Czeskie problemy i ambitne plany. Koudelka już skacze po upadku
Roman Koudelka (fot. Julia Piątkowska)

Czeskie problemy i ambitne plany. Koudelka już skacze po upadku

Czeska drużyna skoczków narciarskich to niewątpliwie ekipa „po przejściach”. Nasi południowi sąsiedzi w ciągu niecałego roku mają już trzeciego trenera kadry narodowej, jeden z ich reprezentantów zmagał się niedawno z koronawirusem, a liderowi zespołu Romanowi Koudelce przytrafił się upadek, przez który stracił miesiąc treningów. Podopieczni trenera Františka Vaculika podczas niedawnych zawodów Letniego Grand Prix w Wiśle spisali się jednak przyzwoicie.

 

Trenerska saga i przyzwoity debiut w Wiśle

FrantisekVaculik fot.Manuguf 300x200 - Czeskie problemy i ambitne plany. Koudelka już skacze po upadku
František Vaculik (fot. Manuguf / Creative Commons)

Najpierw zaskakujące zwolnienie Davida Jiroutka, później przejęcie jego obowiązków przez Antonína Hájka, a następnie zatrudnienie Františka Vaculika. Tak wyglądały zmiany na stanowisku trenera głównego czeskiej kadry skoczków. Niewątpliwie nerwowe roszady w trakcie sezonu i różnica zdań na linii skoczkowie – działacze, nie przysłużyła się wynikom Czechów na początku tego roku. Już od kwietnia nad formą swoich nowych podopiecznych pracuje jednak Vaculik, który podkreśla konieczność szkolenia młodzieży, gdzie dotąd, jego zdaniem, popełniano najwięcej błędów.

Do tego potrzebne są skocznie narciarskie, których stan w Czechach pozostawia niestety wiele do życzenia. Treningowe obiekty 70 i 90 metrowe najlepiej nadają się do szkolenia, a tych niestety (w dobrym stanie) brakuje. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez 35-letniego szkoleniowca, zimą do stanu używalności powrócić skocznia K-90 w Harrachovie. – Gdyby się udało, byłaby to duża pomoc dla czeskich skoków narciarskich. Dla nastolatków i juniorów przywrócenie tego obiektu jest niezbędne – podkreśla Vaculik.

Czescy skoczkowie, podobnie jak wielu ich zagranicznych kolegów, początek pandemii koronawirusa spędzili w domu skupiając się na indywidualnych treningach fizycznych. Jak się okazuje, nie zaburzyło to cyklu przygotowawczego i nasi południowi sąsiedzi podczas Letniego Grand Prix w Wiśle zaprezentowali się całkiem przyzwoicie. Czeska trójka startująca w Beskidach (Kožíšek, Polášek, Štursa), dwukrotnie zameldowała się w finałowej trzydziestce, a najwyżej plasowali się Čestmír Kožíšek i Viktor Polášek, którzy w poszczególnych dniach rywalizacji zajmowali 17. lokatę. Mimo tego, sam szkoleniowiec uważa, że jego zawodników stać na więcej. – Podczas treningów udaje nam się wykonać pewne rzeczy „na sucho”. Chłopaki nie pokazali jednak tego podczas Grand Prix. Potrzebujemy jeszcze czasu, aby ustabilizować  te elementy, a później przenieść je na skocznię – podkreślił.

 

Upadek Koudelki, wirus Sakali

DSC01153 - Czeskie problemy i ambitne plany. Koudelka już skacze po upadku
Filip Sakala (fot. Julia Piątkowska)

W Polsce nie pojawił się dotychczasowy lider kadry, Roman Koudelka. 31-letni zawodnik, który w przeszłości pięciokrotnie wygrywał zawody Pucharu Świata, w lipcu podczas treningu na skoczni zanotował pechowy upadek, który na miesiąc wykluczył go z aktywności fizycznej. – Roman upadł na początku lipca, jego staw skokowy oraz ramię były mocno posiniaczone. Myśleliśmy, że szybciej wróci do zdrowia, ale niestety zajęło to miesiąc. Dołączył do nas jednak już podczas kolejnego zgrupowania w Eisenerz – powiedział František Vaculik.

Niepokojące były również doniesienia dotyczące Filipa Sakali, który został zarażony wirusem SARS-CoV-2. Czeski skoczek poinformował o całej sytuacji już po przejściu koronawirusa. Szczęśliwie okazało się, że 24-latek wyzdrowiał, co sam skwitował wówczas krótkim: „Przetrwałem”. – Filip złapał wirusa podczas wakacji pod koniec lipca i nie trenował z nami przez prawie miesiąc. Po kwarantannie wynik jego testów był już negatywny i dołączył on do nas w sierpniu w Eisenerz – skwitował sytuację Sakali czeski szkoleniowiec.

Dla Františka Vaculika obecność jego podopiecznych w czołowej trzydziestce, także podczas zimowego Pucharu Świata to jeden z najważniejszych celów. 35-letni trener wspomina nawet o pięciu, sześciu czeskich zawodnikach, którzy mogą awansować do serii finałowej podczas niektórych zmagań elity. – Oczywiście mamy Romana Koudelkę i Viktora Polaska, którzy są na wyższym poziomie i cele dla nich są zdecydowanie wyższe – podsumował.

 

Bartosz Leja,
źródło: czech-ski.com

 

Podziel się:

Dodaj komentarz