Filip Sakala – skoczek po koronawirusie, który nie lubi skoczni w Wiśle
Filip Sakala (fot. Julia Piątkowska)

Filip Sakala – skoczek po koronawirusie, który nie lubi skoczni w Wiśle

Filip Sakala jest jednym z niewielu skoczków, o którym tego lata było głośno przede wszystkim za sprawą koronawirusa. 24-letni reprezentant Czech w sierpniu przeszedł wirusa COVID-19, jednak już we wrześniu wziął udział w zawodach Letniego Pucharu Kontynentalnego w Wiśle.

 

W szerszym gronie kibiców Filip Sakala może być kojarzony z tego, że po pierwszej serii pamiętnego mistrzowskiego konkursu w Seefeld (w którym Dawid Kubacki zdobył złoto) zajmował sensacyjne szóste miejsce, a także od niedawna z tego, że szczęśliwie pokonał wirusa SARS-CoV-2. „Mogę oficjalnie przyznać, że przetrwałem COVID-19. To było interesujące doświadczenie, jednak teraz nadszedł czas, aby znowu zabrać się do ciężkiej pracy” – napisał na Instagramie 20 sierpnia.

Jak się jednak okazuje, w jego przypadku dolegliwości spowodowane koronawirusem nie były bardzo poważne. – Nie przeszkodziło mi to zbytnio. Mogłem trenować w domu, odpocząłem, pod tym względem to była „przyjemna” grypa. Później rozpocząłem już normalne treningi – przyznał w rozmowie z przedstawicielami rodzimej federacji narciarskiej.

Tego lata Sakala wystartował w dwóch międzynarodowych konkursach w Wiśle. 18 i 19 września w zawodach Letniego Pucharu Kontynentalnego na skoczni im. Adama Małysza (HS-134) plasował się jednak na odległych lokatach, odpowiednio 34. i 43. – Długo nie skakałem tak źle, jak w Wiśle. Błąd zdecydowanie był jednak po mojej stronie. Przyjechałem tam trochę bardziej przytłoczony niż zwykle. Wtedy pojawia się niestety miejsce na błędy i wiele rzeczy po prostu ucieka. Spanikowałem, chciałem na szybko coś poprawiać. Zmieniałem tam buty, walczyłem ze środkiem ciężkości… Ale na skoczni takiej jak w Wiśle, trzeba być w stu procentach przygotowanym, bo inaczej zdarza się taka „katastrofa”. Skocznia w Wiśle mi nie odpowiada – przyznał Czech, wyrażając jednocześnie nadzieję, że to właśnie w Beskidach wyczerpał już limit złych skoków przed zimą.

Poprawa w istocie przyszła dość szybko, na zdecydowanie bardziej lubianej przez niego skoczni HS-106 w rodzimym Frenštácie. Tam w krajowym czempionacie zajął trzeciej miejsce zgarniając brązowy medal. Ustąpił, jednak nieznacznie, tylko Cestmirowi Koziskowi i Viktorowi Polaskowi. – Taki wynik to dla mnie mały „cud” po skokach w Wiśle. Cieszę się, że poradziłem sobie przede wszystkim podczas pierwszej serii podczas mistrzostw kraju. To dodało mi pewności siebie – ocenił.

24-latek przed nadchodzącym sezonem zimowym stawia sobie konkretne cele i z pewnością chce, aby kibice zapamiętali go nie tylko z bycia synem znakomitego niegdyś czeskiego skoczka Jaroslava Sakali, który sięgał po medale igrzysk i mistrzostw świata. – Chcę zacząć punktować w Pucharze Świata. Wierzę, że mogę tego dokonać – podkreśla Filip Sakala i dodaje: – W zeszłym sezonie Puchar Świata był dla mnie wielką nauką. W jednym z wywiadów powiedziałem, że popełniłem wiele błędów, których tym razem nie powtórzę. Jeśli wszystko pójdzie tak, jak powinno, zwłaszcza podczas konkursów, to wierzę że będzie dobrze.

 

Bartosz Leja,
źródło: czech-ski.com
foto: Julia Piątkowska

 

Podziel się:

Dodaj komentarz