Prix jest. Trzeba się przyzwyczaić, że ranga tych zawodów nieprędko osiągnie prestiż zimowego Pucharu Świata. Być może nigdy nawet się do tego poziomu nie zbliży, a przynajmniej w tej najbliższej historii. Czy tego chcemy czy nie, musimy się przyzwyczaić, że skoki latem pozostaną prawdopodobnie czysto treningowymi zawodami, chyba że nadejdą czasy drastycznego… ocieplenia klimatu.

Być może raz na jakiś czas pojawi się skoczek na miarę Sakuyamy lub Wanka, który wygra cykl pokazując się skokowemu światu z dobrej strony, a następnie zniknie gdzieś w przeciętności sezonu zimowego. A może odwrotnie – pojawi się Kubacki, który przestanie być królem lata, a zostanie królem zimy?

 

Michał Pasek
informacja własna

 

Podziel się:

Dodaj komentarz